Od 7 lipca 2025 roku na granicy polsko-niemieckiej pojawiły się kontrole. Rząd Donalda Tuska ogłasza sukces, próbując wmówić opinii publicznej, że oto państwo polskie zaczyna „dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli”. Ale to tylko teatr dla naiwnych. Prawdziwy cel tych kontroli to nie zatrzymanie nielegalnych imigrantów. Prawdziwy cel to rozbicie i zastraszenie oddolnego Ruchu Obrony Granic – jedynej formacji obywatelskiej, która naprawdę broni polskiego terytorium przed napływem obcych.
To nie przypadek, że kontrole rozpoczęto dopiero teraz – po blisko dwóch latach bierności wobec niemieckiej polityki wypychania nielegalnych migrantów do Polski. Niemcy swoją granicę uszczelnili już w październiku 2023 roku. Polska – pod rządami Tuska – pozostawiła ją otwartą jak szeroko rozwarte drzwi do obcego świata. Dlaczego? Bo taka była cena poparcia Berlina dla Platformy Obywatelskiej w kampanii parlamentarnej.
Donald Tusk, człowiek oddelegowany do Polski przez niemiecką polityczną kastę, podpisał nieformalny, ale śmiertelnie groźny dla naszego bezpieczeństwa pakt zgody na przyjmowanie nielegalnych imigrantów z Niemiec. Efekt? Od stycznia 2024 roku do Polski trafiło blisko 14 tysięcy nielegalnych migrantów – wypchniętych przez niemiecką policję, przy biernej zgodzie (a nierzadko nawet współpracy!) polskich służb granicznych. Wszystko zgodnie z rozkazami z Warszawy.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Rząd nie rozpoczął żadnej prawdziwej ochrony granicy. On rozpoczął akcję pacyfikacyjną wobec obywateli, którzy – widząc bezczynność państwa – sami stanęli na straży polskich granic. Członkowie Ruchu Obrony Granic od miesięcy patrolują przejścia, używają dronów z termowizją, dokumentują nielegalne przekraczanie granicy i naciskają na służby, by wypełniały swoje obowiązki. Efekt? Niemiecka operacja wypychająca cudzoziemców została chwilowo spowolniona.
Ale to nie spodobało się w Berlinie. A więc nie mogło spodobać się także w Warszawie – w rządzie złożonym z wykonawców niemieckich interesów. Zamiast więc wspierać obywateli, polska prokuratura szykuje postępowania przeciwko działaczom ROG, policja zakazuje używania dronów w pasie przygranicznym, a kontrole mają teraz na celu usunięcie z granic tych, którzy patrzą władzy na ręce.
Równolegle, niemieckie media już zapowiadają, że deportacje do krajów ościennych będą się nasilać. Francja, Austria, Włochy, Holandia i nawet Luksemburg mówią twarde „nie” – bronią swoich granic. Tylko Polska Tuska mówi: „tak, proszę bardzo, jeszcze więcej!”. Bo tak wygląda realizacja niemieckiej koalicyjnej umowy CDU–SPD: imigrantów wypychamy z Niemiec, a Donald Tusk – jak pokorny urzędnik z Generalnego Gubernatorstwa – odbiera ich z uśmiechem na granicy.
Tusk może opowiadać w mediach o „reakcji państwa”, może wysyłać Żandarmerię i WOT, ale dopóki nie zostanie zerwany układ z Berlinem, dopóki rozkazy dla Straży Granicznej będą przychodziły z niemieckiego biurka – granica zachodnia będzie pozostawała otwartą raną polskiego państwa.
Nie ma żadnych „kontroli”. Jest zdrada. Jest ciche podporządkowanie. Jest pełzający demontaż suwerenności terytorialnej Rzeczypospolitej. I jest tylko jedna formacja, która próbuje to jeszcze zatrzymać – naród.
Dopóki Donald Tusk będzie premierem, Polska nie ma granicy zachodniej. Ma za to otwarte korytarze migracyjne sterowane z Berlina. Pora powiedzieć temu układowi jednoznaczne: dość.
Rafał Szrama 🇵🇱
Zostaw komentarz