Hejtują na ogół anonimowo. Z powodu kompleksów, zazdrości, frustracji, problemów emocjonalnych. I hejtują wszystkich, bogatych, pięknych, znanych, ale też „zwykłych”. A przyczyny mogą być różne. Zbyt wiele ciała, nie ta fryzura czy sukienka, poglądy polityczne, kolor skóry czy preferencje seksualne. Walka z hejtem, jak sądzę, skazana jest na porażkę.

W czasach mojego dzieciństwa i młodości nie było internetu i hejtu cyfrowego.
Ale z przemocą, zwłaszcza rówieśniczą, moje pokolenie spotykało się w szkole i poza nią, codziennie.

Nie była to jednak przemoc, czy to werbalna czy fizyczna, anonimowa.
Moi prześladowcy mieli twarze, imiona, nazwiska.
Często wiedziałem gdzie mieszkają, kim są ich rodzice.
Więc i skala była znacznie mniejsza.

Choć – z powodu mojej nadwagi w podstawówce- bolały mnie takie przezwiska jak „słonina”, „grubas”, spaśluch” rzucane w moją stronę przez niektórych kolegów.

Dlatego zacząłem unikać towarzystwa, do którego często, z tego powodu mnie nie zapraszano.
I szczerze mówiąc, było mi z tym dobrze.
Wolałem samotne spacery czy książki.

Nie kablowałem gdy się ze mnie wyśmiewano.
Bo byłoby to niezgodne z niepisanym kodeksem szkolnym.
Miałem inne sposoby by ich poskromić.

Gdy któryś z prześladowców przekroczył miarę, biłem takowego.
Czasami wygrywałem, czasami wracałem do domu z rozbitym nosem.
Tak czy owak, na jakiś czas taka postawa pomagała.
Choć patrząc z perspektywy czasu, nie było to najlepsze rozwiązanie.

Przyznaję jednak, to mnie na przyszłość zahartowało.

Dziś jednak sytuacja jest inna.

Już dzieciaki w wieku 7 lat mają telefony komórkowe.

W związku z tym ich życie przeniosło się ze świata realnego do wirtualnego.
A tam łatwo o anonimowość.
Zwłaszcza na różnych portalach społecznościowych.
Jak wyliczył NASK spędzają tam nawet pięć godzin dzienne, w dni powszednie.

I z powodu niedojrzałości emocjonalnej łatwo stają się ofiarami przemocy internetowej.
Kończy się to często depresją, a niekiedy nawet, samobójstwem.

Oczywiście, kampanie społeczne, zajęcia w szkołach na temat hejtu są potrzebne.
Podobnie jak ściganie i karanie takich wirtualnych hien.

Myślę jednak, że niemniej konieczne jest uczenie dzieci, w domu, szkole, jak emocjonalnie mają sobie z hejtem radzić.
Bo się go nigdy całkowicie nie wypleni.

Jak reagować na przemoc rówieśniczą, w każdej postaci by nie wpaść w „doła”.
Jak, mimo to, budować własną asertywność i poczucie wartości.

Czyli, w skrócie, jak walczyć by ktoś nas nie zdeptał.