Wszystko już było. Niżej fragmenty wypowiedzi, jaka ukazała się po odstrzeleniu szyickiego zbrodniarza Ghasema Solejmaniego 4 stycznia 2020 r.

Ale najpierw przypomnijmy postać tego bandyty.

Kariera wojskowa (tak ją nazwijmy) Solejmaniego zaczęła się w 1979 roku, kiedy to w Iranie wybuchła islamska rewolucja.

Do tej pory nikomu nie znany 22-letni urzędnik miejski wstąpił do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Formacja ta pełni rolę czegoś na wzór policji politycznej (wyznaniowej) wewnątrz kraju, na zewnątrz zaś wspiera wszelkie ruchy i organizacje, jakie ajatollahowie uznają za pożyteczne.

Jest to drugi, niezależny od armii, człon sił zbrojnych islamskiej republiki. Według irańskiej konstytucji Armia odpowiada za obronę granic i porządku wewnętrznego Iranu, podczas gdy Korpus odpowiedzialny jest za obronę rewolucji islamskiej i jej osiągnięć. Do jego zadań należy zwalczanie ruchów niechętnych ustrojowi Iranu jako republiki islamskiej, wspieranie proirańskich organizacji zbrojnych poza granicami kraju i zwalczanie wpływów obcych w Iranie.

W ramach Korpusu funkcjonują tzw. siły al-Kuds (Ghost). Podlegają tylko Najwyższemu Przywódcy.

Według amerykańskiego Departamentu Stanu ich zadaniem jest działalność wywiadowcza, przetwarzanie tak uzyskanych danych, prowadzenie nieoficjalnych działań dyplomatycznych, wspieranie proirańskich organizacji muzułmańskich oraz wybranych organizacji zbrojnych, także terrorystycznych (m. in. poprzez dostarczanie pieniędzy i broni, szkolenie członków a także udzielanie schronienia).

Właśnie na czele sił al.-Kuds stanął Sulejmani, awansowany z czasem do stopnia generała.

W 1997 Ghasem Solejmani został mianowany dowódcą sił Ghods. Znacząco rozbudował jej siły (łącznie brygada liczy od 10 do 20 tys. członków; w początkowej fazie istnienia tylko 2–5 tys.). Jako dowódca tejże formacji organizował zamachy w Tajlandii, Nowym Delhi, Lagos i Nairobi, zaś w 2011 bez powodzenia próbował zorganizować zamach na ambasadora Arabii Saudyjskiej w Stanach Zjednoczonych Adila al-Dżubajra. Zacieśnił związki jednostki z Hezbollahem i jego dowódcą Hasanem Nasr Allahem; żołnierze brygady skierowani przez Solejmaniego pomagali w szkoleniu bojowników Hezbollahu i planowaniu jego działań partyzanckich. Dowodzona przez Solejmaniego formacja nawiązała również podobne kontakty z Hamasem. Organizował działania sabotażowe i ataki na żołnierzy amerykańskich w Iraku po obaleniu rządów Saddama Husajna w 2003; dokonywali ich bezpośrednio żołnierze Ghods oraz wspierana przez nich organizacja Badr Solejmani utrzymywał również kontakty z czołowymi irackimi politykami szyickimi. Za sprawą zaangażowania wojskowego sił Ghods i jej dowódcy Iran zyskał znaczne wpływy w Iraku. Solejmani odegrał decydującą rolę w procesie, który doprowadził do mianowania Nuriego al-Malikiego na premiera Iraku w 2006.

W 1999, podczas antyrządowych protestów studenckich w Iranie, był jednym z sygnatariuszy listu dwudziestu czołowych oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej domagających się pacyfikacji protestów. W przeciwnym razie wojsko groziło przeprowadzeniem zamachu stanu i odsunięciem prezydenta Mohammada Chatamiego. Protesty zostały stłumione.

(wikipedia)

Zbrodnie, jakie za sprawą Sulejmaniego były dokonywane choćby w Iraku, mogły by być tematem kilkunastu osobnych notek.

Ważne jest co innego. Otóż namierzony przez wywiady izraelski i USA irański generał został odstrzelony na lotnisku w Bagdadzie sześć lat temu. Iran próbował wysłać rakiety na Izrael, ale ten odwet zwyczajnie wzbudził śmiech. Ani jedna nie pokonała „Żelaznej Kopuły”.

Na pewnym znanym polskojęzycznym (pro)ruskim portaliku ukazał się wówczas tekst łkająco-wygrażający autorstwa ówczesnego wszechwładnego admina. Czytamy w nim:

Irański „atak odwetowy” wzbudził głupawe uśmieszki i komentarze. Zupełnie niesłusznie. Iran tą demonstracją pokazał, że jest państwem poważnym i szanującym uniwersalne zasady. Jeśli ktoś myśli, że Iran nie ma sił i środków, żeby odstrzelić setkę amerykańskich generałów, jeden po drugim a na koniec samego Trumpa to jest w wielkim błędzie… Tylko, że taki model zemsty stawiałby Persów automatycznie na tym samym poziomie moralnym co Amerykanie czyli dno dna.

Przypominam, że generałów w USA jest ok. 40. A ciut dalej autor stawia tezę, od pewnego czasu powtarzaną również dzisiaj przez tą samą proruską banieczkę:

Amerykanie i Izrael, który nimi zarządza, jeszcze nie zaczęli prawdziwej wojny a już ją przegrali.

Od tego czasu minęło 6 lat. USA i Izrael nie tylko, że nie upadły, ale odpłaciły Iranowi za całe lata szczucia różnej maści terrorystów atakujących nie tylko amerykańskie bazy, ale przede wszystkim cywilną ludność Izraela.

Uderzenie, jakie nastąpiło 28 lutego 2026 roku doprowadziło do wyeliminowania najwyższych władz tej szyickiej satrapii.

Zatem posługując się „logiką” obecnego czołowego publicysty portaliku Wolnemedia.net musimy uznać, że USA i Izrael przegrały wojnę kolejny raz. 😉

Nie dziwi zatem, że pieczołowicie przykleja on tekst jakiegoś oszołoma:

Ameryka przegrała wojnę z Iranem już pierwszego dnia.

Jak widać, żeby przegrać wojnę trzeba wybić przywódców przeciwnika. 😉

Autor powyższych słów to niejaki Greg Johnson, człowiek, pozostający pod wpływem niejakiej Savitri Devy, uważającej Adolfa Hitlera za… awatar boga Wisznu!

Cóż… 2,5, a może nawet 3 tys. lat temu nieznany nam autor biblijnej Księgi Przysłów pisał:

Jak pies powraca do wymiocin swoich tak głupi powtarza swoją głupotę.

Wspomniany publicysta jest jednak pod pewnym względem godny podziwu. To taki prorok (naj)mniejszy…

À rebours.

Po ataku Rosji na Ukrainę co rusz zapowiadał kres tej ostatniej. Po pięciu latach okazuje się, że walka toczona jest na terenach, jakie Putin jednostronnie wcielił do Rosji w 2022 r. I w stosunku do lipca 2022 r. ruscy musieli się cofnąć.

Wcześniej zaś Iran „wygrał wojnę” w styczniu 2020 r., aktualnie zaś w marcu 2026 r.

Co prawda powyższe nijak się ma wobec rzeczywistości, ale niczym nie zrażony hawrankowy publicysta znalazł już kolejne mocarstwo, mogące wkulać USA.

To Chiny, rzekomo dysponujące uzbrojeniem deklasującym amerykańskie.

Ciekawe, co będzie, gdy te odważą się w końcu uderzyć na Tajwan a ten okaże się kolejnym Charkowem czy Donbasem. Trudno zresztą zliczyć wszystkie miejsca na mapie Ukrainy, gdzie „niezwyciężona” armia rosyjska zwyczajnie bierze w d#pę.

I to by było na tyle, jak mawiał śp. prof. Jan T. Stanisławski.

 

5.05 2026