W Parlamencie Europejskim prawica, to „Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy”. Pytam zatem: czy bardziej „konserwatyści”, czy bardziej „reformatorzy”?
Konserwatysta jest „katechonem” – jego racją jest „Logos” wyrażony w esencjalnie rozumianej tradycji wiary i kultury.
Reformator ma inną motywację. „Logos” nie jest najważniejszą kategorią. Tradycje wiary i kultury są dla niego jedynie istotnym elementem ciągłości systemu społecznego. Ich zachowanie nie jest celem samym w sobie. Celem jest zachowanie ich ciągłości, uniknięcie ostrego zerwania tych tradycji.
Reformator rozumie, że świat się zmienia i zamiast jedynie walczyć z suflowanymi przez progresywistów rozwiązaniami opartymi o emancypacyjną ideologię – proponuje własne, uwzględniające tę potrzebę zachowania ciągłości.
W takim rozumieniu – nie jest rolą Prawicowego Reformatora „obrona wiary” rozumiana jako obrona jej dogmatów, czy konkretnych stanowisk etycznych z niej wynikających. To są problemy samej religii.
Cel Prawicowego Reformatora jest szerszy: zapewnienie ciągłości systemu, w którym również religia ma swoje miejsce, nie jest kompletnie wyrugowana z debaty publicznej. Prawicowy Reformator rozumie bowiem, że dopóki szerokie rzesze ludzi przywiązują dużą wagę do spraw religijnych – rugowanie religii poza nawias prowadzi do upośledzenia życia społecznego, generuje szkodliwe napięcia i negatywnie rzutuje na wiele innych aspektów funkcjonowania zbiorowości.
Zarazem jednak wspieranie postulatów radykalnych grup wyznaniowych, które domagają się od społeczeństwa uznania ich światopoglądu jako jednego obowiązującego pomimo wielkiego sprzeciwu społecznego jest tu po prostu przeciwskuteczne i żaden Prawicowy Reformator nie powinien takiej postawy przyjmować.
Prowadzi to bowiem do tego, że wszystkie propozycje polityczne prawicy, także te o znaczeniu fundamentalnym dla państwa, stają się w świadomości społecznej „zapakietowane” z tymi radykalnymi postulatami wyznaniowymi, co skutkuje ich en gross odrzuceniem przez część wyborców, którzy w innej sytuacji mogliby prawicę poprzeć.
Taka była cena jaką Zjednoczona Prawica zapłaciła za niefortunne gmeranie w ustawie aborcyjnej, namolne promowanie treści wyznaniowych w szkolnictwie, nagradzanie publikacji naukowych w konfesyjnych publikatorach niewspółmierną do ich faktycznej rangi ilością punktów, itd.
Moim zdaniem, jest to cena zdecydowanie za wysoka, gdyż wynik wyborów jest taki, że do władzy zapewne dojdzie formacja, która może doprowadzić do zakończenia projektu niepodległego państwa polskiego. Tymczasem zarówno badania socjologiczne jak i moje osobiste doświadczenie wynikające z rozmów z osobami głosującymi na Opozycję wskazują dość jednoznacznie, że to właśnie kwestia aborcyjna była kluczowym elementem, który wpłynął na niekorzystne dla odchodzącej władzy przebudowanie polskiej sceny politycznej, skutkujące de facto zwycięstwem Opozycji.
Jednym słowem – jeśli Polska straci niepodległość, to konfesyjni radykałowie na prawicy będą za to w znacznym stopniu odpowiedzialni jako siła, która forsowała swój światopogląd nie licząc się z dalekosiężnymi konsekwencjami.
Na zdjęciu wprowadzającym – poseł PiS Bartłomiej Wróblewski – bezpośredni sprawca tego nieszczęścia. Foto opublikowano na podstawie prawa do cytatu.
Zostaw komentarz