Dla osób, które wierzą, że Jarosław Kaczyński jest wieczny, nie podlega prawom czasu i będzie zawsze przewodził, dowodził z jednakową jasnością umysłu, przenikliwością i charyzmą, problemu nie ma. Jest po prostu dobrze i zawsze będzie dobrze.

Dla takich emerytek z Konstancina, jak ja, ktore dostrzegają zmiany (nie tylko w wyglądzie), ale i stanie zdrowia, sposobie myślenia, szybkosci reakcji, męczliwości, a także w oglądzie świata, ludzi i samego siebie następujących w procesie starzenia się coraz częściej budzi się reflekscja: co po Kaczyńskim? Inaczej – kto po Kaczyńskim?

Tak już było przed wojną: Piłsudski wyniesiony w takie wyżyny, że już tylko portret na ściane, obok Matki Boskiej i wielbić, a potem nagle – pustka. Straszliwe rozczarowanie. Nie ma nikogo, kto by zastapił. Nie wychował nastepcy. Nie zostawił po sobie państwa i administracji państwowej w takim stanie, aby państwo mogło sprawnie funkcjonować. I też było „przed wojną”, a potem wojna. I tragedia, bo rząd prysnął w bezpieczne miejsce, a ci, którzy zostali byli „jak kamienie na szaniec”.

Historia lubi sie powtarzać?

Nie żebym porównywała Kaczyńskiego do Marszałka. Porównania żadnego nie ma, ale niewątpliwie wśród polskich polityków Kaczyński swojego czasu wyraźnie się wyróżniał sprawnością i chytrością myślenia politycznego. Ale nie jest to dane na zawsze. Od pewnego czasu można wyznaczać różne cezury już się nie wyróżnia.

Więc co dalej?

Ja stawiałam na Morawieckiego. Bardzo wysoko go ceniłam. Podobał mi się bardzo. Jako najpierw minister, potem premier. Do czasu pandemii. Ten techno (czy finanso) krata nie był mentalnie przygotowany, aby poradzić sobie z tym, co stało się w okresie społecznego lock-downu. O ile przeprowadzil dośc zręcznie Polskę przez gospodarcze rozpadliny jakie wywołał lockdown, to ze społecznymi efktami tej – obojętnie – prawdziwej czy fałszywej pandemii całkiem sobie nie radził. Na usprawiedlwiwienie – miał najgorszych doradców medycznych, jakich można sobie wyobrazić. Z drugiej strony – to on jeśli ich nawet nie wybrał, to akceptował.

A teraz wojna na Ukrainie.

To znowu nie jest coś, z czym mógłby radzić sobie dobrze były minister finansów, bardzo w finansach zresztą zwinny. Tu potrzeba kogoś, kto zna się na „temperaturze wrzenia” społeczeństwa. Kaczyński od czasu zamachu w Smoleńsku jest ogarnięty manią prześladowczą i żądzą odwetu, choćby za cenę zniszczenia państwa polskiego. Zemsta, zemsta, zemsta…. Nic innego nie istnieje.

A Morawiecki?

Ten z kolei wszedł w buty dobrego Samarytanina. Polacy są szlachetni, Polacy zawsze są najlepsi na świecie, mają złote serduszka, oddadzą swoje mieszkania, chętnie będą żyli w nieopalanych mieszkaniach i zawiążą żołądki na supełki, byleby pomóc innym. Za wolność waszą oddadzą nawet swój dobrostan. Chętnie i z dobra woli. Tak nie jest. Obojętnie, jak byśmy to oceniali.

I ani Kaczyński, ani Morwiecki ze swoim „Szanowni państwo” już nie poderwą, nie przekonają, nie zachęcą. Potrzebny jest PISowi ktoś całkiem nowy, młodszy, świeższy, bardziej czujący (wyczuwający) nastroje, lepiej słyszący pomruki społecznej burzy. Nie spotkania z wyznawcami, którzy krzyczą: „Jarosław, Polskę zbaw” i piją miód z ust ukochanego wodza. Potrzebne są normalne spotkania z normalnymi Polakami, także tymi, którzy PISu nienawidzą. Ktoś rzutki, błyskotliwy, świetny orator i … aktor.

Przekonaliśmy się jak ważna jest ta właśnie umiejętność w medialnym świecie. Zeleński jest wszędzie, nawet – używając żartobliwego powiedzenia: „otworzysz lodówkę, a tam Zeleński jest”, na koncertach mlodziezowych, w Cannes, podczas imperaz sportowych, na koszulkach , bluzach. narzucil sposób mówienia, ubierania się, poruszania, zachowania. Jest współczenym idolem. My żadnego nie mamy. No – Trzaskowski oczywiście, ale to jednak całkiem nie ta półka.

Nie wierze, aby w naszym kraju nie znalazł sie ktoś z autentyczną charyzmą, a nie tylko lodowaty manekin jak Trzaskowski, czy pyzate dzidzi jak Hołownia, aby zdołać już nie tylkoporwać Polaków, ale wzbudzic ich zaufanie, powiedzieć im prawdę, jaka by ona nie była, być kimś ze „środka”, a nie z zewnątrz.

Myślicie, że nie ma kogoś takiego? No to koniec!

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.