Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że patrzę na ukraińskie, zburzone miasta, słucham o bestalstwie Rosjan całkiem innymi oczyma i całkiem innymi uszami niż młodsze ode mnie pokolenia. Choćby ci młodsi o lat dziesięć.

Patrzę i widzę Warszawę. Swój dom. Swoje spalone mieszkanie z czarnymi od sadzy ścianami, pozbawione okien. I klatkę schodową z okropną dziurą pośrodku, a w niej powyginane rury i druty. Czyli: „pamiątka” po windzie. I to niebo nad nami, jesli spojrzało się z drugiego pokoju, gdzie jeszcze nie było sufitu.

Pamiętam straszliwy smród z domu naprzeciwko, jeszcze nieodgruzowanego, w którym została tylko brama. Tam były wciąż jeszcze ciała zasypanych i rozkladających się ludzkich ciał.

Pamiętam też karawany. Czyli nakryte czarną materią wozy, zaprzężone w konie (niekoniecznie czarne) i ludzi idących za tym wozem. Kobiety całe w czerni, otulone w welony sięgajace do pasa, zasłaniające twarze. Pochylone w taki charakterystyczny dla duchowego bólu sposób.

Słuchałam wciąż i wciąż opowieści o tym, jak było i – jak będzie. A przecież przez kilka pierwszych lat po wojnie wciąż się obawiano tej trzeciej. A potem atomowej.

W szkole podstawowej ogladąliśmy jakieś obrazy z Hiroszymy, jako dowód bestialstwa Amerykanów (imperialistów amerykańskich) i pouczenia, jak się zachować.

To wtedy powstał dowcip, że należy nakryć się Trybuną Ludu i pełznąć w kierunku cmentarza. Może to dzisiejszym dzieciom wydawać się dziwne, że wtedy „wojny” toczono dla zabawy nie w grach komputerowych, ale strzalajac z patyków, rzucając kamieniami jak granatami, padając, podnosząc się i biegnąc naprzód z okrzykiem „hurra”. Byli jeńcy, byli zwycięzcy i pokonani.

Mój cioteczny brat i rówieśnik, Marek Wachowicz, był zwykle dowódcą, Basia Wachowicz, moja stryjeczna siostra i późniejsza znana lekarka, pelniła role sanitariuszki. Ja – jako dlugo- i szybkonoga, pełniłam rolę łączniczki i zaopatrzeniowca.

Z naszej trojki najgorszą przeszlosc miała Basia, bo ona i jej mama były w czasie Powstania na Woli, gdzie straszliwa masakrę urzadzili najgorsi w Powstaniu oprawcy, nie Niemcy, ale ich najokrutniejsi najemnicy. Ludzkie bestie. Basia i jej mama ocalały.

Stryj, Witold Wachowicz- żolnierz oddziału „Sosna” znalazł wózeczek córki, pusty… I jechał do obozu w Murnau przekonany, ze zona i Basia nie zyja. I tylko dlatego, ze jakims cudem dostał wiadomośc, ze ocalały, zrezygnował z emigracji do Kanady i wrócil do Warszawy. Gdzie jego mieszkania tez – oczywiscie – nie było. Przez lata mieszkał z rodzina w tzw. „kołchozie”.

Po co o tym piszę?

Bo tak mi to wszystko wraca – teraz nieustannie – wspomnieniami i widzę nie to, co dzieje sie na Ukrainie, ale to, co zostalo w moich wspomnieniach.

W „Przeminęło z wiatrem” jedna z bohaterek powiada: „najgorsze, co moze zdarzyc sie kobiecie, to przestac sie bac”.

Czy przestałam sie bac?

Nie przestałam. Ale jednak uczucia starej kobiety i mlodych ludzi sa wyrażnie różne.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.