Kiedyś napisałam felieton o przyjaciołach. Nazwałam ich Aniołami, które są mimo pustynnej burzy, zawieruchy życia, deszczu łez, gorących promieni słońca skwierczących na bladych policzkach, czy chociażby, gdy chcę z kimś pomilczeć.

Przez ten czas wiele się zmieniło. Lawina spadła z samego szczytu Kilimandżaro i pochłonęła po drodze wiele (nie)istnień. W ciągu ostatnich dwóch lat zaistniały kolejne osoby, przyrzekające: „(…) będę, zostanę, nie znikną, możesz na mnie liczyć”. A tymczasem wsiąkły jak kamfora, pobawiły się lalką Kasia  a kiedy pojawiły się na rynku lepsze/nowsze modele, starą zabawkę wrzucono do kosza.

Za każdym razem, kiedy kogoś wpuszczam do swojego życia, a robię to bardzo rzadko, proszę aby nie narobił w nim bałaganu, że jeśli ma zamiar odejść, niech zrobi to jak najszybciej, wówczas mniej boli. Ale gdzie tam, każdy się zarzeka, nigdy w życiu cię nie zostawię, jesteś dla mnie ważna. A ja tylko odmierzam dni, kiedy to się stanie…

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wciąż, niezmiennie mam rację. Wyparowują jak kamfora. Anioły, które przyrzekały, że będą mimo wszystko i wszystkich. 

Obiecywali szklane domy, sezam miłości, góry dobroci, gwiazdkę z nieba, trzymanie za rękę w tragicznych momentach, a teraz nawet…? Nawet nie patrzą w moją stronę. Kiedy już niby przypadkiem się na mnie natkną, rzucają krótkie cześć, co słychać, ale na odpowiedź już nie czekają z obawy, że mogłabym o coś poprosić, albo powiedzieć, że czuję się nie najlepiej. Dlatego, jeśli to czytacie, bądźcie spokojni, jak sami wiecie, ja ZAWSZE czuję się dobrze nawet jak prawda jest po drugiej stronie.

To są osoby fantomy. Byli i gdzieś zniknęli – przepadli.

Toteż raz jeszcze apeluję, jeśli ktoś ma zamiar wpaść na chwilkę, to zapraszam. Nie musi ściągać butów, ale jeśli ktoś deklaruje, że chce zamieszkać w moim sercu, niech nie trzaska drzwiami, kiedy będzie ciemną nocą uciekał jak złodziej. 

Nigdy  nie żebrałam o miłość, przyjaźń i nie będę. Jednak zaklinam wszystkich, którzy mają zamiar wpaść w odwiedziny do mojego życia, nie rańcie, nie wbijajcie noża w plecy, miejcie odwagę powiedzieć mi prosto w oczy, że się wam znudziłam. 

Jeśli ktoś czegoś potrzebuje ode mnie, niech ma odwagę powiedzieć to wprost. Ile, i jak będę mogła/umiała, to pomogę. Niemniej niech nie udaje przyjaźni, by wykorzystać moje naiwne serce i porzucić, gdy już osiągnie zamierzony cel. Tak, jestem naiwna, mimo wieloletniego doświadczenia altruizmu. Nie zmienię tego, nie chcę. Może takie moje przeznaczenie… bycie niepotrzebną kulą u nogi.

Wciąż wierzę w dobro kryjące się w ludzkich sercach. Ufam, że każda osoba pojawiająca się na mojej drodze jest po coś, ma mnie czegoś nauczyć, pomóc zrozumieć. Dziękuję za to.

Na koniec mam ogromną prośbę. Nie wysyłajcie mi zaproszeń na Facebook’u tylko po to, by mieć mnie w swoich znajomych i chlubić się tym. Nie chcę być niczyją przepustką do awansu/sławy/wspinania się po drobinie społecznego statusu.

Nie jestem omnibusem, celebrytką tym bardziej, a już w ogóle daleko mi do bycia autorytetem. Jestem tylko, i nikim więcej, zwykłą dziewczyną z sąsiedztwa, która każdego dnia znika kawałek po kawałku, aż przeminie bez echa.

Strona autorska: KATARZYNA DOMINIK