W ostatnim czasie obserwuję dość wnikliwie, to co się dzieje za sprawą człowieka w świecie poezji, która w myśl prawa natury, powinna być azylem, bezpieczną przystanią, krainą samospełniającej prośby. Niestety jest inaczej niż być powinno.

Kiedyś wczytując się w liryki znanych, mniej znanych i tych tzw. „szufladowych” poetów, byłam zachwycona pięknem słowa, głębią przemyśleń, mozaiką alegorii, środków literackich, odważnym wyrażaniem myśli. 

Teraz to już odległa przeszłość, ponieważ świat, który niegdyś był wolny i niczym nieskrępowany, dziś aż krzyczy pod ciężarem jarzma zazdrości i hejtu. Poeci/osoby piszące (kimkolwiek są i jakąkolwiek tworzą poezję) boją się pisać otwarcie to, co leży im na sercu. Obawiają się, że „wyskoczy Filip z konopi” z komentarzem godnym pożałowania, acz odbijającym się echem w duszy osoby piszącej. Szkoda, że w ogóle takie osoby (hejterzy/samozwańczy poeci) w ogóle otwierają usta, z których wylatują kamienie. To przykre, że w ich umyśle jest miejsce tylko na jedno: jak dokopać komukolwiek, a najlepiej to osobie znanej, tylko po to, aby zaistnieć i pokazać swoją wyższość (skądinąd wątpiącą) nad kopanym. Nie rozumiem jak można czerpać radość z tego, że wyleje się wiadro pomyj na kogoś, że wyrzuci się tonę zalegającej na wątrobie żółci, tylko dlatego, że potencjalna ofiara miała odwagę bycia lepszą od ciemiężyciela. Serce cierpi, dusza ubolewa, gdy o tym piszę, a nawet sama myśl o tym boli.

Dlaczego tak się dzieje? Skąd tyle nienawiści, wulgaryzmu, wrogości, zakłamania? Gdzie leży sens, a gdzie logika takiego postępowania?

Niestety i ja od dłuższego czasu tego doznaję, oczywiście w białych rękawiczkach. Na ogólnym profilu same laurki od „poetyckich hien”, a priv. aż ugina się od kolejnych hejtów, oszczerstw, chamskich wpisów. Kiedyś to usuwałam, teraz robię skriny i zachowuję, nie po to aby wykorzystać przeciwko danej osobie, ale po to aby w razie konieczności mieć dowód. Aczkolwiek wolałabym takowych dokumentów nie mieć, wolałabym nadal rozkoszować się pięknem poezji w jej krystalicznej odsłonie, bez piętna sakramenckiego krzyża.

Przyjaciel powiedział mi, że takie zachowanie jest dziecinne, jednak nie mogę się z tym zgodzić. Zabawa dzieci jest poważna, według reguł fair play. Dziecko umie się bawić z godnością, nie jest zakłamane, przeciwnie, jest szczere aż do bólu. Z kolei ksiądz, z którym rozmawiałam, skomentował to jako błazenadę przypominającą występ klauna w cyrku. Ale i z tym się nie zgodzę. Wygłupy klaunów są śmieszne, można boki zrywać, a hejt poezji jest żałosny i daleko mu do jakiejkolwiek formy komizmu czy farsy.

Nie wiem czy kiedykolwiek zaakceptuję to, a raczej nigdy, że poezja targana zawiścią ludzi, zamiast łączyć dzieli. Że zamiast leczyć rani i łamie pióro, które mogłoby napisać nie jeden piękny wiersz na miarę klasyków, a nawet lepszy.

Dlatego apeluję do przyjaciół po piórze, do osób piszących, może i nie jesteśmy poetami z pierwszych stron gazet, może i nie stąpamy po czerwonym dywanie ars poetica, ale nie pozwólmy szargać dobrego imienia poezji. Reanimujmy jej piękne,  prawdziwie czyste imię. Nie dajmy zdeptać tego, co tak naprawdę kochamy, radości pisania.

Wasza Kasia – dziewczyna z sąsiedztwa. 

Ps. Do hejterów! Pamiętajcie, wobec Boga wszyscy jesteśmy równi, urodziliśmy się i umrzemy, a poezja pozostanie niezmiennie wieczna.