3.11.2026 r. 8 osób w Trybunale zagłosowało, że jest ich 10. Gdy nie szanuje się Konstytucji, która mówi, że Trybunał liczy 15 sędziów, i ustawy, która do kworum wymaga 10, wystarczy przegłosować, że 8 wystarczy. Żeby zrozumieć, skąd się bierze takie myślenie, trzeba wrócić do 2015 roku. Wtedy nie zaczął PiS. Zaczęła koalicja PO-PSL, która tak jak dziś przestraszyła się porażki w wyborach.
Kalendarz majstrowania
-
Duda wygrywa I turę wyborów prezydenckich.
-
Poseł PO Robert Kropiwnicki zgłasza poprawkę: art. 137 – wybór wszystkich pięciu sędziów kończących kadencję w 2015 r.
-
Sejm uchwala ustawę o TK. Komorowski ją podpisuje.
-
Sejm PO-PSL wybiera pięciu sędziów. Nikt nie wie, kiedy skończy się jego kadencja.
-
Posłowie PiS zaskarżają art. 137 do TK.
-
Wybory parlamentarne. PO traci większość.
-
Wygasają kadencje trzech sędziów.
-
Pierwsze posiedzenie nowego Sejmu – termin wyznaczony dopiero po wyborach.
-
Posłowie PO kierują art. 137 do TK, przyznając, że wybór awansem był błędem.
-
Nowy Sejm uchyla moc uchwał z 8 października.
-
Sejm wybiera pięciu nowych sędziów.
-
TK ocenia skonsumowany przepis i wylicza ex post: trzech sędziów „dobrych”, dwóch „złych”.
Po pierwszej turze przyszedł strach
Kilka dni po zwycięstwie Dudy w I turze PO dopisuje do ustawy art. 137. Pozwala on ustępującemu Sejmowi obsadzić wszystkie pięć miejsc, także te zwalniane w grudniu, już po wyborach parlamentarnych.
Oficjalny powód: Trybunał ma funkcjonować, gdy Sejm nie obraduje. To argument pozorny. Nawet przy pięciu wakatach w TK zostawało 10 sędziów, a do orzekania w pełnym składzie wystarczało 9. Nikt niczego nie ryzykował, a można było zyskać.
Wybór na ślepo
8 października, przed wyborami, Sejm PO-PSL wybiera pięciu sędziów. Tego dnia nikt nie wie, kiedy skończy się kadencja Sejmu ani ilu sędziów można wybrać legalnie. Wybierają pięciu swoich. Podobnie jak przy uchwalaniu ustawy, w debacie publicznej padają zarzuty, że to bezprawie, ale PO-PSL się tym nie przejmuje. Według art. 109 Konstytucji prezydent mógł zwołać nowy Sejm w ciągu 30 dni od wyborów, choćby na początek listopada. Sejm wybierał więc sędziów na miejsca, co do których nie wiedział, czy w ogóle do niego należą. W przypadku dwóch grudniowych wiedział na pewno, że nie należą.
Gra bez ryzyka
Posłowie nie odpowiadają prawnie za swoje głosowania. Najgorsze, co mogło spotkać PO-PSL, to „najwyżej nam unieważnią”. Politycy PO zapowiadali nawet przeprosiny, jeśli Trybunał uzna wybór dwóch sędziów za wadliwy. Borys Budka sam przywoływał scenariusz, w którym prezydent zwołuje nowy Sejm na początek listopada, czyli przyznawał, że Sejm wybierał w ciemno. Jedyną karą byli wyborcy, którzy 25 października odebrali PO władzę. Uchwały jednak zostały.
Trybunał orzekał o czymś, co już nie istniało
Trybunał Konstytucyjny ocenia ustawy, a nie uchwały Sejmu (art. 188 Konstytucji). Wyboru sędziów, czyli uchwał z 8 października, ocenić więc nie mógł. Ocenił art. 137, który nie był normą ogólną na przyszłość, tylko jednorazowym przepisem pod pięć konkretnych miejsc w 2015 roku. Art. 137 wykonał się 8 października, w dniu wyboru. Mimo to w grudniu TK go ocenił, i to z wiedzą, której Sejm w październiku nie miał. Przepis skonsumowany powinien skutkować umorzeniem postępowania, ewentualnie z uwagą w uzasadnieniu, że taka konstrukcja nie mieści się w standardach demokratycznego państwa prawa.
Po wyroku z 3 grudnia ekipa Tuska oczekiwała, że zdarzenia zostaną cofnięte: trzej sędziowie z 8 października mają złożyć ślubowanie, a nowy wybór ma zostać unieważniony. Ale czy kiedy TK w kwietniu 2015 roku uznał bankowy tytuł egzekucyjny za niezgodny z Konstytucją (sygn. P 7/14), ktoś zwrócił zlicytowanym w tym trybie Polakom ich majątki? Nie. Wyrok TK działa na przyszłość. Obywatel słyszy, że tego, co się stało, nie da się odwrócić. Politycy oczekują, że dla nich cofnie się czas.
Kto miał to naprawić?
Żaden przepis nie wskazuje organu, który mógłby uchylić wadliwą uchwałę Sejmu o wyborze sędziów. Zostają dwa mechanizmy: Sejm, który zgodnie z zasadą actus contrarius uchyla własny akt, i prezydent, który czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji i nie przyjmuje ślubowania. Tak się stało.
Actus contrarius to nie wymysł. Rada gminy uchyla własne uchwały, a Sejm uchyla ustawy, choć żaden przepis nie mówi wprost „uchyl”. Kto ma kompetencję do podjęcia aktu, ma też kompetencję do jego uchylenia. Nie ma powodu, by uchwały Sejmu o wyborze sędziów jako jedyne były od tej zasady wyjęte. Tak zrobił nowy Sejm 25 listopada 2015 roku.
Druga zapora to prezydent. Art. 126 ust. 2 Konstytucji mówi, że prezydent czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, a art. 8 ust. 2, że jej przepisy stosuje się bezpośrednio. Wyobraźmy sobie, że Sejm wybiera 15 sędziów na zapas, na najbliższe lata. Trybunał uchwał nie oceni, sąd też nie. Jedyną osobą, która może powiedzieć „stop”, jest prezydent, który nie przyjmie ślubowania. Jeśli w takim przypadku prezydent ma prawo, a wręcz obowiązek zareagować, to ma je także wtedy, gdy Sejm wybiera dwóch, trzech czy pięciu sędziów na miejsca, które do niego nie należą.
Sami posłowie PO, kierując później sprawę do TK, przyznali, że wybór sędziów awansem był błędem. Szkoda, że to przyznanie nie przyszło w maju, zanim napisali art. 137. Trzeba jednak powiedzieć wprost: tego zapisu o wyborze pięciu sędziów nie byłoby wcale, gdyby Komorowski wygrał pierwszą turę, a PO-PSL miało szansę na utrzymanie władzy.
W 2026 roku idą dużo dalej
Teraz bezprawie koalicji KO-PSL idzie dużo dalej. Samozwańcze ślubowanie, samozwańcze mianowanie prezesa, samozwańcze metody ustalania kworum. To nie tylko cyrk i kpina z logiki prawa, ale dalsze pogłębianie chaosu prawnego.
-
Sejm wybiera sześciu sędziów TK, w tym Annę Korwin-Piotrowską.
-
Ślubowanie w Sejmie, formułą „wobec prezydenta”, ale bez prezydenta.
-
Prezes Święczkowski upoważnia sędziego Piotrowicza do kierowania TK pod nieobecność prezesa i wiceprezesa.
-
Korwin-Piotrowska zawiesza prezesa i wiceprezesa TK na miesiąc.
-
8 sędziów ogłasza, że stanowi kworum Zgromadzenia Ogólnego.
Pani Anna Korwin-Piotrowska, która nie ślubowała przed prezydentem, staje się samozwańczą prezeską TK, ponieważ zawiesiła prezesa TK. Usunęła więc osobę, która jej tę funkcję blokowała, żeby tę funkcję objąć. Jest to tak głupie, że aż nie do wiary, że ta osoba była prezesem Sądu Okręgowego w Opolu i decydowała o losach ludzi. Do zawieszenia powołała się m.in. na art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych, który taką kompetencję daje Ministrowi Sprawiedliwości, a nie sędziemu. Zwraca na to uwagę nawet prof. Marcin Matczak. Jej działania nie mają już żadnych podstaw prawnych ani logiki.
Nie jestem w tej ocenie odosobniony. Prof. Ryszard Piotrowski, jeden z najbardziej znanych polskich konstytucjonalistów, nazwał odsunięcie prezesa TK oczywistym zamachem na konstytucyjny organ państwa. Stwierdził, że Korwin-Piotrowska nie złożyła skutecznego ślubowania, więc nie jest sędzią, a jej działanie jest uzurpacją. Prezes może stracić funkcję tylko wtedy, gdy przestanie być sędzią TK, a nie decyzją osoby, której uprawnienia są kwestionowane.
Podobnie oceniają to szefowie najważniejszych instytucji prawniczych. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński przyjął z oburzeniem wysłanie policji do TK i wprost stwierdził, że nadanie decyzji formy „zarządzenia” nie legalizuje przekroczenia kompetencji. Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego prof. Jacek Chlebny nazwał wydarzenia z 30 października bezprecedensowymi i budzącymi poważne zastrzeżenia co do zgodności z zasadami państwa prawa, podsumowując krótko: granice zostały przekroczone. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej mec. Przemysław Rosati powiedział, że z punktu widzenia obowiązującego prawa prezesem TK jest Bogdan Święczkowski. Odrzucił też tłumaczenie „wyższą koniecznością konstytucyjną”, bo każdy, kto pełni funkcję publiczną, musi mieć podstawę w przepisie.
Szczyt absurdu? W zarządzeniu o zawieszeniu prezesa Korwin-Piotrowska powołała się m.in. na ustawę o Sądzie Najwyższym. Gdy jednak prezes i wiceprezes złożyli zażalenie do SN, ogłosiła, że SN nie ma żadnych kompetencji wobec Trybunału, a jego orzeczenia nie wywołają skutków prawnych. Ustawa o SN jest dobra, gdy pozwala zawiesić prezesa, a zła, gdy pozwala to zawieszenie skontrolować.
Nawet jeśli uznamy, że prezes Święczkowski i wiceprezes Sochański nie mogą pełnić funkcji, Trybunał i tak ma zastępcę. 28 kwietnia 2026 r. prezes upoważnił sędziego Stanisława Piotrowicza do kierowania TK pod nieobecność prezesa i wiceprezesa (art. 12 ust. 3 ustawy o organizacji TK). Zasada „sędzia z najdłuższym stażem zastępuje prezesa” działa dopiero wtedy, gdy takiego upoważnienia nie ma. A staż Korwin-Piotrowskiej liczony jest od aplikacji w 1995 roku.
W nocy z 31 października na 1 listopada samozwańcza prezes TK wraz z dwoma innymi sędziami wybranymi przez obecny Sejm zastępuje drogę prezydentowi przy wejściu do Trybunału. Dochodzi do przepychanki, nagranej i pokazanej na oczach całego świata. Kancelaria Prezydenta zawiadamia prokuraturę o naruszeniu nietykalności głowy państwa, a Korwin-Piotrowska nazywa prezydenta uzurpatorem. Taka osoba ma być na szczycie umysłów prawnych w Polsce?
Ekipa Tuska już wie, tak jak w 2015 roku, że przegra następne wybory. Świadczą o tym referenda w dużych miastach, bastionach ekipy Tuska, które odwołują prezydentów związanych z władzą. Wcześniej Zabrze odwołało popieraną przez KO prezydent Agnieszkę Rupniewską, w maju Kraków Aleksandra Miszalskiego z KO, a w październiku Częstochowa Krzysztofa Matyjaszczyka z Lewicy. Za chwilę do referendum mogą pójść Gliwice, żeby odwołać Katarzynę Kuczyńską-Budkę, żonę europosła KO Borysa Budki. Podpisy już zebrano. Dlatego znowu sięga po bezprawne metody, żeby zabezpieczyć swoje interesy. Różnica jest taka, że idzie dużo dalej, a gra toczy się nie tylko o to, żeby mieć swoich sędziów na zapas, ale żeby odroczyć wybory, olać prezydenta i stosować dyktaturę.
Prosta matematyka
Teraz wraca ta sama metoda: liczy się nie to, co mówi prawo, tylko ilu sędziów pasuje. Ustawa wymaga 10, więc 8 przegłosowuje, że wystarczy 8. Ale pierwszy kamień rzucono w 2015 roku, przy ulicy Wiejskiej, z tylnego siedzenia przegranej kampanii.
Jeśli akceptujemy, że 8 sędziów może przegłosować, że stanowi kworum 10, to za chwilę wójt czy burmistrz nie wpuści do urzędu 5 z 15 radnych i stwierdzi, że jego 6 radnych stanowi kworum i większość. Powoła się na „precedens” z Trybunału i będzie robił, co chce.
Podsumowując: jeśli uznajemy, że 8 jest równe 10, to każdy zwykły obywatel powinien dojść do wniosku, że nie ma tu już żadnej logiki prawa, a tym bardziej nie ma co się bawić i słuchać wykładni prawników.
Zostaw komentarz