Tragiczny finał porodu. Kobiety rodzą i umierają na SOR-ach? Kiedyś kobieta rodziła w szpitalu pod okiem specjalistów, w komfortowych warunkach, z opieką położnej i lekarza. Dziś, w Polsce rządzonej przez Tuska, sytuacja zmienia się dramatycznie – kobiety trafiają na SOR-y, gdzie ryzyko śmierci jest realne. Gdzie są obrońcy zdrowia kobiet?
Szok i niedowierzanie
Tragiczny finał porodu w jednym z polskich szpitali wstrząsnął opinią publiczną. Kobieta nie żyje. I choć media odnotowują fakt, niewielu zastanawia się nad przyczynami tej tragedii. Bo to nie jest przypadek – to efekt systemowego zaniedbania, które widać na każdym kroku. Szpitale, które powinny być azylem i gwarancją bezpieczeństwa, stają się areną dramatów, a SOR-y – miejscem, gdzie rodzące kobiety narażone są na śmierć.
Rodzić w bezpiecznych warunkach – kiedyś i dziś
Pamiętam „własny poród” mojej Córki. To było 17-lat temu. Zima, Wigilia, śliska droga do Krakowa. Moja żona, pielęgniarka z doświadczeniem medycznym, prowadzona była przez ginekologa, w specjalistycznym szpitalu. Było bezpiecznie, były wanny porodowe, sala rodzinna, pełna kontrola lekarska. Przypominam, że było to lata temu, a mimo to stres, ból i niepewność były ogromne.
Teraz wyobraźmy sobie, że kobiety mają rodzić na SOR-ach, bez przygotowania, bez odpowiedniej opieki. To nie jest przesada – to realne zagrożenie życia.
Gdzie są teraz Ci głośni obrońcy zdrowia kobiet?
Jeszcze niedawno polskie ulice wypełniały kobiety z czarnymi parasolkami, strajkujące w imię zdrowia i życia. Pamiętacie te bojowniczki? Marta Lempart czy Babcia Kasia i inne, tak głośno krzyczały o prawach, o bezpieczeństwie, o opiece medycznej. Gdzie są teraz? Dlaczego milczą, gdy zagrożenie dotyczy porodów, kiedy kobiety umierają, bo państwo nie zapewnia podstawowego bezpieczeństwa medycznego? Hipokryzja, jaka wkradła się do dyskursu publicznego, jest porażająca.
Presja społeczna działa – przykład Wadowic
Nie oznacza to jednak, że społeczne zaangażowanie jest bezsilne. W Wadowicach dzięki presji mieszkańców uratowano porodówkę w szpitalu powiatowym. To przykład, że gdy ludzie reagują, władza – nawet ta rządowa – potrafi się ugiąć.
Jednak skala tragedii i dramatyzmu rośnie, a odpowiedzialność spoczywa wprost na barkach rządu Tuska, który zamiast wzmacniać ochronę zdrowia kobiet, doprowadza do tego, że rodzące stają się ofiarami systemu.
Czas na bunt i refleksję
Nie możemy pozostawać bierni wobec takich dramatów. Każda kobieta zasługuje na bezpieczny poród – w szpitalu, pod kontrolą specjalistów, w godnych warunkach. Państwo ma obowiązek chronić życie, a nie je narażać.
Felieton ten jest apelem, byśmy nie milczeli, byśmy nie pozwolili, aby polityczna hipokryzja i kasa nie przesłoniła władzy życia ludzkiego. Bo gdy kobieta rodzi na SOR-ze, tracimy wszyscy.
Zostaw komentarz