Mariusz Borowiak, rolnik z Oraczewa w  gminie Wróblew pod Sieradzem, był jednym z aktywnych członków Agrounii. – „Z panem Kołodziejczakiem byłem związany, gdy w sejmie powstała „piątka dla zwierząt” autorstwa Jarosława Kaczyńskiego i PiS chciał ją przeforsować” – mówi Mariusz Borowiak w rozmowie z Małgorzatą Bohm. Wyszli wtedy na drogę, a on osobiście wylał na drogę gnojowicę. Są też filmy na YouTube, gdzie Borowiak odpala na rondzie grilla, żeby przygotować innym rolnikom ciepłą kiełbasę.
Zepchnięto mnie na boczny tor. – „Gdy Kołodziejczak zobaczył, że większość rolników słucha tego, co mówię ja, a nie on, to wtedy zobaczył we mnie konkurencję. Powoli zaczął mnie odsuwać, nie informując np. o kolejnych strajkach czy akcjach. Pokłócił się z Michałem Kołodziejczakiem nieco wcześniej” – wspomina rolnik.
Prowadzili wtedy strajk, który lider Agrounii, jak podaje Borowiak, miał szybko skończyć… – „Zapytałem, skąd taka decyzja, żeby kończyć strajk? Odpowiedział mi, że dlatego, że TVN się pakuje. Na moje pytanie, co z naszymi postulatami, usłyszałem, że po co mamy tutaj stać, przecież jedzie TVN więcej nam nie potrzeba. Agrounia to twór, który powstał na bazie Unii Warzywno-Ziemniaczanej, w której każdy mógł być członkiem. Michał przekonał rolników, że ta nazwa źle się kojarzy. Utworzył Fundację Agrounia, obsadził w niej dwóch swoich kuzynów i siebie. My rolnicy nie mogliśmy już mieć wglądu, na co wydawane są środki zbierane przez Agrounię” – akcentuje Mariusz Borowiak i zaznacza, że chodziło o dużą kwotę, bo o ponad 200 tys. zł.-
KASA misiu, kasa. -” Gdy zapytaliśmy, gdzie idą te pieniądze, usłyszeliśmy m.in., że nagłośnienie sporo kosztuje. Pytam gdzie był przetarg na to? Przecież faktury jakie tylko się chce może wystawić nawet kolega. Kołodziejczyk opłaca Natalie Żyto dawną dziennikarkę z Radia Zet, płaci jej około 6000 zł miesięcznie za promowanie go” – stwierdza Mariusz  Borowiak i wyraża swoje niezadowolenie z działalności Kołodziejczaka oraz decyzji podejmowanych w partii.
Konflikt o „Piątkę dla Zwierząt”.
Borowiak wspomina, że związał się z Michałem Kołodziejczakiem, gdy w Sejmie pojawiła się kontrowersyjna „piątka dla zwierząt” autorstwa Jarosława Kaczyńskiego. Wraz z innymi rolnikami wyszli na ulicę, a Borowiak osobiście wylał gnojowicę na drogę jako formę protestu.
Kiedy konkurencja staje się problemem.
Borowiak zaczyna zdobywać popularność wśród rolników, a jego działania, takie jak grillowanie na rondzie, przyciągają uwagę w mediach społecznościowych. To, że rolnicy słuchają jego głosu bardziej niż lidera Agrounii, miało wpływ na narastający konflikt.
Kończenie strajku na żądanie mediów.
Kryzys w relacjach między Borowiakiem a Kołodziejczakiem pogłębił się w momencie, gdy lider Agrounii zdecydował o szybkim zakończeniu strajku, tłumacząc to obecnością mediów. Borowiak pytał, co z postulatami rolników, a Kołodziejczak stwierdził, że nie ma potrzeby dłuższego protestu.
Brak przejrzystości finansowej w Agrounii.
Borowiak podkreśla, że Agrounia powstała na bazie Unii Warzywno-Ziemniaczanej, ale po przekształceniach związał fundację z dwoma kuzynami i sobą. To wywołało niepokój wśród rolników, którzy stracili dostęp do informacji o wydawanych środkach. Były pytania dotyczące przejrzystości finansowej i wydatkowania ponad 200 tys. zł zgromadzonych na koncie.
Konflikt wewnątrz Agrounii między Mariuszem Borowiakiem a Michałem Kołodziejczakiem wydaje się wynikać z różnic w podejściu do rolniczych protestów i zarządzania finansami partii. To konflikt, który odsłania trudności i niejasności wewnątrz tej organizacji rolniczej a także pokazuje że Michał Kołodziejczyk dba tylko o swój interes.
Małgorzata Bohm: Mariusz, w wywiadzie wspomniałeś o płaceniu mandatów, które rzekomo miał pokrywać lider Agrounii, Michał Kołodziejczak. Czy możesz wyjaśnić, o co dokładnie chodzi w tej kwestii?
Mariusz Borowiak: Oczywiście. Pojawiły się informacje, że Michał Kołodziejczak płaci mandaty za nas, rolników. Chciałem wyjaśnić, że to nie jest prawda. Sam musiałem zapłacić trzy tysiące złotych za mandat. Mimo że uważam, że nie szkodziłem Agrounii, to byłem zmuszony do zapłacenia tych kar finansowych.
Powiedziałeś także, że Michał Kołodziejczak skupia się na swojej osobie i nie rozwija struktur Agrounii. Czy możesz podać przykłady, które cię w tym utwierdziły?
Mariusz Borowiak: Tak, moje doświadczenia w Agrounii skłoniły mnie do takiego wniosku. Uważam, że lider tej partii postawił wyłącznie na siebie i nie skupił się na budowaniu struktur partii. Brakowało poparcia na listach wyborczych, a także umiejętności zebrać podpisy. Dlatego próbował przyklejać się do innych. Wielu ludzi zrozumiało, że Agrounia to praktycznie tylko Michał Kołodziejczak. To on decydował, kiedy mówić, i nie chciał oddać mikrofonu innym.
Rozumiem. Czy jest coś, czego żałujesz w związku z twoim udziałem w Agrounii?
Mariusz Borowiak: Nie jestem dumny z tego, co zobaczyłem w Agrounii. Nie żałuję jednak, że demonstracyjnie spaliłem bluzę partyjną. Uważam, że moje wystąpienie pozwoliło ujawnić pewne kwestie związane z Michałem Kołodziejczakiem. Jestem przekonany, że teraz jest on skończony jako lider tej partii.
Dziękuję za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami, Mariuszu. Czy masz jakieś dodatkowe komentarze na zakończenie?
Mariusz Borowiak: Chciałbym tylko dodać, że w 2019 roku Michał Kołodziejczak rozmawiał z różnymi partiami i dawali mu jedynki w wyborach. Niestety, wydaje się, że postawił przede wszystkim na siebie, co moim zdaniem było błędem. Dziękuję za możliwość udzielenia tego wywiadu.
Rozmawiała Małgorzata Bohm.