Unia serwuje nam „zielony podatek od oddychania”, sieci handlowe sprowadzają ogórki z końca świata, a kod 590 już dawno przestał być gwarancją polskości. Konsument płaci, polityk obiecuje, korporacja zarabia. Smacznego – europejskiego postępu nie da się przecież pogryźć.
Indyjskie ogórki w Biedronce – smak globalizacji
Internauci zawrzali, gdy w sieci pojawiła się informacja, że Biedronka sprzedaje ogórki sprowadzane z Indii. Tysiące kilometrów w kontenerze, by dotrzeć do kraju, w którym ogórek rośnie na każdym polu. Absurd? Raczej codzienność globalnego rynku spożywczego.
Dystrybutorem jest spółka Limpol, która sprowadza produkty z różnych zakątków świata. W Indiach, skąd przyjechały warzywa, średnia długość życia w 2023 roku wynosiła 66 lat dla mężczyzn i 68 lat dla kobiet. Może więc zamiast importować ogórki, warto zaimportować lepsze standardy życia?
Larwy w ryżu i „made in Poland” z importu
Jakby tego było mało, media społecznościowe obiegło nagranie, na którym w ryżu Basmati marki Sonko widać larwy moli spożywczych. Firma, mimo że polska z nazwy, stała się symbolem dyskusji o tym, co naprawdę znaczy „polski produkt”.
Kody kreskowe zaczynające się od 590 wcale nie gwarantują, że to, co kupujemy, powstało w Polsce. To tylko informacja, że firma została zarejestrowana w Polsce – a nie że tu produkuje. Wielkie koncerny zakładają w Polsce „spółki córki”, by korzystać z krajowego wizerunku i lokalnych ulg, a zyski transferują za granicę.
Polska etykieta, zagraniczny zysk
Jeśli firma w nazwie ma dopisek „POLSKA”, to często tylko marketingowy listek figowy – spółka córka zagranicznego giganta. Podatek? Zapłacony tam, gdzie jest najniższy. Zysk? Wyprowadzony za granicę. Produkt? Nierzadko wytworzony tysiące kilometrów od kraju, którego barwy widnieją na opakowaniu.
Dlatego – jak radzą eksperci – patrzmy nie tylko na kod 590, ale i na napis „wyprodukowano w Polsce”. To jedyny sposób, by naprawdę wspierać rodzimych producentów, a nie marketingową fikcję.

ETS2 – europejski „podatek od oddychania”
Od 2027 roku Unia Europejska wprowadza ETS2, nowy system opłat za emisję CO₂, obejmujący transport i ogrzewanie. Eksperci nazywają to „podatkiem nad podatkami”. W praktyce oznacza to wyższe ceny paliw, energii i ciepła, a więc także rosnące rachunki dla milionów Polaków.
Według wyliczeń Polska zapłaci za ten „zielony porządek” nawet 4,14 miliarda euro rocznie. To nie tylko cios w domowe budżety, ale i ryzyko wykluczenia komunikacyjnego – bo nie wszystkich będzie stać na dojazd do pracy. Deficyt sektora finansów publicznych w 2026 roku ma sięgnąć 6,9% PKB. Ale przecież klimat nie poczeka – nawet jeśli Polak zamarznie przy rachunku za ogrzewanie.
Refleksja przy kasie
Larwy w ryżu, ogórki z Indii i unijny system ETS2 to nie trzy różne historie, lecz symbole jednej rzeczywistości – w której konsument płaci za cudze decyzje. Kupujemy produkty z końca świata, by „wspierać lokalny rynek”, a jednocześnie płacimy za emisje, które generują ich transport.
Zatem, zanim sięgniemy po kolejną paczkę „polskiego” ryżu z Indii, warto zadać sobie pytanie: czy to naprawdę globalna wioska, czy raczej globalna iluzja?
Smacznego. I ciepłego domu – póki stać.
Autor: Zdzisław Sługocki
Zostaw komentarz