Psy wściekłym pomrukiem dają znać, że miarka się przebrała. Dziś poczułam, że rośnie mi w gardle warkot złości.
Wyjaśniam. 7 lat temu zdiagnozowano u mnie nowotwór szpiku, który wyżera kości. Pęknięcia kręgosłupa są niemal standardem. To boli jak licho. Hematolodzy wyciągali mnie z grobu przeszczepami szpiku oraz chemią a neurochirurdzy ‘cementowali’ kręgosłup w kilku miejscach. Działo się to niemal równocześnie.
W Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie na cotygodniową chemię czekałam, jak inni 'hematologiczni’, w piwnicy. Brakowało krzeseł, bo nie było gdzie ich ustawić. Chorzy w lepszym stanie czekali na stojąco. Ciasnota i zaduch, co dla osób z obniżoną odpornością nie jest kwestią estetyczną, tylko realnym zagrożeniem. Mój mąż mówił, że tak musiały wyglądać piwnice podczas bombardowań.
W nowym szpitalu jest czysto, ale tłum kłębi się podobny. I też często brakuje krzeseł, choć są fajne parapety, gdzie można przycupnąć. ;)
Żeby było jasne: NIE narzekam!
Dzięki lekarzom i – szerzej – służbie zdrowia dostałam w prezencie 7 lat i mam nadzieję na więcej. Ten krab jest jednak uparty. 2 miesiące temu dostałam skierowanie na TK z adnotacją „Pilne”. Dostałam termin za miesiąc! A opis będzie za kolejny miesiąc. Czyli „pilne” oznacza – dla onkologicznych – 2 miesiące!
I wiecie co? Żadna z tych rzeczy NIE wywołała mojej złości.
DOPIERO gdy przeczytałam o saloniku dla VIP-ów w publicznym warszawskim szpitalu, zobaczyłam przed oczami ‘białą mgłę’. Poczułam, że ktoś nami wyzywająco poniewiera.
Poczytajcie co pisze Patryk Słowik w Zero.pl:
• Polityczni VIP-owie nie musieli siedzieć w publicznej poczekalni. Wydzielono dla nich zaciszny pokój, z kanapą, fotelami i telewizorem.
• Szpitalny oddział ratunkowy Warszawskiego Szpitala Południowego w błyskawicznym tempie zajmował się wpływowymi działaczami Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzinami.
• Gdy inni pacjenci musieli czekać po 4–5 godzin na przyjęcie, politycy mieli wykonywane badania po 10 minutach od rejestracji.
• Z dokumentacji medycznej oraz wypowiedzi pracowników wynika, że koordynator SOR-u Dawid Kacprzyk w publicznym szpitalu de facto stworzył przychodnię dla polityków.
• Szpital pomagał też rodzinom polityków. Bliska osoba jednego z najbardziej znanych polityków Koalicji Obywatelskiej w grudniu 2025 r. przyjechała do szpitala, gdyż ma dolegliwości związane z przewodem pokarmowym. Wykonano kolonoskopię, gastroskopię oraz TK jamy brzusznej. Pacjent, po niespełna 4 godzinach od przyjęcia i po wykonaniu szeregu badań, zostaje odesłany do domu. Tymczasem przeciętny pacjent, u którego nie ma bezpośredniego zagrożenia, musi na kolonoskopię i gastroskopię czekać kilka tygodni, a czasem nawet kilka miesięcy.
• Słyszymy o utworzeniu „prywatnej przychodni Dawida Kacprzyka”.
– Koniec cytatu.
Kim jest twórca „saloniku” Dawid Kacprzyk? To 28-letni lekarz bez specjalizacji, który jako koordynator SOR w warszawskim szpitalu zarobił w 2025 roku 1,6 mln zł. Kupił sobie chłopak Porsche Panamera, mieszkanie i odłożył 700 tys. zł. Ponoć w 2025 przepracował 3976 godzin. Wychodzi na to, że tyrał 12 godzin dziennie przez 365 dni. Ale pracował też w innych miejscach. I w partii się udzielał, i radnym był. Musiał nasz ancymonek mieć dar bilokacji, bo widniał w szpitalnym grafiku a w tym samym czasie w telewizji czy radiu wychwalał swoją partię i równał z glebą opozycję.
Jak to było możliwe? Odpowiedzi udzieliła Wyborcza: „W Kacprzyku widziano młodą gwiazdę KO i wybrano go na szefa partyjnej młodzieżówki.” No właśnie: był szefem młodzieżówki PO i miał znakomite znajomości. Tylko tyle. Ale wystarczyło.
I nie mówcie mi, że lekarze zarabiają za dużo, bo tu nie o to chodzi. Mnie chodzi o ten cholerny szpitalny VIP-salonik oraz o to, że nikt nie chciał zauważyć potężnych oszustw.
Fot. Artur Lobus: „Kolor sumienia” 2015.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz