My tu gadu, gadu, a gdzie indziej praca wre.
I przypomina mi o odwiecznym ostrzeżeniu: „Timeo Danaos et dona ferentes ” – kiedy przynoszą dary, trzeba zacząć się bać.

Minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oznajmiła, że skrócenie tygodnia pracy jest jej „marzeniem, planem i wolą” – tylko nie wiadomo, czy skrócimy tydzień do 35 godzin pracy, czy będzie to czterodniowy tydzień, czyli wolne piątki.

Moim zdaniem tym, co REALNIE ułatwiłoby nam pracę i życie – i umożliwiło mniej pracy bezstratnie! – byłoby ograniczenie presji biurokratycznej; no ale to trudniejsze od oferty, którą się wprowadza jednym głosowaniem.

O reformie Aubry nikt w Polsce nie mówi. Za to wciąż mamy informacje o badaniach wykazujących, że krótszy tydzień pracy – za tę samą pensję – jest ekonomicznie i społecznie uzasadniony. Gremialny zapał nie dziwi, bo wskazuje politykom łatwą ścieżkę do popularności.

Rozumiem tych, których kariera ani zarobek nie motywują, a chcieliby więcej czasu poświęcić rodzinie albo swoim zainteresowaniom. Bo kultura ‘zap..lu’ ma swoje ofiary. Ale możliwość regulowania czasu własnej pracy w obecnym systemie jest.

Za to gadanie, że ‘wypoczęty’ pracownik migiem zrobi to samo, co wcześniej robił ‘ospale’, uważam za bzdurę. To nie będzie, bo być nie może ekonomicznie neutralne. Można się sprężyć i wyrabiać normę szybciej lecz z czasem pojawi się zmęczenie i powrót do dawnego tempa.

Jeśli minister Dziemianowicz-Bąk chce przejść do historii tym, że da Polakom dodatkowy dzień wolny od pracy, to wpierw powinna prześledzić konsekwencje projektu Martine Aubry. Będąc ministrem pracy Aubry ustanowiła we Francji 35 godzinny tydzień pracy już w roku 2000. Obowiązek ten objął wpierw większe przedsiębiorstwa, a od 1 stycznia 2002 r. wszystkich pracodawców. To nie był sondaż, nie eksperyment, tylko realne działanie wielkiego państwa.

Obserwowałam to z bliska. Reforma była starannie przygotowana. Szefowie francuskich firm wiedzieli co się wydarzy 2 lata wcześniej. Dostali rekompensaty finansowe i fiskalne. Dostali też możliwość żonglowania godzinami, bo zgadzać się miało saldo roboczogodzin w skali roku. Ułatwiono procedury godzin nadliczbowych. Teoretycznie pomyślano o wszystkim. Rząd przekonywał, że krótszy czas pracy zlikwiduje bezrobocie wymuszając wzrost liczby zatrudnionych, zgodnie z modną tezą Jeremiego Rifkina. Ten doradca polityków głosił, że technologie wyręczą człowieka, a praca będzie dobrem rzadkim. Musimy się więc pracą dzielić. Tę mantrę słyszało się nad Sekwaną od świtu do nocy.

Dziś bilans wydaje się fatalny. Reforma zachwiała karierą Aubry i w zasadzie zakończyła karierę ówczesnego premiera Lionela Jospina. Kosztowała Francję 10 miliardów euro rocznie, a zmniejszenia bezrobocia nie odnotowano. Dla ekonomisty z lewej strony Thomasa Piketty’ego reforma nie licząca się z uwarunkowaniami gospodarczymi była „ekonomiczną aberracją”. A prawicowy Yves de Kerdrel pisze, że „konsekwencją 35 godzin było załamanie się siły nabywczej środowisk najmniej uprzywilejowanych i utrwalenie etatów za płacę minimalną.”

Tonęli mali przedsiębiorcy, nie posiadający wielkich zasobów ludzkich ani kapitałowych. Kelner, mechanik czy budowlaniec, choćby się starali, nie zrobią w 4 dni tego co robili w ciągu pięciu, a pensje obowiązywały te same, co wcześniej. Kto nie zbankrutował, ten zatrudniał za płacę minimalną. Zbiedniały miliony Francuzów, co skutkowało rewoltą żółtych kamizelek.

Zmiana fatalnie wpłynęła też na komfort pracy kadr zarządzających; presja wyników spowodowała radykalny wzrost zwolnień z powodu wypalenia zawodowego. Ale prawdziwą katastrofę przyniosła w służbie zdrowia: spowodowała gigantyczne braki kadrowe i wymuszane na personelu nadgodziny, za które szpitale nie miały czym płacić.

Czy skrócenie czasu pracy złamało konkurencyjność francuskiej gospodarki? Zdaniem ekspertów przyczyn było więcej. Jednak kolejne rządy rozpaczliwie starały się korygować główne zapisy prawa „35 godzin”. Dwa lata temu, czyli po 20 latach, ze świecą trzeba było szukać obrońców reformy.

Jeśli uważacie, że Polska jest w lepszej kondycji ekonomicznej, niż Francja była 20 lat temu, to gratuluję. Jeśli uważacie, że polskie małe i średnie firmy ten ‘dar’ pani minister przetrwają, to gratuluję podwójnie.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.