Szanowny Panie Redaktorze, dziękuję za informacje na temat Józefa Mackiewicza, które zyskałam, czytając od lat „Gwiazdę Polarną”.
Od czasu moich studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim jestem pod wrażeniem tego wybitnego pisarza, antykomunisty.
W latach PRL objęto jego twórczość bezwzględną cenzurą, a tych, którzy odważnie wymawiali jego nazwisko, tępiono i zastraszano. Dziś też nie jest lepiej. Jedynie mój uniwersytet, moja wspaniała profesor teatrologii i literatury Irena Sławińska mówiła nam, studentom, o nim. Od tamtej pory przyjęłam od Mackiewicza zdanie: „Z komunistami się nie rozmawia, do nich się strzela” – za moją dewizę życiową. Tak myślę do dzisiaj! W ubiegłym roku – „Roku Mackiewicza” – napisałam o nim tekst pod tytułem „Józef Mackiewicz – specjalista od spraw niewygodnych”. Jestem w kontakcie z polskojęzycznym pismem „ Moje Miasto” , wydawanym przez pana Bogdana Zurka . Myślę, że nazwisko tego zasłużonego współtwórcy „Solidarności” , pana Żurka, emigranta politycznego, współpracownika Radia Wolna Europa i paryskiej Kultury, jest znane Redakcji. Ponieważ Mackiewicz mieszkał w Monachium, Bogdan Żurek wydał cały numer pisma jemu poświęcony i robił spotkania dla społeczności polskiej mieszkającej w Niemczech.
Jestem w posiadaniu własnoręcznej dedykacji Mackiewicza w książce „Zwycięstwo prowokacji”. Niestety, nie dla mnie ta dedykacja, tylko dla innego, już nieżyjącego emigranta politycznego – Andrzeja Chileckiego, (o nim tez warto napisać!) z którym byłam zaprzyjaźniona. Po jego śmierci dostałam książki Mackiewicza i wiele innych – od jego żony.
Czułam wewnętrzną potrzebę, żeby o tym Redakcji powiedzieć. Chwała „Gwieździe Polarnej”, a także Adamowi Bąkowi, Mirosławie Kruszewskiej i Edwardowi Duszy za wszystko to, co zrobili dla tego wielkiego pisarza! Niestety, badacze życia i twórczości Józefa Mackiewicza pomijają zupełnie wątek amerykański w jego życiorysie, a przecież akurat w USA przyznawano nagrodę jego imienia wcześniej niż w III Rzeczypospolitej! Było też w USA Towarzystwo Przyjaciół Twórczości Józefa Mackiewicza, powołane przez Barbarę Szubską (Floryda), jego książki zakupiła też Fundacja Kościuszkowska (dr Eugene Kusielewicz) z przeznaczeniem dla stypendystów i do sprzedaży wysyłkowej. Jak czytałam w polonijnej prasie, z donacjami dla pisarza zjawiała się wielokrotnie w Monachium Mirosława Kruszewska z dwojgiem swoich malutkich synków (bo tak było bezpieczniej), przewożąc Mackiewiczowi pieniądze w gotówce, nadsyłane na jej ręce z USA. Dzieci nikt nie kontrolował. A była to spora podróż pociągiem z Wiednia do Monachium, bo pisarka ta mieszkała wówczas w Wiedniu.
Niestety, Józef Mackiewicz miał potężnych wrogów i to nie tylko w PRL-u, ale także, co jest wielce haniebne, wśród Polonii amerykańskiej. W biurach Wolnej Europy nikt nie ośmielił się przyznać do znajomości z nim. Zwalczał go, gdzie mógł, Jan Nowak, dyrektor tej rozgłośni, a w Stanach Zjednoczonych w Nowym Dzienniku zakaz publikowania artykułów Mackiewicza wydał Bolesław Wierzbiański. Warto też tu wspomnieć, że przemycali do Polski książki tego wielkiego twórcy kapłani z Polonijnych Zakładów Naukowych: ks. dr Roman Nir, dyrektor tamtejszych archiwów, oraz ks. Zdzisław Peszkowski. Natknęłam się na notatkę Towarzystwa Krzewienia Nadziei, gdzie wspomniano, że w czasie odprawy celnej na Okęciu w Warszawie ks. Nir z USA, zapytany, co jest w jego pękatej walizce, odpowiedział z uśmiechem: „Moje prace o seminarium w Orchard Lake”. Celnik przyjął to do wiadomości i walizki nie sprawdził. Udało się. W walizce znajdowały się broszury Mackiewicza. Podziwiam odwagę tego szlachetnego kapłana-patrioty!
Maria Legiec, Niemcy, 30 stycznia 2023
List do Redakcji pierwotnie opublikowano w gazecie „Gwiazda Polarna”.
Zostaw komentarz