Dubaj to nie tylko kierunek dla snobów i celebrytów, lecz kluczowe lotnisko przesiadkowe do Azji. Dla wielu Polaków to najtańsza droga do Wietnamu, Pakistanu czy Indii. Gdy system się załamuje, państwo powinno pomóc. Tymczasem słyszą jedynie: „radźcie sobie sami”.

DUBAJ TO NIE „PLAC ZABAW BOGACZY”

Przeraża mnie zachowanie polskiego MSZ. Wbrew stereotypowi Dubaj to nie jest ani „tylko”, ani „przede wszystkim” destynacja turystyczna dla snobów i miejsce pracy „celebrytek”. To jest lotnisko przesiadkowe, z którego za „znośne” pieniądze można polecieć do innych państw Azji, także tych „budżetowych”, jak np. Wietnam.

„Dobre rady” w stylu: „niech sobie ludzie jadą do Bahrajnu” albo „to niech sobie kupią bilety do Egiptu i stamtąd już polecą do Europy” to pomysły dla ludzi, którzy zarabiają „kilka średnich krajowych”, a nie dla kogoś, kto leciał tanimi liniami (warunki jak w Ryanie do UK, tylko „trochę dłużej” się tak leci ;) ) do Dubaju, żeby stamtąd polecieć do Wietnamu na bardzo tani urlop czy prowadzić badania naukowe w Pakistanie.

Równie dobrze można „poradzić” ludziom: „a weźcie sobie wynajmijcie jacht i płyńcie do Kuwejtu”.

UWIĘZIENI W AZJI, BEZ REALNEJ POMOCY

Ktoś, kto teraz utknął w Hanoi, Islamabadzie albo Bombaju, ma o tyle „łatwiej”, że niby może kupić bilet na inną trasę (czasem nawet bezpośrednio). Tyle że będzie to nawet dziesięć razy droższe.

I tu państwo powinno pomóc to ogarnąć, bo nie każdy, kto tak utknął, ma takie pieniądze na koncie lub może ad hoc w sytuacji kryzysowej je zorganizować. Gdyby miał, to poleciałby od razu np. LOT-em, a nie tłukł się przez Emiraty tanimi liniami, z kolanami pod brodą i małym podręcznym bagażem.

KONSULATY NIE SĄ WINNE

Będę tu bronić lokalnych placówek konsularnych. Bo niby co one mogą zrobić? Odbierałyby setki telefonów od ludzi, którym nie mogłyby pomóc ani powiedzieć nic więcej niż dziś rzecznik urzędu z ul. Szucha, czyli: „radźcie sobie sami”.
PAŃSTWO BEZ PROCEDUR
Po raz kolejny MSZ rządu Tuska „nie dowozi”. I powtórzę: to nie jest przede wszystkim problem „milionerów” z pięciogwiazdkowych hoteli w Dubaju czy Abu Zabi, których można ot tak „spuścić po brzytwie”. Widać przy tym, że nasze państwo nie ma skutecznie działających procedur.

Aleksander GłogowskiAutor: dr hab. Aleksander Głogowski, profesor UJ, Politolog, Katedra Historii Polskiej Myśli Politycznej INPiSM Uniwersytetu Jagielońskiego.