Po prawdzie to ja nie bardzo lubię jeść. Coś tam zjadam, ale żebym jakimś jadkiem była, to to już nie. Z gotowaniem też mi nie po drodze. Ja bym rzekła, że w przeciwnym kierunku do gotowania nogi mnie niosą. No tak wyszło albo i poszło, gdy jakaś bozia talenty dawała.

Widać ktoś dostał podwójnie, bo mnie wcale. Nie, nie jest tak, że nic nie potrafię. Umiem coś tam w kuchni wymyślić. Umiem w zupy się bawić. Wystarczy trochę warzyw pokroić w kostkę lub inne kształty, dodać zieleniny typu natka pietruszki, a potem dosmaczyć solą, pieprzem i jest gotowe. Nie, śmietany nie daję, a mięsa nie jadam. Wywar z warzyw wystarczy, a z pomidorami jest całkiem pysznie. Że bez wkładki? Oj tam, można zjeść ugotowane na twardo jajo. Najlepiej takie prawdziwe, wiejskie, ale weź znajdź takie, jak nie ma.

No nie ma, bo w sklepie są z fermy i klatki, co ani smaczne ani zdrowe nie będzie. Inaczej smakuje, bo karmią te kury jakąś dziwną mieszanką, co daje inny smak jaja. No pewnie, że to ma znaczenie, co zjada nioska. Kiedyś kupiłam jaja od jednej takiej, co na podwórku miała swoje ptactwo, ale ryby im dała. No i potem te jaja rybą jechały i zjeść się nie dało. Dodałam musztardy, to zjadłam jakoś.

No, nie kłamię. Z musztardą były niezłe, bo takie jajeczno- rybne się zrobiło danie z tej mieszanki. Nie ma co chichotać, bo mnie musztarda pasuje do wszystkiego. Lubię ją tak, że coś. Ale powiem ja wam, że późno odkryłam, z czego ją robią. Ale się zdziwiłam, że z gorczycy, co w domu u mamy i babci była!

Dopiero potem poczytałam, że to proste ją samemu zrobić. Może nie dla mnie, ale jeśli komuś się zachce, to sprawa jest łatwa. Trzeba wziąć trochę gorczycy, octu i soli. Gorczycę trzeba namoczyć w wodzie, a potem zmielić. Można najpierw zmielić, a potem dodać wodę i resztę składników. I będzie z tego musztarda. Można jeszcze dodać coś do niej na przykład chrzan, to będzie chrzanowa. Można dolać miód, będzie miodowa. Z białej tylko gorczycy będzie łagodna, a gdy będzie ta czarna odmiana, to zrobi się pikantna.

Moja ulubiona to sarepska, która zrobiona jest z gorczycy z okolic Sarepty.

Do czego pasuje musztarda? Haha,do wszystkiego! Z serem białym, żółtym, do pomidora, do jaja na twardo dodaję.

Kiedyś jako dzieciak smarowałam nią kanapki z serem i mielonką. No serio, takie lubiłam, aż mi przeszło i przestałam. Teraz bym nie zjadła, blee.

Nie rozumiem, jak można woleć keczup zwany ketchupem, co to ludzie myślą, że jest z pomidorów. Przecież musztarda jest lepsza! Od dziecka jem, to wiem. Już jako dzieciak ją dostawałam. Ojciec lubił mnie nią karmić. Po troszku dawał, nie chochlą. Podobno miał ubaw, bo śmieszne robiłam miny. Takie skrzywione. Jego to śmieszyło, bo to zabawne podobno było.

A wiecie, że musztarda jest całkiem zdrowa? Ja nie wiedziałam. Wyczytałam, że pobudza wydzielanie żółci, przez co potem lepiej się trawią tłuste potrawy. A jak kto przesadzi, to go przegoni. Do kibla. No, proszę, jaka złośliwa! Może być kupa śmiechu z tego wszystkiego. No, wiem, głupio się kojarzy.

Czy ja robię musztardę? Ja ją lubię jeść, a nie przyrządzać. Dobre sobie. Przecież mówiłam, że do gotowania mam dwie lewe ręce, albo po prawdzie żadnej.

Dziś myślę „skonsumować sobie” pomidorową i jajo. Być może zdobędę się na szczyty kulinarnej fantazji i zrobię budyń waniliowy. Jednym słowem: zaszaleję!

A wy róbcie te kotlety, rosoły i mielone z buraczkami. Niedziela, więc wiadomo. Rosół z makaronem i ziemniaczki z kotletem musi być i już.

A! I smacznego!