Należę do pokolenia, które miało szczęście. Ominął nas bowiem stalinizm, zaś pierwszą młodość przyszło nam spędzić w okresie komuszej prosperity, jaką były lata 1970-te.

Tak jakoś się porobiło, że mimo bandytyzmu stanu wojennego komuna jako taka nie kojarzy się nam z czerwonymi zbrodniarzami, ale raczej z powszechnym skretynieniem warstwy rządzącej, faktycznie zaś zarządzającej w imieniu Moskwy.

Dlatego właśnie symbolem komuny na początku lat 1980-tych stał się Albin Siwak.

Najdobitniej stosunek do niego określała następująca anegdotka:

Do lekarza przychodzi facet i mówi:

– Panie doktorze, strasznie boli mnie głowa. Chyba mam migrenę…

– Panie Siwak – odpowiada lekarz. – Migrenę to mieli hrabiowie, a pana to zwyczajnie łeb napierdala!

Cóż, lansowany na komuszego Wałęsę Siwak faktycznie do orłów intelektu nie należał. Ukończył zaledwie szkołę podstawową (słynne 7 klas) oraz został przyuczony do zawodu betoniarza, co nomen omen stało się wyznacznikiem jego kariery partyjnej. Pod koniec życia o mało co zostałby „prawdziwym Polakiem” niczym Leszek Miller. Ten ostatni co prawda ze względu na deklarowany antybanderyzm, Siwak natomiast był tylko tradycyjnym antysemitą. 😉

Czemu go wspominam? Bo tradycja siermiężności i prostoty (na pograniczy z prostactwem) towarzyszy lewicy nadal.

Oto Wołodymyr Czarzasty, nominalnie druga osoba w Państwie, najwyraźniej pozostaje wierny tym tradycjom.

Na pytanie red. Rymanowskiego, dotyczącego słynnego już „ślubowania” wobec Prezydenta bez jego obecności odpowiada pytaniem niczym słynny z anegdot Żyd

a gdzie jest napisane w Konstytucji, że tak nie można?

Faktycznie, nigdzie. W związku z tym proponuję, by powszechnie stosować „wykładnię prawa a la Wołodia Czarzasty” i pisać do Marszałka Sejmu o wydanie koncesji na alkohol, albo też o zaświadczenie o pracy w warunkach szczególnych, o świadectwo zgonu, o dopuszczenie do matury poprawkowej, o wydanie odpisów skróconych i rozszerzonych aktów stanu cywilnego, o wypisy i wyrysy z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP), o rejestrację urodzin dziecka a nawet o wydanie nowego dowodu rejestracyjnego w miejsce utraconego. Przecież w Konstytucji nigdzie nie ma, że Marszałek Sejmu tym się nie zajmuje… 😉

Tymczasem sprawa jest prosta do bólu (a nawet do bulu wedle byłego prezydenta z PO Bronisława Komorowskiego nie bez przyczyny zwanego przez Naród Bredzisławem Komoruskim).

Konstytucja w art. 7 zawiera właśnie odpowiedź na jawną brednię pana lewicowego marszałka.

Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

Gdyby Czarzasty zapomniał, czy jako druga osoba w Państwie jest również organem władzy publicznej przypominam wyrok TK. I to jeszcze z 2001 roku, a więc z czasów, w których go liberalna lewica uznaje za istniejący.

„Pojęcie „władzy publicznej” w rozumieniu art. 77 ust. 1 Konstytucji obejmuje wszystkie władze w sensie konstytucyjnym – ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Należy podkreślić, że pojęcia organu państwa oraz organu władzy publicznej nie są tożsame. W pojęciu „władzy publicznej” mieszczą się bowiem także inne instytucje niż państwowe lub samorządowe, o ile wykonują funkcje władzy publicznej w wyniku powierzenia czy przekazania im tych funkcji przez organ władzy państwowej lub samorządowej. Wykonywanie władzy publicznej dotyczy wszelkich form działalności państwa, samorządu terytorialnego i innych instytucji publicznych, które obejmują bardzo zróżnicowane formy aktywności. Wykonywanie takich funkcji łączy się z reguły, chociaż nie zawsze, z możliwością władczego kształtowania sytuacji jednostki. Dotyczy to obszaru, na którym może dojść do naruszenia praw i wolności jednostki ze strony władzy publicznej. Nazwa „organ” władzy publicznej użyta w art. 77 ust. 1 Konstytucji oznacza instytucję, strukturę organizacyjną, jednostkę władzy publicznej, z której działalnością wiąże się wyrządzenie szkody, nie zaś organ osoby prawnej w kategoriach prawa cywilnego. Odpowiedzialność oparta na tym przepisie obciąża strukturę (instytucję), a nie osoby z nią związane (jej funkcjonariuszy). Podstawowe znaczenie ma ustalenie, czy działanie organu władzy publicznej związane jest z realizacją jego prerogatyw. Formalny charakter powiązań pomiędzy bezpośrednim sprawcą szkody a władzą publiczną jest mniej istotny. Ustalenie statusu osoby, która jest bezpośrednim sprawcą szkody, ułatwia jednak przypisanie danego działania organowi władzy publicznej ” (wyr. z 4.12.2001 r., SK 18/00 , OTK 2001, Nr 8, poz. 256).

Czy się Czarzastemu to podoba, czy też nie, jest organem władzy publicznej, a to powoduje poważne ograniczenia.

Gdy Wołodia hasał sobie poza Sejmem jako tzw. opozycja pozaparlamentarna faktycznie jego status obywatela wyrażało krótkie zdanie:

– co nie zakazane, to dozwolone.

Inaczej jest w przypadku Czarzastego jako marszałka. Jak już wywiedliśmy wcześniej, sprawując tą funkcję staje się organem władzy publicznej.

Wymóg działania organów władzy publicznej na podstawie prawa oznacza w szczególności nakaz podejmowania przez te organy działań tylko w przypadkach prawem przewidzianych. Nakaz ten związany jest m.in. z problematyką kompetencji organów władzy publicznej (zob. W. Sokolewicz, w: L. Garlicki (red.), Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, t. V, Warszawa 2007, komentarz do art. 7 , s. 8-9).

Bardziej zrozumiale

urzędnik (nawet marszałek Sejmu) może robić wyłącznie to, na co prawo mu zezwala.

Dzięki tej zasadzie nie chodzimy do dyrektora szkoły z żądaniem udzielenia koncesji na alkohol ani też nie wymagamy od naczelnika urzędu pocztowego wystawienia świadectwa niekaralności.

A zatem powoływanie się Wołodii na to, że Konstytucja nie zabrania mu parodiować Prezydenta i urządzać „ślubowanie” sędziowskie nie najlepiej świadczy o jego poziomie.

O takim narcyzie zwykło się mówić, że gdyby przez przypadek spadł z poziomu swojego ego na poziom IQ wówczas roztrzaskałby się niczym świeże kurze jajo zrzucone na bruk z dziesiątego piętra. 😉

……

Przychodzi Włodek do lekarza i skarży się na migrenę….

 

17.09 2026