Zrobiło się dużo chłodniej. Po przerażającej fali upałów z ostatnich dni było to nawet przyjemne. W mediach natomiast afera wokół zarobków lekarza bez specjalizacji Dawida Kasprzyka nieco przygasła, podobnie jak spór z Ukrainą o „bohaterów UPA”. Natomiast rozżarzyła się debata, kto bardziej rozbroił polską armię, przekazując pociski do systemów Patriot Ukrainie. Działacze Prawa i Sprawiedliwości z bezwzględną gorliwością rozliczali z tego obecną koalicję rządzącą, a rządzący obecnie rozliczali poprzednią koalicję Zjednoczonej Prawicy. Natomiast na Węgrzech tymczasem nagle wyłączono telewizję publiczną, gdyż obecny premier Péter Magyar w obronie wolności słowa odbierał media ludziom związanym z byłym premierem Viktorem Orbánem. A do tego wszystkiego Trump znowu zaczął bombardować Iran.

I w takiej właśnie atmosferze pani Zosia minęła pana Tomka pośpiesznym truchtem, uderzając w niego w przelocie falą uderzeniową powietrza zmieszanego z zapachem seksownych perfum. To musiały być Mademoiselle Coco Chanel albo coś innego. A jednak pani Zosia nagle się zatrzymała w pół kroku i z półobrotu rzuciła w pana Tomka:

– Prędziutko, proszę iść ze mną.

Pan Tomek ruchem wyćwiczonym podczas szkoleń 5. batalionu WOT wyrównał krok do pani Zosi, ale nieśmiało zapytał, dokąd tak śpieszą razem.

– Umówiłam się z wielkim człowiekiem, wybitnym ekspertem, którego zapraszają do telewizji, dlatego mieszka teraz w Warszawie, ale na chwilkę przyjechał tu do nas do Łodzi. Znamy się ze szkoły podstawowej i znalazł dla mnie minutkę na rozmowę. Panu też się przyda rozmowa z tak wybitną osobą.

– Może jednak nie, nie chciałbym przeszkadzać – pan Tomek zwolnił nieco kroku, udając, że nie poczuł ukłucia zazdrości.

– Może jednak tak, bo już jest za późno. Otóż i on.

Pani Zosia zaczęła energicznie machać na powitanie wielkiego człowieka, a pan Tomek niechętnie podreptał za nią.

Wielki człowiek był dość mały, ale miał wyraźne poczucie wielkości Widać to było po eleganckim płaszczu, jakby odrobinę za dużym oraz po starannie wyćwiczonych gestach, którymi mimochodem tworzył oprawę dla swojej postaci, gdyby przypadkiem jakiś paparazzi zrobił mu zdjęcie. Dlatego też często ściskał z różnych stron swoją skroń, aby nadać swojej twarzy wyraz intelektualnej zadumy – dokładnie tak, jak to się robi podczas profesjonalnej sesji zdjęciowej.

Tylko na chwilę przerwał produkcję tych swoich medialnych kreacji, aby serdecznie przywitać się z panią Zosią, przykładając policzek do jej policzka, a następnie, po przedstawieniu przez panią Zosię, podał też bardzo elegancko rękę panu Tomkowi.

– Waldemar Junior Kasjański z tych Kasjańskich – powiedział pan Waldemar Kasjański.

– Tomek – odpowiedział pan Tomek i prawie dodał, że z tych Tomków.

Następnie po zakończeniu procedury powitania pani Zosia zapytała niezwykle miękkim głosem, którego pan Tomek nigdy nie zaznał osobiście, czy usiądą w kawiarni, czy przejdą się nad stawami.

Pan Waldemar odpowiedział z ręką wzniesioną nad głową w formie ewentualnej pozy do ewentualnego zdjęcia, że wolałby nie siedzieć w kawiarni, gdyż tam go na pewno dopadną reporterzy, mówiąc to, porozumiewawczo wzniósł oczy ku górze.

Więc poszli nad stawy, a pani Zosia umiejętnie zainicjowała rozmowę nawiązując do ostatnich wydarzeń węgierskich.

– Nareszcie ten Madziar zaczął robić na Węgrzech porządki, bo już się bałam, że przeceniliśmy węgierską zmianę.

–Peter Magyar postępuje bardzo rozsądnie – pan Waldemar wyraził swój osąd z eksperckim znawstwem. – Nie mógł od razu zrazić do siebie węgierskiego pospólstwa, które jest zindoktrynowane przez orbanowską propagandę. I znienacka uderzył. Bo najważniejsze dla przywrócenia praworządności jest przywrócenie wolność słowa poprzez przejęcie mediów publicznych. Sam więc bym tego lepiej nie zrobił.

Oczywiście porównanie działań węgierskiego premiera do siebie było najwyższą możliwą pochwałą.

– Też oczywiście tak myślałam, dokładnie to samo – pani Zosia entuzjastycznie przytaknęła przemyśleniom pana Waldemara dokładnie takim samym jak jej własne – ale sam wiesz, Waldku, że różnie mogło być.

– Ale przywracanie wolności słowa poprzez siłowe przejęcie mediów przez władzę… – pan Tomek próbował kontynuować swoją myśl, ale pan Waldemar przerwał mu dramatycznym gestem uniesionej ręki, wzorowanym na pozie Kordiana z „Kordiana”.

– Panie Tomaszu…

– Panie Tomku – próbował się wtrącić pan Tomek, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi.

– Panie Tomaszu, nie można myśleć tak prosto. Potrzeby kształtują działania. Najważniejsza dla wolności jest wolność słowa. Dlatego należy uwolnić pospólstwo od populistycznego myślenia. Rząd reprezentujący siły demokratyczne musi więc siłą odebrać media siłom niedemokratycznym, aby wyzwolić ludzi, którzy nie powinni myśleć samodzielnie od myślenia. Gdy ci ludzie będą już myśleć dzięki demokratycznym mediom to co trzeba, będą mogli myśleć, co im się podoba. I to będzie wolność słowa. Fundament wolnego świata.

Pani Zosia zaczęła spontanicznie bić brawo na znak poparcia dla wywodu pana Waldka. W tym czasie pan Waldemar przemienił pozę Kordiana w pozę Franza Maurera z „Psów” Pasikowskiego. Tak na wszelki wypadek, gdyby gdzieś czaił jakiś fotoreporter.

A pani Zosia na fali entuzjazmu dla pana Waldka podsunęła mu też do wyjaśnienia drugi temat, który nurtował jej towarzystwo.

– Nie uważasz, Waldku, że tym razem kaczy populiści przekroczyli wszelkie granice bezczelności, krytykując rząd Donalda Tuska za przekazanie pocisków do Patriotów Ukrainie?

– To się oczywiście w pale nie mieści, Zosi – odpowiedział Waldemar, który całkowicie wczuł się w postać Franza Maurera. – Wysoki poziom hipokryzji. Ale tym razem nawet najbardziej ciemne pospólstwo nie nabierze się na tę cyniczną grę prawicy. A może pan, panie Tomaszu, ma na ten temat jakieś oryginalne przemyślenia?

I chyba to właśnie pytanie skłoniło pana Tomka do przekory. Bo właściwie mógł się całkowicie zgodzić z opinią pana Waldemara w sprawie postawy liderów PiS wobec Ukrainy i pocisków do systemów Patriot, ale nie mógł się zgodzić, aby pan Waldemar zachował swój protekcjonalny wyraz twarzy.

– Mnie to się w ogóle w pale nie mieści, panie Waldemarze, że ci wszyscy ludzie niezdolni do podejmowania samodzielnych decyzji w jakiejkolwiek sprawie poza swoimi prywatnymi nagle stali się tak bardzo decyzyjni, jakby za nich wszystkich myślał ktoś inny. Nie ma dla mnie znaczenia czy myślę tu o prawicy czy o koalicji. Bo oni wszyscy są niby tacy różni, ale w sprawie Ukrainy tacy sami, jakby nie oni.

– Myślał ktoś inny? – powtórzył pan Waldemar, zatrzymany nagle w pozie głębokiego zamyślenia z palcami zaciśniętymi na brodzie. Gdyby teraz ktoś mu zrobił zdjęcie, mogłoby to być najlepsze zdjęcie w całej jego karierze.

– Bo moim zdaniem, Waldku – pani Zosia zdołała się wreszcie wcisnąć ze swoim zdaniem, wykorzystując pewne zatrwożenie pana Tomka i zamyślenie pana Waldka – obecny rząd prowadzi bardzo zrównoważoną politykę wspierania Ukrainy, gdyż to jest w naszym interesie, ale cały czas buduje podwaliny nowoczesnej polskiej potęgi militarnej, natomiast całkowicie błędną politykę prowadził poprzedni rząd prawicowy.

– Proszę mieć odwagę i niech pan ma odwagę powiedzieć, kto myśli za polskie władze w sprawie Ukrainy? – pan Waldek chyba nie usłyszał tego, co mówiła pani Zosia.

– Zapewne taką moc mają Stany Zjednoczone. Tylko one mogły sprawić, aby nasi politycy z obu stron z tym samym bezmyślnym zacietrzewieniem myśleli to samo.

– Nie. Wcale pan nie myślał o Stanach Zjednoczonych. Nikt nie myśli o Ameryce, gdy mówi o Ameryce. Niech więc ma pan odwagę powiedzieć o kim pan myśli.

– Ja myślę o Ameryce, gdy mówię o Ameryce.

– To żenujące! – wykrzyknął pan Waldemar na chwilę wypadając ze swojej roli, ale właśnie wtedy zza krzaków błysnął flesz. Pan Waldemar dramatycznym ruchem zakrył twarz ręką i pośpiesznie odszedł. Pani Zosia pospiesznie podreptała za nim w przelocie groźnie spoglądając na pana Tomka. A pan Tomek nie wiedział, co powinien zrobić w tej sytuacji, więc nic nie zrobił.