Jak w soczewce widać w tym artykule wszystkie problemy, z jakimi mamy do czynienia w naszej pracy. Wieczne niedofinansowanie z uwagi na ceny procedur płacone przez NFZ nie mające nic wspólnego z rzeczywistymi ich kosztami, brak wyodrębnienia z ceny procedur kosztów pracy pracowników powoduje stałe zadłużanie się szpitali, szczególnie jeśli szpital nie ma innych źródeł finansowania niż umowa kontraktowa z NFZ.
Zawsze jest tak, że dyrekcje szpitali podpisują umowy z NFZ wiedząc doskonale, że wywiązanie się z niej wobec stale rosnących kosztów stałych – jest niemożliwe. Mimo to umowę podpisują. I zaczyna się kombinowanie jak zrobić coś, co jest niemożliwe z założenia, ale „ja z synowcem na czele …” itd.
Kombinowanie zaczyna się najczęściej od likwidacji służbowego papieru toaletowego w toaletach pracowniczych, bo „jest ciężko”, a potem tnie się pensje, dodatki i nie wywiązuje z umów między pracownikami a dyrekcją.
Nikomu z dyrekcji nie wpadnie do głowy,żeby wspólnie usiąść z pracownikami i zastanowić się: jak wyjść z trudnego dołka finansowego.
WRÓĆ! każda dyrekcja nie siada do rozmów z pracownikami, bo świetnie wie,że to nie ma sensu. Pierwszym pytaniem, jakie by usłyszała byłoby to: dlaczego podpisała niekorzystną umowę? Dlaczego kładzie uszy po sobie i nie informuje NFZ o tym,że wykonanie umowy na warunkach narzuconych przez monopolistycznego płatnika będzie na pewno niekorzystne albo dla pracowników, albo dla chorych.
Dlatego takich rozmów nie ma i nie będzie. Jest dociskanie szpitalnej śruby tak mocno, jak się da. A da się mocno …. nasze poczucie obowiązku wobec pacjentów jest tak w nas mocno zakorzenione, że potrafimy bardzo, bardzo długo wytrzymać …. Docisku nie wytrzymują pojedyncze jednostki i opuszczają toksyczne miejsce znajdując szybciutko pracę w innym.
Zdarza sie,że przechodzą do innego miejsca całe oddziały z szefem na czele. Reszta próbuje walczyć lub pracuje dalej z poczuciem upokorzenia, bezczelnego wykorzystywania i rosnącej niechęci do pracy, uznając że tak musi być, a radość życia i satysfakcję znajduję POZA pracą. W pracy tylko zarabiam i nie ma do niej emocjonalnego stosunku. Życie jest POZA pracą.
NFZ udaje, że płaci tyle, ile trzeba.
Dyrekcje udają, że wszystko jest w porządku, a oszczędności na wszystkim to jedynie nowy wymiar gospodarności i nowoczesnego zarządzania podmiotem leczniczym.
Pracownicy KREDYTUJĄ ten kłamliwy system z własnych kieszeni i własnym zdrowiem.
„A da się mocno …. nasze poczucie obowiązku wobec pacjentów jest tak w nas mocno zakorzenione, że potrafimy bardzo, bardzo długo wytrzymać …. Docisku nie wytrzymują pojedyncze jednostki i opuszczają toksyczne miejsce znajdując szybciutko pracę w innym.”
Doprawdy? Ale jak potrzeba was w czasie najwyższego zagrożenia w kolejnym szczycie pandemii to z poczucia tego obowiązku organizujecie protest i strajk, zakłamane pierduśnice? Przysięga Hipokratesa i dbanie o chorych to wasz psi obowiązek a za smierć pacjentów spowodowanych zdradą tego zawodowego przyrzeczenia powinno się was pozbawiać funkcji i roboty w tym zawodzie – na zawsze. Dość zdemoralizowanej służby zdrowia! Nie robicie nikomu łaski i nie wciskajcie kitu!