Z dedykacją dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że żyje się po to, by ciekawie przeżyć życie, a nie dla dzieci, wnuków, pracy czy idei
Małe dzieci niecierpliwią się bo chcą być już dorosłymi. Dorośli zaś jak mantrę powtarzają – nie mam czasu, spieszę się. Kult tzw. aktywnego życia sprawia, że nawet staruszkowie zapieprzają jak Kazio po budowie z pustą taczką, bo nie ma czasu jej napełnić. Cóż mea culpa, ja też jestem winny i każdego ranka powtarzam sobie „festina lente” – „śpiesz się powoli”.
Czas na Bliskim Wchodzie
Na Bliskim Wschodzie lub w moich ukochanych Indiach tylko w metropoliach ludzie się spieszą. W zatłoczonych do niemożliwości pociągach podmiejskich, w autobusach, motorikszach. Ale wystarczy wyjechać poza miasto by doświadczyć tego, że tam czas rozciąga się jak guma. Jakbyśmy trafili do filmu puszczonego w kinie, na zwolnionych obrotach projektora. Starsi siedzą pod drzewami mangowców lub figowców i wolniutko popijają słodki massala-czaj. Ktoś coś naprawia, strzyże się, prasuje wielkim żelazkiem z duszą, ale wszystko bez pośpiechu, bo za gorąco, a poza tym – „po co?”
Amerykański pisarz, kompozytor, eseista Paul Bowles tak w artykule dla magazynu „Holiday” opisuje rozmowę z pewnym mieszkańcem Fezu, w Maroku.
Zapytał go czy widział kiedykolwiek samochód. Ten odparł, że nie i wcale nie chce.
I dodał – „koła się kręcą szybko i owszem. Klakson jest głośny, owszem. Jedzie się szybciej niż na mule, owszem. Co będziesz robił, tam dokąd dotrzesz, czego nie mógłbyś zrobić później”.
Było to co prawda ponad 70 lat temu, ale wiele z tego nieśpiesznego ducha pozostało w Oriencie. Zwłaszcza kiedy temperatura w cieniu dochodzi nawet do pięćdziesięciu stopni.
Ja również, po kilku przykrych doświadczeniach z punktualnością kolei indyjskich. potem cieszyłem się, że pociąg w ogóle przyjechał, że mam w nim miejsce siedzące lub leżące i że dojechałem do celu. Bezpiecznie biorąc pod uwagę liczbę wykolejeń w tym kraju.
Czas dziecka
Pewnie moi Czytelnicy pamiętają, że właściwie całe dzieciństwo to było okres oczekiwania. Taki dziecięcy „adwent”. Czekało się na wakacje, a potem, na początek roku szkolnego. Na gwiazdkę, urodziny, spacer z rodzicami, zabawę z rówieśnikami.
Minuty dłużyły się jakby były eonami. Pamiętam, że jadąc z ojcem, mamą i siostrą naszą „pszczółką” czyli Zastawą siedemset pięćdziesiąt pytałem Tatę co chwilę – „daleko jeszcze”. A kiedy mi się już mocno dłużyło jęczałem jakby mnie ze skóry ktoś obdzierał -„kieeeedy wreszcie bęęęęędziemy?”. Było to pytanie retoryczne choć czasami ojciec odpowiadał filozoficznie – „jak dojedziemy, to będziemy.
I była w tym stwierdzeniu znana od zarania dziejów prawda, że nie da się przyspieszyć czasu , ani sprawić, że ludzie będą się w ułamku sekundy teleportowali z miejsca X do miejsca Y. Niekiedy ojciec dodawał -„bądź cierpliwy”. Ale dziecko nie zna tego pojęcia, wszystko dla niego musi być „zaraz, natychmiast”.
Można zatem zrozumieć niecierpliwość dzieci. Ich psychologiczne przeżywanie czasu bardzo się różni od tego dorosłych. Ale trudno już zrozumieć czterdziestolatka/tkę lub pięćdziesięciolatka/tkę, że ciągle powtarzają „nie mam czasu, zarobiony/a jestem”.
Czasami sobie myślę, że wolą „zapieprzać jak mały Kaziu na budowie” bo obawiają się chwil, kiedy do roboty nic nie mają. Bo takie chwile wolnego od pracy czasu, zmuszające ich do autorefleksji wydobywają z nich pytania- ” kim jestem? dokąd zmierzam? czy jestem szczęśliwy? po jakiego grzyba tak ciężko haruję?”
A czas to nie tylko pieniądz. To także szansa na wielką przygodę. Niekoniecznie nawet na innym kontynencie.
Medytacja przed wschodem słońca na górze Synaj/ Gebel Musa, Egipt, jakiś czas temu, foto Jolanta Styrczula.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz