Zawsze byłem Romem, ale najpierw rodzina, potem środowisko sąsiedzkie, wreszcie cały aparat przymusu państwowego zabraniał mi bycia tym, kim jestem, a jestem prawdziwym Romem, tylko lekko wyblakniętnym. Wreszcie poczułem w sobie moc swojej romskości.
Zupełnie rozminąłem się ze swoim powołaniem, którym było stanie się „luźnym człowiekiem”. Postępująca biurokratyzacja nauki zabijała we mnie resztę romskiej duszy i być może to właśnie paradoksalnie okazało się być dla mnie i mojej tożsamości prawdziwym błogosławieństwem. I wyzwoleniem!
Tak, jestem białym Romem. W wakacje jak posiedzę na działce, to lekko śniadym. Romskość czułem w sobie od dzieciństwa. Zawsze byłem tam gdzie mnie rzekomo nie było. Lubiłem podróże dla nich samych, byle być ciągle w biegu, w trasie, bo to dla nas Romów, jest szczególnie ważne.
Z racji kompetencji wokalno-artystyczno-naukowych postanowiłem być ustami Romów, i to nie tylko naszych polskich, tej małej trzódki, którą darzę wielka atencją, ale wszystkich Romów, jak otwarty na stole atlas rzecze – od krawędzi do krawędzi.
My Romowie odrzucamy bowiem tezę o kulistości Ziemi. Tak w ogóle to nie ma Ziemi, są tylko te niebiańskie obwarzanki, po których kroczą kolejne dumne pokolenia naszego romskiego rodu.
***
I to nie jest ostatnie słowo Roma.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz