Jest coś takiego jak „pole śmierci” narodu. Gdy dany naród przegrywa sam ze sobą ku uciesze innych narodów, które dzielą między siebie jego „aktywa”, staje wobec innych ogołocony ze wszystkich swoich zasług i osiągnięć. Narody pojawiały się i znikały. Ale pojawienie się tych, które upomniały się o swoje prawa w XIX wieku, trudno wymazać z historii.
Polacy nie zjawili się w historii w XIX wieku. Weszliśmy do niej w średniowieczu za sprawą prześwietnej dynastii Piastowskiej, a następnie łącząc siły z Litwinami i Rusami – dynastią Jagiellonów. Psu spod ogona nie wypadliśmy. Byliśmy mocarstwem na kilkaset lat przed tym, jak Prusowie zebrali ziemie niemieckie, i zanim ruska pseudoszlachta ogarnęła się po tym, jak ją zgwałcili po wielokroć Mongołowie.
I Rosjanie, i Niemcy są obecnie w momencie historycznego osłabienia. Ruscy, bo nie docenili ukraińskiego oporu, Niemcy bo postawili wszystko na jedną (energetyczną) kartę.
Teraz trzeba nam wielkiego przywódcy, który zamiast bredzić ile komu z budżetu przeleje złotówek, wypowie wojnę komu trzeba i ją wygra. Teraz albo nigdy. Potrzebujemy Przywódcy. Pan Mateusz niestety nie nadaje się.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz