Ja się z opinią Przemek Staciwa liczę. Link do jego opinii TU.

W ogóle, od pewnego czasu widać, że narracja PiS-u utknęła na straszeniu Tuskiem, bez umiejętności wyjścia poza to ograniczenie. Dziwi mnie to, bo przecież jest się czym chwalić i jest sporo miejsca na kreślenie planów. Powtarzanie bez końca jednej zgranej tezy nigdy nie jest dobrą strategią i obawiam się, że PiS się na tym może przejechać.

Publiczność lubi zwroty akcji, szybko nuży się jednym daniem. Lubi też tych, którzy uwodzą niekonwencjonalnym podejściem, podsuwając coś, co – kiedy nagle usłyszane – sprawia wrażenie „Jezu, nigdy o tym tak nie pomyślałem – przecież to oczywiste!” Każdy topowy polityk musi mieć takie coś w zanadrzu! Nawet jeśli później sztab przeciwnika napnie się, żeby w takim bon mocie znaleźć dziury w całym, to zostanie on zapamiętany, ustawi dalszy dyskurs.

PMM nie ma tej zwinności. Jest bankowcem, który rzadko kiedy pozwala sobie na dygresje, na taką zabawę w rozmowę, która, choć precyzyjna, mieści się w rejestrach small-talku. Potrafi przygotować niezłe przemówienie, ale debata telewizyjna, to nie przemówienie.

Słyszę też o tych tyradach Rachonia, który zadawał dłuższe pytania niż padały odpowiedzi. No słabe to. Pytania na debacie muszą być krótkie – jeśli są to tzw. pytania zamknięte, pytania, na które odpowiada się tak lub nie, dodając do tego pobieżne wyjaśnienie, to muszą być bardzo krótkie: „Czy jest Pan/Pani za federacją Unii Europejskiej”? Jeśli pytania są otwarte, takie, gdzie odpowiadający buduje pogląd, to mogą być dłuższe, ale tylko trochę. Prowadzący nie może narzucać swojej opinii odpowiadającemu. Musi być czysty: „Jak widzi Pan/Pani miejsce Ukrainy w Europie po zakończeniu wojny?” – kropka.

Dobry prowadzący nie powinien budować w debacie wojennej atmosfery. Konflikt powinien budować się sam – a prowadzący powinni wykazywać się tzw. kindersztubą – przerywać go zręcznie, kiedy przekroczona jest granica dobrego smaku.

Problem PiS jest wciąż i wciąż ten sam – PiS nie potrafi wyzwolić się ram określonych przez cykl słynnych reklam „I’m Mac, and I’m PC” – i dlatego stale przegrywa w wielkich miastach.

Na elektoracie wielkomiejskim nie robią już wrażenia urzędowe garnitury i wygląd. Elektorat wielkomiejski szanuje typ wojownika z jasnym, czystym przekazem, który zwinnie i zręcznie, w jednym słowie kwituje wszystkie słabości przeciwnika. Kiedy sprzedawca „peceta” mozolnie tłumaczy zawiłym językiem możliwości systemu Windows, użytkownik Maca mówi: Wiesz, ja mam to wszystko tutaj, pod tym jednym guzikiem – czemu u ciebie to takie skomplikowane?

Tutaj nie ma frontalnego ataku, ale sprawa jest już pozamiatana. Sprzedawca Windows może tylko przełknąć ślinę i przewrócić oczami.

Atakowanie Tuska podczas debaty „przypominajkami” z czasów jego rządów też było słabe. To byłoby dobre, ale jako pointa, jako ostatnie zdanie: „No tak, my nigdy nie mieliśmy aż tak dobrych relacji z Rosją. Nie całowałem się z Putinem!” – Pozamiatane! Ale jako podstawa strategii podczas debaty? – No słabe. Kto z widzów pamięta jak tam naprawdę było? Przygotowany przeciwnik zawsze znajdzie sposób na zręczną odpowiedź: Takie były czasy. Polski nie było wówczas stać na samodzielne przeciwstawienie się trendom narzuconym przez USA i Niemcy. Naprawdę robiliśmy co możliwe, żeby z tego gówna bicz ukręcić, itd. To jest oddawanie pola pod inwencję przeciwnika. Nie przekona ani przekonanych ani nieprzekonanych.

Tu trzeba inaczej – trzeba stale podkreślać własną „big idea”. W każdej kolejnej wypowiedzi zaczynać od tego, że naszym celem jest odbudowa polskiej podmiotowości w trudnych ramach między zdominowaną przez Niemcy Unią a neoimperialną Rosją. Od razu pokazać, że gramy o własną przestrzeń, że to niełatwa, gra – ale gramy, podczas gdy przeciwnik w zasadzie już przegrał, bo wpisuje się, jak zawsze, w obcy plan, w którym Polska jest tylko pionkiem.

Nie można się bać pokazać ryzyka. Trzeba z ukazania ryzyka uczynić atut, ale trzeba pokazać, że się zna stawkę i ma asa w zanadrzu. Polska już ma tego asa. Budujemy najpotężniejszą armię w Europie. Naszym celem jest być tak silnym jak Turcja – regionalne mocarstwo. To jest as! Mamy silną gospodarkę. Pomimo trudnych relacji z Niemcami – oni stale u nas inwestują – ostatnio Volskwagen – bo nie mają i długo nie będą mieli lepszej opcji. To jest as!

Przywódca wiecowy jest silny nie tym jak atakuje czy tym jak się broni, ale tym jak uwodzi. Uwodzi się pokazując to, co możliwe a nie to, co pewne. To, co jest pewne jest już zawsze skonsumowane. Jest przeżytkiem.