Rektor Uniwersytetu Warszawskiego w oficjalnym liście do społeczności akademickiej zajął się sprawą komisji dyscyplinarnej dla Oskara Szafarowicza. Trzeba przyznać, że jest to szokujące.

W tym miejscu ze szczególną mocą należy podkreślić, że Uniwersytet Warszawski nie jest prywatną własnością rektora, choć ustawa Gowinowa, jak wiele przypadków tego dowodzi, dała im większe uprawnienia niż dałby im prywatny właściciel. Mogą np. rektorzy ocenę pracowników traktować jako narzędzie opresji w stosunku do niepokornych pracowników. Rektorzy mogą też, w imię tzw. samorządowych tradycji społeczności akademickiej, w kategorycznym tonie żądać, by nie zajmowano się sprawami uniwersyteckimi, w tym kwestiami choćby takimi jak przypadek Oskara Szafarowicza.

Przecież właśnie w imię tej tradycji i świadomości, że UW jest uczelnią i własnością publiczną, media i społeczeństwo mają prawo zajmować się życiem akademickim. Zresztą rektor UW w swoim liście wykazuje się ogromną niekonsekwencją (czytaj list rektora TUTAJ). Z jednej strony zastrzega, że sprawa Szafarowicza zostanie rozstrzygnięta przez komisję dyscyplinarną zgodnie z zasadami rzetelności, a z drugiej wprost pisze, że w publikacja pojawiają się treści stanowiące zbiór spekulacji dalekich od prawdy. Jeśli takie jest stanowisko rektora, to raczej trudno się spodziewać, że komisja zajmująca się przypadkiem Oskara zajmie sprawiedliwe stanowisko.

List otwarty w obronie Oskara Szafarowicza podpisało 129 osób (czytaj list TUTAJ), a pismo do Rektora UW przekazał osobiście Karol Rajewski, który jest z tego powodu szykanowany (czytaj TUTAJ).