Odbiegnijmy co nieco, a nawet dalece wielce od symptomatycznego życzonka odnoszącego do niezwykle trudnego urzeczywistnienia się człeczych pragnień z cyklu: abyśmy zdrowi i szczęśliwi byli, a na dokładkę długowieczni, bogaci, seksistowscy i pozbawieni wszelkich przyziemnych trosk. To idealistyczne pragnienie będące udziałem od dawien dawna licznych pokoleń na całym globie i rzecz jasna nieobce dzisiejszemu pokoleniu stanowiącego populację TEGOKRAJU.
W reminiscencjach naszych buntowniczych młodzieńczych doznań związanych z dawien, dawna z minionymi latami chmurnymi i durnymi odnoszącymi się do doświadczeń ze szkoły podstawowej, a następczo średniej jednoznacznie wynika, że takowa bajkowa wyimaginowana percepcja pozostaje wręcz „konstytucyjnym aksjomatem”. Stanowi symptomatyczny wyznacznik, względnie drogowskaz mający umożliwić osiągnięcie takiegoż to wyidealizowanego kryterium doskonałości doskonałej.
Cel niezwykle szczytny, godzien wszechstronnego polecenia i zdecydowanego poparcia ze względu na intencyjną szlachetność w osiągnięciu jego finalizacji. Tak sobie, a muzom podnieść należy, a przede wszystkim uświadomić urbi et orbi, że takowe idealne osiągnięcie tegoż kryterium leży wyłącznie w fantasmagorycznych możliwościach. Czyli możemy jak to trafnie określają kresowiacy po prostu zwyczajowo pisać na Berdyczów!!!
Zdecydowanie łatwiej konstatujemy, że przychodzi nam się borykać z codzienną przeciwstawnością tych wyżej wymienionych pożądliwości. Musimy ustawicznie stawiać czoła w różnym europejskim i światowym wymiarze zjawisku biedy, wojen, epidemii, czy epizodycznie innym niezbyt sprzyjającym człeczej egzystencji zjawiskom jak choćby katastrofy zarówno naturalne jak i wynikłe na wskutek np. ludzkiej bezmyślności. Przychodzi to nam czasami z miernym skutkiem, czego wymownym dowodem jest trwająca przy naszych granicach wojna. Jej wybuch; to po prostu potwierdzenie oczywistej konkluzji odnoszącej się do zapisanych kart historii ludzkości, a odnoszącej się do znanego powiedzonka: historia uczy, że… niczego nie nauczy. Paradoksalne, ale trafne stwierdzenie.
Na przestrzeni tzw. nowoczesnej ery ludzkości obejmującej umownie mówiąc okres powiedzmy około 200 lat wielokrotnie mogliśmy się przekonać o znaczącej negatywnej roli jednostki przede wszystkim w polityce oraz życiu społeczno-gospodarczym nie tylko w kraju ich pochodzenia, ale też wobec funkcjonowania innych państw. Tego typu arcyzbrodniarze jak Lenin, Stalin, czy Hitler są w tym kontekście oczywiście najbardziej reprezentatywnymi osobnikami na trwale zapisanymi w kontekście negacji na kartach historii. Nie zapominać jednak możemy; nawet pobieżnie odnotowując różne wydarzenia jakie miały i mają miejsce w TYMKRAJU, że tego typu łajdackie kreatury jak np: Boluś Bierut, Władziu Gomułka czy Wojtuś Jaruzel mieli określone poparcie polityczne ze strony członów PZPR-a, a także inszych łobywateli. Nie będziemy dywagować w tym miejscu o oczywistym poparciu przede wszystkim militarnym Moskwy, bez którego tego te wymienione wyżej kreatury i arcyłotry takowej władzy rzekomo sprawowanej dla dobra ludu miastuf i wsiuf nie mogłyby realizować. Odnieśmy się jednak do zachowań współobywateli, którzy jednak unikali konfrontacji z komuszą władzą jak to miało miejsce w 1956 r. w Poznaniu, 1976 r. w Radomiu, czy w latach stanu wojennego. Z wielu względów oczywistą jest konstatacja, że nie mogło to dotyczyć całości populacji, a jedynie tych najbardziej zdeterminowanych. Najbardziej anty komusza organizacja tj. NSZZ SOLIDARNOŚĆ liczyła wprawdzie aż ponad 10 mln członków, ale nie jednak 20 czy np. 23 mln! Bliżej trudna do oszacowania liczba ówczesnych zwyczajnych konformistów pozwoliła jednak aktualnie niestety do bezbolesnego przepoczwarzenia się komuchów i jej paranteli w tzw. neo liberałów, a nawet rzekomych demokratów. Klasyczny przykład to cyniczny partyjny karierowicz znaczy się tow. Jerzy Miller – za komuny z całą bezwzględnością wprowadzający sowiecki styl życia aktualnie jest (Boże widzisz, a nie grzmisz!!)… koryfeuszem demokracji w stylu zachodnim. Chłeptanie brukselskich fruktów umożliwiła jemu PEŁO ze Schetyną i TUSSKIEM na czele!!! Hospody pomyłuj…
Nic absolutnie jednak w tym niczego dziwnego, albowiem konstruktorem Okrągłego Stolca był nie kto inny jak sowiecki zbrodniarz, a ponoć polski jenerał Czesiu Kiszczak. Starannie pod publiczkę wyreżyserowany spektakl z udziałem czerwonych i różowych komuchów znamiennie uwiódł społeczność TEGOKRAJU do tego stopnia, że takowych komuszych dinozaurów, jak wspomniany Herr tow. J. Miller, Cimoszko, czy Belka wykreował na stolce premierowskie i to w rzekomo wolnym już państwie. Swoistą wisienką na torcie był wybór i późniejsza reelekcja na najwyższy stolec pewnego filipińczyka o określonych skłonnościach, a bywszego partyjnego karierowicza Olka Kwaśniewskiego. Tenże swoisty elektorat o proweniencji z lat ubiegłych czyli: partyjniaków, mundurowców, donosicieli UB i SB, konformistów żyjących w symbiozie z nadaną przez Sowietów władzą wraz z ich familiami i kochankami obecnie zdecydowanie popiera zlewaczałych neo liberałów spod znaku PEŁO. Dupiarz Czaskowski z babulą i matulą spod znaku UB i SB jest wymownym przykładem takiego zachowania polactwa kojarzonego z oczywistą schizofrenią paranoidalną. Na szczęście polactwo stanowi zdecydowaną mniejszość elektoralną, a dążąc per fas et nefas do zdobycia władzy usilnie poszukuje po stronie zagorzałych komuchów z LSD, czy pogrobowcach Paligłupa wymownych aliantów.
Koniecznym jest przywołać także beneficjantów bywszego ustrojstwa w postaci np. pani sklepowej w sklepie mięsnym. Zażyłość z taką osobą procentowała w obie strony. Także umiejętnie koncesjonowani cinkciarze, taksówkarze czy komisanci i ich rodziny nie narzekali na swój byt, a raczej odwrotnie.
Istnieje takowe powiedzonko: zwycięstwo ma wielu ojców (rzecz jasna sztucznie wykreowanych), a porażka jest wyłącznie sierotą. Wypisz, wymaluj niezwykle adekwatne słowa odnoszące się do takowej łgarskiej, złajdaczonej postaci jaką jest bywszy CZŁEK Z RTĘCI, (którą nieuważnie zagubił) aktualnie CZŁEK Z REKLAMÓWKI, czyli fuhrer PEŁO TUSSEK od początków swojej działalności politycznej bazowaŁ na swoim credo: POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ.
Z umiejscowionego z dnia 09.11.2022 r. na portalu „Niepoprawni” felietonu pt: DONALDA TUSKA ANTIDOTUM NA NIENORMALNOŚĆ warto zacytować:
Nie żebym się czepiał, ale jestem ciekawy, jakim to cudem i gdzie Tusk walczył o Polskę od 1976 roku i nie został internowany 13 grudnia? Ktoś może wyjaśnić?
Wyłącznie chyba piramidalną schizofrenią polityczną.
Czekamy z dalece posuniętą niecierpliwością na odpowiedzi w tej kwestii, z góry jednakże dyskwalifikując informację, że konspirę PINIOKIO DONALDINO spędził w kominie, a nie na zewnątrz komina dokonując jego malunku…
Dla przypomnienia obecnie pomiar łgarstw, kłamstw, bredni i przeinaczeń mierzony jest w Tuskowej skali.
Prawda w oczy kole i dlatego też z taką dalece idącą zaciekłością i mocą jest zwalczana pod czujnym patronatem żydowskiego miliardera G. Sorosa przez wszelkiej maści lewactwo, liberałów, dewiantów i inszych postępaków.
Takie ich działanie absolutnie nie może dziwić, bowiem w tej metodzie zakrzyczania prawdy, jej dezawuowania i snuciu propagandowej dezinformacji pokładają nadzieję na osiągnięcie wyznaczonych sobie wyborczych sukcesów. Nie bez kozery często, gdyż wieloletnie propagandowe działania skutkują kolokwialnie rzecz ujmując zwiotczeniem „mięśni” mózgowych. W konsekwencji zlasowane szare komórki nie potrafią dokonać autentycznej dychotomii; zamiennie destynując ZŁO na pozycję DOBRA i odwrotnie: DOBRO, kwalifikując jako dozgonnie przeklęte, wymagające jak wataha zasadnego dorżnięcia – jako konfigurację ZŁA.
Odnieśmy się w tym miejscu do naszego najbliższego otoczenia zarówno familiarnego, zawodowego, sąsiedzkiego, czy towarzyskiego. Bliższa analiza ich poczynań, zachowań, głoszonych teorii oraz aksjologiczne odniesienia pozwolą nam w miarę ich obiektywne postrzeganie.
Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni.
To z dawien dawna trafne, adekwatne powiedzonko, którego wymowa autentycznie pozwala nam zdefiniować czy oceniana przez nas osoba winna zostać zaliczona do biblijnego kręgu faryzeuszy, czy raczej do tego kręgu jej nie będziemy kwalifikować. Podany wyżej przykład stetryczałego komucha L. Millera jest właśnie klasycznym odniesieniem się do faryzeizmu.
Często obecnie mamy do czynienia z zdumiewającym zachowaniem się osób samych siebie zaliczających do kręgów fideistycznych zwanych kolokwialnie katolami. Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą; to stwierdzenie jak ulał właśnie pasuje do ich rzeczywistych czynów i dokonań pozostających w rażącej sprzeczności z doktrynalnym fideizmem.
Pełnią rolę pożytecznych idiotów wchodząc w alianse z „lefactfem” i neo liberalizmem, a w istocie rzeczy zakamuflowanymi komuszkami o różnym odcieniu.
Wyznawcy lemingizmu i uznający całkowicie bezkrytyczny myślowy prymat fuhrera Tusska (powielenie dogmatu inszego fuhrera) za przejaw prawdy absolutnej usiłują właśnie poprzez m.in. współpracę ze spolegliwymi im katolami skutecznie odsunąć prawicę od decydowania od społeczno-politycznego kierunku jaki elektorat uznał za właściwy do realizacji. Polactwo zostało zaimpregnowane na permanentną negację roli prawicy, mając po prostu swoje mózgi okryte ortalionem oraz klapki na oczach niczym QŃ (nie mylić z Giertychem) umożliwiających jedynie polifemiczny odbiór rzeczywistości.
Ober łgarz, huncwot i po prostu wielki szkodnik interesów RP czyli TUSSEK, gdyby z głupia frant ogłosił się twórcą teorii o sześciościanowym kształcie Ziemi, a taniec tureckich derwiszy za uznawany od teraz taniec w klasycznym wykonaniu – to w istocie rzeczy doznałby daleko idącego poparcia w szeregach swoich wyznawców i zlasowanych akolitów.
Debili, głupoli, naiwniaków wszak nie sieją. Oni sami się rodzą!!!
Szanowni P.T. Czytelnicy zatem mają w tym miejscu zaspokojoną ciekawość odnoszącą się do felietonowego tytułu.
To właśnie tymże rodzajem, aleć uleczalnej choroby oraz symptomem lemingozy dotknięte jest polactwo usiłujące się panoszyć w TYMKRAJU pod egidą PINOKIA DONALDINO.
Powodzenia zatem w tym dziele życzy Fredzio…..
Hę i przypomnienia obecnie pomiar łgarstw, kłamstw, bredni i przeinaczeń mierzony
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
21.11 2022
fot. pixabay
Zostaw komentarz