Wizualnie jest niemal identyczny. Duchowo – trudno powiedzieć. Mogę jedynie podejrzewać, że także.
Jako dziecko byłem introwertykiem, do tego dziwakiem. Nigdy nie pasowałem do grupy, zawsze byłem gdzieś obok. Zbierałem i czytałem książki. Uwielbiałem atlasy geograficzne i historyczne. Poruszały moją wyobraźnię. Oglądając je marzyłem o podróżach, tych dalszych i tych bliższych. Chodziłem nad Olzę, żeby zobaczyć inne państwo. Czasem przekraczałem granicę w towarzystwie Taty. Dzieci same nie mogły. Poza paszportami mieliśmy książeczki walutowe na dowód, że legalnie nabyliśmy korony czechosłowackie. Wtedy poznałem smak bananów.
Dorastałem na górniczym osiedlu, przez jakiś czas jeździłem z górnikami służbowym autobusem na dworzec kolejowy w Zebrzydowicach. Pamiętam, że w autobusie pachniało męskim potem i nierzadko było pite. A czasu było sporo bo autobus z Jastrzębia-Zdroju do Lalik na Żywiecczyźnie jechał dobre dwie godziny. Biletu nie było, płaciło się dwa złote za przejazd do Cieszyna. To był autosan. Byłem w nim ciałem obcym, jedynie tolerowanym.
Kilka lat pracowałem na kąpielisku miejskim jako ratownik, najpierw młodszy, potem wodny (ranga wyżej). Mam za sobą kilkanaście miesięcy życia gapienia się w wodę przez 8-10 godzin. Byłem wtedy taki chudy, wysportowany i miałem bujną czuprynę. Pływałem maratony. Startowałem w kilku na dystansie 10 km przy temperaturze wody ok. 15 stopni. Raz tylko nie dopłynąłem, na 9 kilometrze musieli mnie odłowić i oddać medykom z karetki.
Startowałem w olimpiadach wiedzy o Związku Radzieckim. Ten kraj mnie fascynował. Prenumerowałem Kraj Rad, jedno z niewielu czasopism wydawanych na papierze kredowym. Startowałem, bo lubiłem geografię, lubiłem podróżować myślowo do Azji Środkowej i na Syberię. Prenumerowałem, bo lubiłem sam zapach gazety, a do tego miałem możliwość nawiązania kontaktu korespondencyjnego ze swoimi rówieśnikami z ZSRR.
Dużo pływałem. Kilkanaście kilometrów tygodniowo. Na basenie przy SP-4. To mały basen, 16,5 metra długości, ale dostatecznie duży by nauczyć się szybko pływać, a co najważniejsze robić szybkie nawroty. Na tych nawrotach zawsze wygrywaliśmy na mistrzostwach organizowanych na basenach 25 metrowych. To była nasza tajna broń. Jeszcze po roku od ostatniego treningu, moja skóra pachniała chlorem.
Zbierałem znaczki pocztowe. Kiedyś Tato zapisał mnie do związku filatelistów, z którego nawet nie wiem kiedy mnie wypisano. W swoim klaserze miałem głównie znaczki radzieckie, czechosłowackie i enerdowskie.
Zastanawiam się, ile podobnych doświadczeń ma Marcel. W świecie, który zamyka ludzi w różnego rodzaju „bańkach”, skazując na jednowymiarowość i samotność…
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz