– Szumi, szumi listopad, a ja jestem jeszcze mlad – śpiewa Elio Pisak, a Szarek z Cesią mu wtórują, podrygując w portowej tancbudzie w takt rzewnych rytmów balkano-disco. Miasto Fażana, gdzie bawimy, co wieczór zaprasza na tańce i poi gości domaczim winem, więc Szarki hulają ile się da i piją do dna.

Z rana zwiedzamy, w nocy hulamy. Wczoraj zagnało nas na sam czubek Istrii do górskiego miasteczka Grisignana, gdzie diabeł mówi dobranoc. W przewodniku napisali, że to miasto trufli i artystów, ale na miejscu nie znalezlismy ani artystów, ani psa z kulawa nogą, a jedyny czynny sklepik z truflami oferował istryjskie specjały po paskarskich cenach. Za dwa surowe grzybki wielkości naszych pieczarek, sprzedawca winszował sobie 40 euro, za oliwę na truflach sprzedawaną w buteleczkach o pojemności kropli do nosa chciał 25 euro, a za tabliczkę grzybkowej czekolady 10! Odpuściliśmy sobie truflowe zakupy,a jako nagroda pocieszenia musiała nam wystarczyć tutka aromatyzowanych truflami czipsów i piękne widoki.

Aby nie wracać do z podkulonymi ogonami, postanowiliśmy zaliczyć po drodze zachód słońca nad zatoką w Rowini. Zachód był za darmo, ale kolacja, którą zafundowaliśmy sobie w mieście św. Eufemii – już nie – 130 euro, plasnęło, jak w pysk strzelił, a do tego napiwek!

Po powrocie do Fażany zrobiliśmy remanent i postanowiliśmy przystopować z wydatkami. Odwołaliśmy rezerwacje na bal w weneckim Palace Ducale, i zredukowaliśmy zamówienia na domowe: wina, grappę i maslinę, które zamówiliśmy u naszego gospodarza Milejki.

Zaś Sylwestra przetańczymy w fażańskiej tanc-budzie, pląsając i śpiewając z Elio Pisakiem i jego kapelą:
– Szumi, szumi listopad, a ja jeszcze jestem mlad!

Czego w Nowym Roku życzą Wam Cesia z Markiem i kompanią!

Autor: Marek Szarek