Smród, który zna każdy mieszkaniec Lanckorony, to nie metafora — to realna mieszanka pleśni, bakterii i toksycznych substancji chemicznych, którą uczniowie i nauczyciele lokalnej szkoły podstawowej wdychali przez lata. Wyniki przeprowadzonych badań są alarmujące. Reakcja władz? Brak. Ktoś za to odpowiada — i to nie tylko przed wyborcami, ale przede wszystkim przed własnym sumieniem.
„Zapach dzieciństwa”? Witaj w szkole grozy
Ubrania przesiąknięte zapachem, którego nie da się wyprać. Drażniący, stęchły odór unoszący się w korytarzach i klasach. Taka była codzienność uczniów i pracowników Szkoły Podstawowej w Lanckoronie. Przez lata.
Dla mieszkańców to żadna nowość — zapach ten zna każdy, kto choć raz przekroczył próg szkolnego budynku. A ci, którzy nie mieli tej wątpliwej przyjemności, mogli go poczuć podczas pierwszych dni remontu, gdy fetor unosił się nad ulicami Lanckorony jak natrętna, niewidzialna chmura.
Grzyby, bakterie, a potem? Głucha cisza
Kilka lat temu w budynku szkoły przeprowadzono badanie powietrza. Oficjalnie: „Badania liczebności zarodników grzybów mikroskopowych w powietrzu”. Nieoficjalnie: wyrok.
Wyniki:
48 kolonii pleśniowych
86 kolonii bakteryjnych
Ocena? Średnie zanieczyszczenie powietrza. Co to oznacza? Idealne warunki do rozwoju alergii, chorób układu oddechowego i ogólnego pogorszenia stanu zdrowia u dzieci i dorosłych.
Zalecenie było jednoznaczne: powtórzyć badanie po sześciu miesiącach i podjąć dalsze działania. Zrealizowano je? Nie. Nie zrobiono nic.
Cztery lata później: badanie, ale nie tego, co trzeba
Zamiast monitorować obecność zarodników pleśni i bakterii, cztery lata później zlecono inne badanie — identyfikację substancji chemicznych w trzech wybranych pomieszczeniach szkoły.
Wyniki ponownie okazały się niepokojące.
Wykryte związki:
Formaldehyd — uznany czynnik rakotwórczy
Naftalen — toksyczny związek aromatyczny
1-chloronaftalen — substancja, która, jak cytuje raport:
„W przypadku dzieci może mieć negatywne skutki w postaci pogorszenia się stanu zdrowia (reakcje alergiczne, schorzenia układu oddechowego, infekcje itd.)”
To wciąż ten sam budynek. Ta sama szkoła. A mimo to przez lata zapewniano rodziców, że ich dzieci są w pełni bezpieczne.
Kto ponosi odpowiedzialność?
1. Kto zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą?
2. Kto nie zareagował na wyniki pierwszych badań?
3. Kto zignorował zalecenia dotyczące powtórnej kontroli?
4. Kto przez lata pozwalał, by dzieci oddychały powietrzem, które bardziej pasowałoby do laboratorium chemicznego niż do szkolnej klasy?
Nazwiska znajdują się w dokumentach.
Odpowiedzialność? Rozmyta — jak powietrze w klasach: cuchnące i zanieczyszczone.
Remont to nie koniec
Obecny wójt, po przejęciu urzędu i uzyskaniu środków zewnętrznych, podjął decyzję o gruntownym remoncie placówki. Cytując jego słowa, wypowiedziane na tle zniszczonego budynku:
„Nie ma miejsca na żadne kompromisy.”
Dobrze. Ale te słowa muszą znaczyć więcej niż tylko deklarację wygłoszoną do kamery.
Bo zdrowie dzieci to nie temat do politycznych rozgrywek ani PR-owej gry. To absolutna podstawa. Tymczasem Lanckorona — zamiast być miejscem, gdzie „oddycha się historią” — przez lata była miejscem, gdzie oddychało się zanieczyszczeniem.
Pytania, które muszą paść
1. Czy zostaną opublikowane pełne wyniki badań powietrza?
2. Czy ktoś poniesie odpowiedzialność za zaniechania?
3. Czy planuje się bieżący monitoring jakości powietrza po zakończeniu remontu?
4. Czy rodzice otrzymają realne gwarancje bezpieczeństwa dla swoich dzieci?
Jeśli nie — istnieje ryzyko, że ten „remont” będzie jedynie kolejną warstwą tynku na problemie, który dawno już przestał być wyłącznie techniczny. Stał się moralny.

Skany raportu za Gazetą Krakowską

[cdn.]
Zostaw komentarz