Na przełomie 1945 i 1946 roku przez południowo-wschodnią Polskę oraz wschodnią Słowację przemieszczała się niewielka grupa kurierów OUN-UPA, realizujących wyjątkowo ważne zadanie o znaczeniu politycznym i propagandowym. Przenosili oni poufną pocztę z Ukrainy na Zachód, przeznaczoną m.in. dla Stepana Bandery w Monachium oraz dla ukraińskiego biskupa grekokatolickiego Iwana Buczki, przebywającego w Watykanie. Dokumenty te powstały pod koniec 1945 roku: duchowni grekokatoliccy związani z kapitułą lwowską opracowali raport dotyczący sytuacji Cerkwi grekokatolickiej na Ukrainie, natomiast Roman Szuchewycz przygotował analogiczny raport o stanie i potrzebach UPA. Oba pakiety powierzono Teodorowi-Jarosławowi Morozowi „Sławce” – byłemu SS-manowi dywizji SS „Galizien”, wieloletniemu kurierowi banderowskiemu i jednemu z koordynatorów kontaktów OUN z grekokatolickimi strukturami kościelnymi.
1 stycznia 1946 roku Moroz przekroczył granicę i dotarł do Wetliny. Sytuacja na pograniczu była jednak wyjątkowo napięta. Po masowych mordach dokonanych przez OUN-UPA na słowackich Żydach w Kolbasovie i Uliczu w nocy z 6 na 7 grudnia 1945 roku słowackie wsie przygraniczne zostały silnie obsadzone przez wojsko, które aktywnie poszukiwało sprawców. W tych warunkach planowane przejście granicy na południe stwarzało poważne ryzyko dekonspiracji kurierów oraz utraty przewożonej poczty. Z tego powodu zdecydowano się na zmianę trasy i skierowanie przemarszu bardziej na zachód, w rejon Cisnej.
Trasa musiała być pewna. W Cisnej znajdował się jedyny we wschodniej części Bieszczadów posterunek Milicji Obywatelskiej, którego obecność mogła uniemożliwić bezpieczne przejście kurierów wykonujących tak istotne zadanie. Może dlatego podjęto decyzję o likwidacji posterunku . W nocy z 11 na 12 stycznia 1946 roku oddziały UPA zaatakowały posterunek MO. Atak ten zbiegł się w czasie z planowanym przejściem kurierów i mógł mieć bezpośredni związek z koniecznością zabezpieczenia ich misji. Choć militarnie akcja nie zakończyła się zdobyciem posterunku, miała ona wymierny skutek operacyjny – następnego dnia, wobec braku amunicji, milicjanci wycofali się do Baligrodu, a teren został faktycznie „oczyszczony” z ludzi którzy mogli by w razie patrolu zagrozić kurierom.
Jednocześnie w czasie ataku i bezpośrednio po nim doszło do potwornych zbrodni na ludności cywilnej. Zamordowano pięcioro dzieci, cztery kobiety i czterech mężczyzn – ludzi całkowicie bezbronnych. Zbrodnie te miały charakter terrorystyczny i były elementem zastraszania.
Po opuszczeniu Cisnej kurierzy ruszyli dalej przez Liszną i Strzebowiska w kierunku granicy czechosłowackiej. Wypytywali miejscowych o drogę do słowackich Telepoviec, a następnie, korzystając z pomocy przewodników, dotarli pod granicę, którą przekroczyli nocą, omijając patrole. W kolejnych dniach przemieszczali się przez wsie Čukalovce, Hostovce i Nižną Jablonkę, korzystając z furmanek i pieszych marszów. Płacili pieniędzmi pochodzącymi najprawdopodobniej z rabunków dokonanych wcześniej na słowackich Żydach, a żywili się zrabowanymi konserwami UNRRA. Część broni i mundurów zdeponowali u grekokatolickich księży po słowackiej stronie granicy, zachowując jedynie pistolety oraz skórzaną teczkę i walizkę z dokumentami.
Z Humennego kurierzy udali się pociągiem do Pragi, stosując środki konspiracyjne, a następnie Moroz dotarł 26 stycznia 1946 roku do Monachium, gdzie przekazał dokumenty Stepanowi Banderze. Równolegle raporty cerkiewne trafiły do Iwana Buczki w Watykanie. Dokumenty dotarły do adresatów bezpiecznie, mimo że droga, którą przebyły, była naznaczona przemocą, śmiercią i potwornymi zbrodniami.
Wśród kurierów znajdował się Wołodymyr Jurkewycz – były SS-man dywizji „Galizien”, uczestnik zbrodni na słowackich Żydach, który po wojnie zrobił karierę jako muzyk bandurzysta w Stanach Zjednoczonych. Zmarł w 1985 roku w Nowym Jorku jako szanowany obywatel USA, nigdy niepociągnięty do odpowiedzialności. Historia tej trasy pokazuje, że atak na Cisną mógł stanowić element szerszej operacji w której priorytetem było bezpieczeństwo jednej z najważniejszych misji kurierskich OUN-UPA w pierwszych miesiącach po zakończeniu II wojny światowej – nawet za cenę potwornych zbrodni na niewinnych ludziach.
Autor: Jędruś Ciupaga

Zostaw komentarz