Tomek nie ma w sobie nic Jezusa. Nie był nigdy ani pokorny, ani miłosierny. Jako dziennikarz był zadziorny i bezczelny. Przy tym dobry. Oberwało mu się za rzekomy mobbing w #Newsweek. Piszę celowo rzekomy bo poza anonimowymi donosami niewiele wiadomo na czym miałby on polegać.. Samo słowo #mobbing niesie już tak duży negatywny ładunek emocjonalny, że na wszelki wypadek trzeba go było „ukrzyżować”. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku.

Zaraz po ukazaniu się artykułu o kulisach zwolnienia Lisa, zaczęła się medialna nagonka na byłego już redaktora naczelnego tygodnika. Nie była to dyskusja, ale bardziej karczemna pyskówka kiedy to jej podchmieleni uczestnicy, przekrzykując się nawzajem, próbują sobie i innym coś udowodnić. Na podstawie szczątkowych i anonimowych wyznań pracowników redakcji już wyrobili sobie opinię o lisiej naturze byłego naczelnego. Na pozór taki miły, kulturalny, a w istocie, tyran i despota. Ci sami, którzy pieli z zachwytu nad jego talentem teraz do ręki wzięli błoto by go obrzucić. A wszystko pod pozorem troski o godność i prawa pracownicze choć nie bardzo wiedzieli jak owe zostały naruszone. I czy w ogóle. Ale jak mówi staropolskie przysłowie, dla dobrego towarzystwa Cygan dał się powiesić. Tak samo uczyniła ta rzesza Katonów z Bożej łaski. Skoro poszedł sygnał by Lisa udupić i upokorzyć to nie wolno się z tego chóru wyłamywać. Odsądzić od czci i wiary. Skazać na cywilną śmierć przez ukrzyżowanie słowem. Niektórzy, niejako przy okazji, dowartościowali się bo cytowały ich media. Dzięki „przypadkowi Lisa” mieli okazję podleczyć swoje kompleksy i frustracje.

Domniemanie niewinności

Nie wiem czy Lis zawinił czy nie. A jeśli tak, to na czym polegał mobbing wobec redaktorów Newsweeka. To ma zbadać Głowna Inspekcja Pracy. Anonimowym zaś donosom z zasady wiary nie daję. Często więcej one mówią o ich nadawcach jak o adresacie. Do momentu dopóki zewnętrzna kontrola nie udowodni mu naruszenia praw pracowniczych czyli mobbingu, ma prawo do korzystania z domniemania niewinności, które inni muszą respektować. Przede wszystkim, dziennikarze. Zwłaszcza ci, którzy już, na prawo i lewo, ferowali wyroki. I bynajmniej nie jest to ich przywilej, ale #obowiązek. I to nie tylko w tej sprawie.

Moje relacje z Tomkiem układały się różnie. Kwadratowo i podłużnie. Nie należałem i nie należę do grona jego przyjaciół. Uznałem jednak, może właśnie dlatego, powinienem zamieścić na FB ten krótki tekst. Zawsze bowiem będę stał po stronie tych, których – jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu – skazano na infamię.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl