Wolność słowa nie może kończyć się tam, gdzie zaczynają się interesy dewelopera. Sąd Okręgowy w Lublinie 13 października 2026 roku uniewinnił Andrzeja Filipowicza, społecznika i dziennikarza zaangażowanego w obronę Górek Czechowskich, od zarzutu zniesławienia spółki TBV Investment. To ważny sygnał dla wszystkich, którzy zadają niewygodne pytania w sprawach publicznych.

Kiedy obywatel krytykuje, a kiedy popełnia przestępstwo? To pytanie znalazło się w centrum sporu, który dotyczy nie tylko Górek Czechowskich, ale również granic debaty publicznej i prawa do wyrażania krytycznych opinii.

Jak poinformował Andrzej Filipowicz we wpisie opublikowanym 13 października, Sąd Okręgowy w Lublinie zmienił wyrok Sądu Rejonowego Lublin-Zachód i go uniewinnił. Sprawa toczyła się pod sygnaturą V Ka 673/26, a w pierwszej instancji była zarejestrowana jako IX K 1002/24.

„Apelacja oskarżonego była w pełni zasadna” – przytoczył Filipowicz słowa, które miał usłyszeć podczas ogłaszania wyroku.

To zasadnicza zmiana wobec rozstrzygnięcia pierwszej instancji. W czerwcu 2026 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód warunkowo umorzył postępowanie dotyczące zarzutu zniesławienia spółki TBV Investment. Orzeczenie dotyczyło internetowych publikacji i wypowiedzi odnoszących się do działalności przedsiębiorstwa w kontekście Górek Czechowskich. Według relacji „Dziennika Wschodniego” pierwsza instancja uznała wówczas, że doszło do pomówienia spółki. (Źródło: Dziennik Wschodni, 25 czerwca 2026 r.)

Teraz – według relacji oskarżonego – sąd odwoławczy przyjął odmienną ocenę.

Górki Czechowskie. Spór o ziemię, przyrodę i prawo mieszkańców do głosu

Żeby zrozumieć wagę tego rozstrzygnięcia, trzeba przypomnieć, o co od lat toczy się walka w Lublinie.

Górki Czechowskie to rozległy teren dawnego poligonu, który stał się jednym z najbardziej konfliktowych punktów lokalnej polityki przestrzennej. Z jednej strony znajduje się właściciel terenu – spółka TBV Investment – oraz koncepcje jego zagospodarowania. Z drugiej są mieszkańcy i społecznicy, którzy od lat podnoszą argumenty dotyczące ochrony przyrody, zachowania terenów zielonych, przejrzystości decyzji samorządowych i wpływu zabudowy na jakość życia w mieście.

Konflikt nie ogranicza się do tego, czy na określonym obszarze powinny powstać budynki. Dotyczy również tego, jak podejmowane są decyzje o przestrzeni wspólnej, jakie zobowiązania przyjmują inwestorzy i czy mieszkańcy mają realną możliwość kontrolowania działań władz.

Spór wszedł na kolejny etap w 2025 roku, kiedy Rada Miasta Lublin przyjęła zintegrowany plan inwestycyjny dla Górek Czechowskich. Przewidywał on zabudowę części obszaru, a pozostałą część przeznaczał między innymi na park naturalistyczny. Przeciwnicy przyjętych rozwiązań zakwestionowali je prawnie. W kwietniu 2026 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny zawiesił postępowanie i zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o pomoc w rozstrzygnięciu kwestii prawnych. (Źródło: „Kurier Lubelski”, 15 kwietnia 2026 r.)

To właśnie w takim kontekście należy postrzegać aktywność osób, które publicznie zabierają głos w sprawie Górek. Nie jest to prywatna kłótnia dwóch osób. To konflikt o sposób zarządzania przestrzenią miejską, interes społeczny i prawo mieszkańców do kontrolowania decyzji dotyczących ich otoczenia.

„Nie występowałem przeciwko przedsiębiorcy jako konkurent”

Andrzej Filipowicz od początku przedstawiał swoją działalność jako zaangażowanie obywatelskie, a nie walkę konkurencyjną z przedsiębiorstwem.

W swoim wpisie napisał:

„Nie występowałem przeciwko przedsiębiorcy jako konkurent, lecz jako mieszkaniec i społecznik, który ma prawo oceniać decyzje dotyczące wspólnego dobra”.

To zdanie trafia w samo sedno problemu. W demokratycznym państwie prawnym przedsiębiorca ma prawo do ochrony dobrego imienia. Nie oznacza to jednak, że jego działalność w sprawach budzących zainteresowanie społeczne powinna być wyłączona spod krytyki.

Wolność słowa nie daje prawa do bezkarnego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Nie można jednak stawiać znaku równości między twierdzeniem o konkretnym fakcie a oceną, opinią czy ostrą polemiką. Ich charakter, kontekst i podstawa wymagają odrębnej analizy.

Właśnie na tę różnicę – jak relacjonuje Filipowicz – zwrócił uwagę sąd odwoławczy.

Według jego wpisu sąd podkreślił, że wypowiedzi należy oceniać w kontekście całej debaty publicznej, a nie wyrywać pojedyncze zdania z szerszej wypowiedzi. Miał również wskazać, że celem oskarżonego była ochrona interesów społeczności lokalnej, a nie szkodzenie deweloperowi.

Jeżeli te motywy zostaną potwierdzone w pisemnym uzasadnieniu, będą istotnym punktem odniesienia dla dyskusji o odpowiedzialności za wypowiedzi dotyczące spraw publicznych.

Prawo nie może stać się kneblem

Sprawy z art. 212 Kodeksu karnego, dotyczącego zniesławienia, od lat wywołują dyskusję o granicach odpowiedzialności karnej za słowo. Szczególne kontrowersje budzą sytuacje, w których zarzuty kierowane są przeciwko dziennikarzom, aktywistom i obywatelom zabierającym głos w sporach dotyczących środowiska, samorządu czy interesu publicznego.

Problem jest poważny. Nawet jeśli ostatecznie oskarżony zostaje uniewinniony, samo wielomiesięczne postępowanie może oznaczać koszty finansowe, stres, utratę czasu i konieczność podporządkowania życia obronie przed zarzutami.

Takie postępowania mogą również wywoływać efekt mrożący. Inni obywatele, obserwując konsekwencje publicznej krytyki, mogą uznać, że bezpieczniej będzie milczeć.

A przecież demokracja nie polega na tym, że wolno wypowiadać się wyłącznie wtedy, gdy nikogo to nie drażni. Jej istotą jest także możliwość kwestionowania decyzji władzy, poddawania kontroli działań podmiotów gospodarczych i domagania się wyjaśnień w sprawach dotyczących wspólnoty.

Sąd nie powinien być narzędziem do zamykania ust krytykom. Ma rozstrzygać, czy doszło do naruszenia prawa, z poszanowaniem wolności słowa i prawa do rzetelnej oceny dowodów.

Nie oznacza to przyznania komukolwiek prawa do zniesławiania. Oznacza natomiast, że granic odpowiedzialności nie wolno wyznaczać tak, aby uzasadniona krytyka spraw publicznych stawała się ryzykiem, którego rozsądny obywatel woli unikać.

Konwencja z Aarhus i prawo do obywatelskiego zaangażowania

Filipowicz wskazuje również, że sąd odwołał się do Konwencji z Aarhus, która ma szczególne znaczenie dla dostępu do informacji o środowisku, udziału społeczeństwa w podejmowaniu decyzji dotyczących środowiska oraz dostępu do wymiaru sprawiedliwości w tych sprawach.

To ważny kontekst. Kwestie zagospodarowania terenów zielonych, ochrony przyrody i planowania przestrzennego nie powinny być przedmiotem dyskusji prowadzonej wyłącznie w gabinetach urzędników i salach zarządów spółek.

Obywatele muszą mieć możliwość poznawania dokumentów, zabierania głosu, kwestionowania decyzji i przedstawiania własnych ocen. W przeciwnym razie udział społeczeństwa w sprawach środowiskowych pozostanie jedynie formalnością.

Konwencja z Aarhus nie daje oczywiście immunitetu od odpowiedzialności za każdą publiczną wypowiedź. Wzmacnia jednak znaczenie jawności, uczestnictwa obywateli i skutecznej ochrony praw w sprawach dotyczących środowiska.

Dlatego jej przywołanie w sprawie związanej z Górkami Czechowskimi może mieć znaczenie wykraczające poza osobistą sytuację Andrzeja Filipowicza.

Czy to wyrok przeciwko SLAPP?

W debacie publicznej coraz częściej pojawia się pojęcie SLAPP – strategicznych działań prawnych podejmowanych w celu zniechęcenia do udziału w debacie publicznej. Chodzi o sytuacje, w których postępowanie prawne może służyć nie tylko ochronie uzasadnionych praw, ale również wywieraniu presji na osoby ujawniające problemy lub krytykujące działania podmiotów dysponujących większymi zasobami.

Nie każde prywatne oskarżenie o zniesławienie jest SLAPP. Takiej kwalifikacji nie należy przyjmować automatycznie, bez analizy okoliczności sprawy. Jednak właśnie w sprawach dotyczących aktywistów, dziennikarzy i sporów o interes publiczny trzeba szczególnie uważnie badać, czy ryzyko prawne nie prowadzi do ograniczania obywatelskiej aktywności.

W przypadku Filipowicza najważniejszy jest na tym etapie sam rezultat postępowania odwoławczego oraz argumentacja sądu przedstawiona w relacji oskarżonego. To one powinny stać się przedmiotem rzeczowej analizy.

Jeżeli uzasadnienie potwierdzi, że sąd położył nacisk na kontekst debaty, rozróżnienie faktów i ocen oraz obywatelski charakter aktywności oskarżonego, orzeczenie może stać się istotnym argumentem w dyskusji o ochronie społeczników przed nieproporcjonalną presją prawną.

„Górki Czechowskie nie są wyłącznie sprawą dewelopera i urzędników”

Najbardziej wymowne są słowa, którymi Filipowicz podsumował swoją relację z wyroku:

„Górki Czechowskie nie są wyłącznie sprawą dewelopera i urzędników. Są sprawą mieszkańców Lublina”.

To nie tylko hasło lokalnego sporu. To przypomnienie fundamentalnej zasady: miasto należy do mieszkańców, a decyzje dotyczące jego przyszłości powinny podlegać publicznej dyskusji i kontroli.

Można nie zgadzać się z konkretnym aktywistą. Można kwestionować jego argumenty, przedstawiać odmienne dane i domagać się sprostowania nieprawdziwych twierdzeń. Właśnie temu służy otwarta debata.

Nie można natomiast oczekiwać, że obywatele będą biernie przyglądać się sprawom publicznym tylko dlatego, że ich głos może być niewygodny dla silniejszego uczestnika sporu.

Ważny sygnał dla dziennikarzy i społeczników

Andrzej Filipowicz napisał, że nie odzyska czasu, energii i zdrowia poświęconych na obronę przed oskarżeniem. Trudno przejść obok tych słów obojętnie. Nawet korzystne rozstrzygnięcie nie cofa ciężaru postępowania.

Jednocześnie podkreślił:

„A mieszkańcy mają prawo pytać, oceniać, krytykować i uczestniczyć w debacie publicznej”.

W tym zdaniu zawiera się istota całej sprawy.

Wyrok uniewinniający, o ile jego treść odpowiada relacji oskarżonego, jest ważnym sygnałem dla osób, które angażują się w ochronę środowiska, kontrolują działania samorządów i opisują konflikty wokół inwestycji. Pokazuje, jak istotne jest ocenianie wypowiedzi w pełnym kontekście i odróżnianie krytycznych ocen od twierdzeń o faktach.

Nie oznacza to, że od tej pory każda ostra wypowiedź będzie chroniona przed odpowiedzialnością. Oznacza jednak, że wolność słowa nie może być traktowana jak przywilej udzielany tylko tym, którzy nie naruszają niczyjego komfortu.

Bo jeśli obywatel ma obawiać się sądu za każde krytyczne pytanie dotyczące spraw publicznych, demokracja staje się pustą deklaracją.

Dzisiaj sprawa dotyczy Andrzeja Filipowicza i Górek Czechowskich. Jutro może dotyczyć dziennikarza opisującego nieprawidłowości, mieszkańca protestującego przeciwko inwestycji albo społeczników domagających się ochrony wspólnego dobra.

Dlatego wolność słowa trzeba chronić nie tylko wtedy, gdy wypowiadane opinie są nam bliskie. Trzeba jej bronić szczególnie wtedy, gdy krytyka jest niewygodna dla silnych podmiotów.

Pressmania.pl będzie przypominać, że prawo do krytyki, zadawania pytań i udziału w debacie publicznej jest fundamentem demokratycznego państwa. Bez niego pozostaje tylko milczenie.

Kulisy sprawy: https://skroc.pl/sprawa_II_tbv_investment

#WolnośćSłowa #GórkiCzechowskie #AndrzejFilipowicz #Lublin #SLAPP #Art212 #PrawoDoKrytyki #Dziennikarstwo #Społecznicy #Pressmania