Donald Trump najpierw przegrał wybory, potem przegrał przed wszystkimi możliwymi sądami a jego wnioski odrzucali nawet wspierający Republikanów sędziowie, następnie usiłował zmusić będącego Republikaninem Sekretarza Stanu stanu Georgia do sfałszowania wyborów, a gdy nawet to się mu nie udało próbował wymóc faktyczne przeprowadzenie zamachu stanu na swoim własnym wiceprezydencie. Gdy i ten mu odmówił wyprowadził podnieconych jego bredniami o sfałszowaniu wyborów zwolenników i doszło do rzeczy zupełnie bezprecedensowej czyli zajęcia Kongresu przez tłum. Na szczęście przeciwko Trumpowi są nie tylko jego polityczni przeciwnicy, ale nawet jego własny wiceprezydent oraz większość członków Izby Reprezentantów oraz Senatu z jego własnej partii.

Donald Trump zaś na koniec prezydentury udowadnia tym samym to, co mówili o nim jego wrogowie, a następnie kolejni ludzie z jego własnego otoczenia. To mianowicie, że jest w istocie moralnym i politycznym degeneratem i zwyczajnym kłamcą.

Trump nie jest już tylko prezydentem, który przegrał wybory, ale jest, jak chyba nikt przed nim, politycznym bankrutem. Sądzę, ze nawet Richard Nixon w chwili składania dymisji cieszył się większym szacunkiem niż Donald Trump. Nixon skądinąd z czasem zdołał w znacznym stopniu się zrehabilitować w oczach większości opinii publicznej i był szanowanym człowiekiem. Trumpa nic takiego nie czeka.

Nie wykluczałbym również i takiego scenariusza, że Donald Trump nie dotrwa do końca swojej kadencji i zostanie usunięty z urzędu (przez Kongres lub gabinet bo i ta druga możliwość istnieje), albo zostanie zmuszony do dymisji. Dla amerykańskiej demokracji byłoby to bardzo dobre. (czytaj więcej)

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)