Przez ponad 25 lat słyszałem jedno zdanie: „daj spokój, on jest nietykalny”. W tym czasie dziennikarze próbowali zdobyć dokumenty o jego służbie w Milicji Obywatelskiej – bez skutku. IPN, UOP, ABW, politycy rzucający mimochodem teksty o „tajnym współpracowniku” – wszędzie cisza.

W zeszłym tygodniu po raz pierwszy zajrzałem do teczki personalnej Krzysztofa Rutkowskiego, milicjanta ZOMO z początku lat 80. Tej samej teczki, która przez 41 lat leżała w archiwum Komendy Stołecznej Policji. To, co tam zapisano, nijak nie pasuje do legendy „superdetektywa skuteczniejszego od policji”.

Specjalna komisja uznała go za nieprzydatnego. W oficjalnej opinii: niski poziom wiedzy zawodowej, brak efektów operacyjnych, chaos, brak systematyczności, ciągłe spóźnienia, niedbałość, nieterminowość i postępowanie dyscyplinarne po awanturze z taksówkarzem w stanie nietrzeźwym. Dwa razy pojawia się jedno słowo: „nieprzydatność”.

W nowym odcinku „Bez Maski” pokazuję wam te dokumenty, czytam je na głos i zderzam z historią człowieka, który przez lata sprzedawał Polsce obraz twardego specjalisty od porwań, skradzionych samochodów i „skuteczności” większej niż ta, którą rzekomo miała policja.

Niedawno w rozmowie z dzienikarzem wypalił do niego, że jest szmatą i łachudrą dziennikarstwa. Czemu? Bo zapytał go czy oszukał ponad 200 klientów.

Pytanie, które stawiam, jest proste: czy problemem naprawdę jest dziennikarz, który o to pyta? Czy raczej legenda, która przez lata była większa niż fakty?

#KrzysztofRutkowski #ZOMO #MilicjaObywatelska #BezMaski #PiotrKrysiak #DziennikarstwoŚledcze #TrueCrimePolska #Dokumenty #Archiwum #PRL