Na początku wymienię tę, która z pozoru wydaje się być nieoczywistą. Jest nią rzekome znużenie wojną społeczeństwa państwa rosyjskiego i braki w sklepach towarów, do których ono się przyzwyczaiło. Czegoś takiego nie ma. Jak udowodniła to w artykule na der Onet Karolina Walczowska sankcje na Rosję po prostu nie działają. Pisałem o tym już dawno przy okazji wielkich towarów – surowców – choćby ropy naftowej i dostaw broni do Rosji przez kraje BRICS-u i Iran, Turcję czy nawet Koreę Północną. Nie podnosiłem kwestii artykułów spożywczych, bo wydawała mi się to mniej ważne strategicznie – technologicznie. I to był mój błąd. Bo faktycznie wojna mogła „zmęczyć” bogatszą część społeczeństwa Rosji (tzw. klasę średnią) i ewentualnie „wymóc” na niej próbę sprzeniewierzenia się władzy Putina. Trudno powiedzieć czy strach przed możliwymi represjami, czy zadurzenie się w jego propagandzie i ideologii (takiej np. jaka była przypadłością polskiej inteligencji zadurzonej w komunizmie w czasach „ludowej’ Polski), czy też jednak dostęp do tych artykułów „wyższej” potrzeby konsumpcyjnej, jednak buntów przeciw Putinowi nie ma. A może działa tu też jednak skuteczność współczesnej putinowskiej „opryczniny”, która w zarodku dusi wszelkie przejawy buntu.
Społeczeństwo rosyjskie nie cierpi na brak towarów w sklepach. Jak podaje właśnie Karolina Wilczowska, która zrobiła rekonesans po domach towarowych w Moskwie, są tam nawet pierniczki z Polski, cukierki z Niemiec, Francji, Belgii i Danii, niby szampany z Włoch, likiery z Irlandii, litewskie i czeskie czekolady. Część z nich można kupić w sklepach sieci „Auchan”. Ciekawa sprawa, że wiele z nich zawiera informację w języku polskim, gdzie zostały wyprodukowane.
Druga przyczyna to także rzekoma drożyzna – o czym mają świadczyć ceny towarów na bazarach w Moskwie. Także Karolina Wilczwska podaje, że na bazarach w Moskwie przed świętem Nowego Roku, pamiętajmy że Moskwa to miasto zdesakralizowane nie tylko przez komunizm, ale dość szybko postępujące w niej konsumpcjonizm i wygodnictwo życiowe (w Polsce też jak najbardziej widoczne, choćby po frekwencji wiernych na nabożeństwach w kościołach wadowickich – bez pielgrzymów, turystów i rodzin odwiedzających wadowiczan, byłyby niemal puste nawet w Święta Bożego Narodzenia) i dlatego tam ważniejszy jest Nowy Rok niż nawet prawosławne Boże Narodzenie, centy towarów miały być strasznie wysokie. A tu co okazuje się, że ceny jajek są nawet niższe niż na bazarze w Wadowicach: w Moskwie za 30 jajek płaci się ok. 20 zł, w Wadowicach ok. 30. Podobnie kształtują się ceny innych towarów. I jeszcze jedna ważna kwestia – ludzie mniej zamożni i tu i tam korzystają z dyskontów, a na bazary chodzą co najmniej średnio zamożni.
O innych przyczynach długiego trwania wojny na Ukrainie w kolejnym odcinku.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Co do wsparcia krajów Brics to z całego grona realne „wsparcie” udzielił tylko Iran z czego kazał sobie za nie srogo zapłacić. Bo wymiana rosyjskich najnowszych samolotów Su 35 na tysiące prymitywnych dronów z Iranu, zdecydowanie opłaca się bardziej temu drugiemu. Wsparcie Korei Północnej jest znaczące ale również nie tanie, oraz budzące spore zastrzeżenia co do jakości dostarczanego sprzętu, zwłaszcza amunicji. Dodatkowo taki sojusz zantagonizował względem Rosji – Kore Południową, która wypowiedziała umowę na budowę dla Rosji floty gazowców, tak potrzebnych teraz gazpromowi. Rosyjskie próby przerzucenia eksportu surowców z Europy do Azji, również nie idą dobrze, po pierwsze braki w infrastrukturze powodują że eksport takich samych wolumenów jak do Europy są niemożliwe do zrealizowania, dwa kraje Azji a zawłaszcza Chiny i Indię dobrze wiedzą że to Rosja musi sprzedać a nie oni kupić co oczywiście ma odbicie w cenie.
Reasumując, zgadzam się z autorem że wojna potrwa jeszcze długo, ale jedno jest pewne, Rosja wyjdzie z niej znacznie słabsza niż gdy do niej wchodziła.