W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba protestów wyborczych w Polsce znacząco się wahała – od kilkudziesięciu do nawet kilkudziesięciu tysięcy. Choć protesty są ważnym elementem kontroli procesu wyborczego, statystyki pokazują, że rzeczywiste błędy mające wpływ na wynik głosowania są niezwykle rzadkie.
W wyborach w Polsce od 2014 do 2025 roku liczba zgłoszonych protestów wyborczych znacząco się różniła w zależności od rodzaju wyborów i sytuacji politycznej. W wyborach samorządowych w 2014 roku zgłoszono około 2000 protestów, w wyborach prezydenckich w 2015 roku – 58, a w 2020 roku aż 5847, z czego większość dotyczyła nieprawidłowości w działalności mediów publicznych. W 2025 roku liczba zgłoszeń mogła sięgnąć nawet 54 tysięcy, jednak zdecydowana większość z nich miała charakter skoordynowany i powtarzalny – tzw. „giertychówki” – i nie wskazywała na realne błędy w liczeniu głosów. Statystycznie rzecz biorąc, liczba protestów rzeczywiście uznanych za zasadne przez Sąd Najwyższy była niezwykle niska – np. w 2020 roku tylko 3 protesty zostały uznane, co stanowiło zaledwie 0,07% całości. W skali kraju, przy około 30–32 tysiącach komisji wyborczych, przekłada się to na zaledwie promilowy odsetek realnych błędów. Statystyka wskazuje, że naturalnie występujące pomyłki mogą objąć 1–2% komisji, ale tylko ułamek z nich może mieć jakiekolwiek znaczenie dla wyniku wyborów. Możliwość, by skala błędów lub fałszerstw miała wpływ na ogólnokrajowy rezultat, jest według dotychczasowych danych znikoma i niepotwierdzona w orzecznictwie SN.
Zostaw komentarz