Byłem. Moje wrażenia?
Myślę, że film wymyka się jednoznacznym ocenom. Jest raczej opowieścią o kondycji ludzkiej niż o polityce, ale polityki w tym filmie nie brakuje, przez co przekaz traci na uniwersalności.
Agnieszka Holland nadaje uchodźcom (lewicowiec tu powie: „osobom uchodźczym”, prawicowiec: „nachodźcom”) osobowość – przestają być”pociskami Łukaszenki”, a stają się z imienia wymienionymi ludźmi, matką, dziadkiem, mężem, ojcem, dzieckiem.
Uchodźcy wcale nie budzą jednoznacznego współczucia – wiedzą, że granicę mają przekroczyć nielegalnie, chociaż z ich punktu widzenia jest to i tak bezpieczniejsza droga niż przez morze.
W jednej ze scen jakiś dowódca straży granicznej tłumaczy podwładnym, że też są ojcami, matkami – który rodzic naraziłby dziecko na taką przeprawę? – pyta „retorycznie” syty Pan w mocno średnim wieku, urodzony w środku Europy.
Pewnie w jakiejś części nie można mu odmówić racji, chociaż żal jest dzieci, bo one niczemu nie są winne (chyba tylko temu, że się urodziły). Dlatego, kiedy około 10–letni Nur (imię chłopca), którego już widz zdążył polubić, tonie na bagnach na oczach przerażonej Mai Ostaszewskiej, to się coś człowiekowi we wnętrznościach przewraca. To jest ten moment, kiedy widz zadaje sobie pytanie, czy tak musiało być? Czy nie można było czegoś zrobić?
Dramat uchodźców przepychanych do nas przez Białorusinów i od nas na Białoruś jest ogromny, zwłaszcza, że jego rozwiązanie tkwi w decyzjach człowieka. Tu nie chodzi nawet o ewangeliczne „byłem głodny, byłem bezdomny…”. Reżyserka zdaje się sugerować, że ta sytuacja przynosi konkretne profity określonym ludziom – Białorusinom materialne.
Jakie przynosi konkretnym ludziom w Polsce? Na to pytanie wprost odpowiedź nie pada, ale zastosowanych jest tu kilka charakterystycznych zabiegów – np. Maję Ostaszewską, która dopuściła się wykroczenia przekraczajac granicę zakazanej strefy, Policja wyciąga z samochodu, rzuca na ziemię, skuwa, na komisariacie stawia jej zarzuty „od czapy” za przemyt ludzi i jeszcze robi jej rewizję osobistą (rozebranie do naga), a na dodatek zostawia „na dołku” na noc. Oczywiście takie działanie jest bezprawne i kobieta wychodzi na drugi dzień zapewniana przez adwokata, że będzie złożone zażalenie. Wychodzić wychodzi, ale jej samochód, który został w lesie, jest zniszczony przez miejscowe stowarzyszenie nielubiących uchodźców.
Scen twardej gry „siłowników” jest w filmie więcej – reżyserka dyskretnie pokazuje jak bezprawie rodzi następne bezprawie. Przy tej okazji sypie też nazwiskami konkretnych polityków – widz nie ma wątpliwości, że to oni są naprawdę źli.
Wobec takiego dramatu i działania władz rodzi się też opór; pojawiają się ludzie chcący nieść pomoc. Nie są to jedynie wolontariusze z organizacji „Granica” ale też miejscowi, których sumienia nie zagłusza panująca, trochę stęcha atmosfera. Przy okazji reżyserka niemiłosiernie chłoszcze pewną grupę wyborców PO (symbolizowaną w filmie przez koleżankę głównej bohaterki) zarzucając im hipokryzję, konformizm, myślenie stadne i tchórzostwo. Więcej jednak o tym wątku nie napiszę – po co od razu opowiadać cały film?
Na zostanie dziełem wybitnym film nie ma szans, bo za bardzo utkwił w doczesności, ale wątki uniwersalne są pięknie poruszone. Przejmująca jest scena z uchwyconym dużym kluczem dzikich gęsi. Fajnie kontrastuje z inną, wcześniejszą sceną lecącego helikoptera.
Motyw kluczy gęsi w języku filmowym odnosi się do powtarzającego się elementu w obrazie, który ma szczególne znaczenie lub funkcję symboliczną. Motyw ten może mieć różne interpretacje, w zależności od kontekstu i tematyki filmu. Wspólnym elementem tych interpretacji jest jednak często odniesienie do motywu migracji, wolności, współpracy czy poświęcenia. Klucze gęsi mogą także odnosić się do poczucia zagrożenia lub tęsknoty za czymś, co jest poza zasięgiem bohaterów.
Natomiast motyw lecącego helikoptera to symbol mocy i kontroli: Helikopter jako potężne narzędzie rządowe reprezentuje tu władzę, kontrolę i siłę. Pokazanie helikoptera sugeruje, że dzieje się coś ważnego, co angażuje głównych bohaterów i wpływa na rozwój fabuły.
Film jest obrazem odwiecznego starcia ludzkiego pragnienia wolności z ograniczającą je władzą. Podobało mi się takie zestawienie tych motywów.
Produkcja na pewno nie epatuje tanizną, ale też scena z przerzucaniem ciężarnej kobiety przez drut przez funkcjonariuszy Straży Granicznej nie była potrzebna. Wątpię, żeby reżyserka miała na to dokumenty – jak sama twierdzi.
Któryś z prawicowych portali pokazał też scenę, w której polski strażnik graniczny rozbija w środku termos i rzuca go na białoruską stronę, żeby pijący z niego uchodźca się poranił. Tu się prezentowana na tym portalu scena urywa (pijący uchodźca rani sobie gardło szkłem). Jednak na filmie widać, że to był eksces osła, których (na marginesie) czesto można spotkać w naszych formacjach siłowych – od razu, czego już w tym prawicowym portalu nie pokazano, następuje reakcja drugiego strażnika, który krzyczy na kolegę: „stary, pojebało Cię?” Nie jest to więc scena atakująca Straż Graniczną jako formację, ale pokazująca, że stosowanie rozwiązań siłowych bardzo szybko wyzwala w ludziach najgorsze instynkty.
Sami Strażnicy ukazani są tu dosyć naturalnie: są dobrzy, są źli. Są też tacy, którzy się w trakcie filmu zmieniają w dobrą stronę. Film nie jest atakiem na Straż Graniczną jako formację. Zwłaszcza, że nie kto inny jak aktywistka Granicy mówi uchodźcom, że zostali wykorzystani przez Łukaszenkę do ataku na nas. Widzimy, że służba w tej formacji to nie bajka, a samych strażników targają różne emocje.
Skoro jestem przy wątku Straży Granicznej to uważam również, że w filmie zabrakło jednak takich akcentów jak pokazanie przemytu ludzi (wówczas SG jawiłaby się nie tylko jako formacja stosująca push backi, ale walcząca z przemytem ludzi), że nie wszyscy uchodźcy to rodziny z dziećmi (znów na marginesie – naprawdę nie rozumiem czemu nie możemy okazywać pomocy rodzinom z dziećmi) – są też potrafiący zaatakować taranem przejście graniczne osiłki.
Reżyserka unika trudnych tematów takich jak te, że uchodźcy starają się nie wejść w kontakt ze Strażą Graniczną, także dlatego, że boją się zdać u nas odciski palców (wtedy nie zarejestrują się w innych krajach, np w Szwecji, czy Niemczech i nie będą pobierać tamtejszych świadczeń).
Poza tym – chociaż nie uważam, żeby film był atakiem na SG, to jednak brak w nim pokazania pozytywnych działań tej formacji. Na FB znalazłem przykład u Maciej Skipper Pietraszczyk (skrytykował film) który napisał o grupie uchodźców, która zagubiła się na bagnach w Puszczy Białowieskiej. Żeby ich wyciągnąć sprowadzano z urlopu jedynego funkcjonariusza, mającego odpowiednie uprawnienia, żeby ze śmigłowca zeskoczył w środek bagna i wyprowadził ludzi.
Film jest na pewno smutny i na pewno wychodzi się z niego w pewnego rodzaju moralnym niepokoju – człowiek się zastanawia, czy na pewno zrobiono wszystko,co można było zrobić.
Nie czuję się świnią z tego powodu, że byłem w kinie i myślę, że film jest warty obejrzenia. Polecam zwłaszcza krytykom, którzy sami go nie widzieli, ale zdążyli już wylać na niego nie jedno wiadro pomyj.

Zostaw komentarz