Czym jest tytułowy „język serca”, o którym coraz częściej się zarówno mówi, pisze, jak i czyta? Czy jest on do czegoś przydatny? Jeśli tak to jaką rolę spełnia w naszym życiu?

A może to kolejny mit lub chwyt reklamowy w świecie zdominowanym przez wszelkiego rodzaju bezsensowne konflikty, które z reguły rodzą się między ludźmi z byle powodu.

Otóż „język serca”, jak sama nazwa wskazuje w dużej mierze opiera się na tym, co czuje w danej chwili nasze serce, a służy do głębszego wyrażania naszych wewnętrznych potrzeb i uczuć. Artykułuje również nasze umiejętności wsłuchiwania się w potrzeby i uczucia innych. Język ten ma za zadanie budować i umacniać relację bezpieczeństwa, pełne współczucia oraz empatii opierające się przede wszystkim na wzajemnym poszanowaniu drugiej osoby. Totalnym przeciwieństwem tudzież odwrotnością „języka serca” jest natomiast „język czynu”. Ludzie posługujący się tym językiem są bezwzględni, konfliktowi, a przede wszystkim przemawia przez nich język manipulacji, przemocy i nieposkromionej żądzy. Takie osoby nader często stwarzają sytuacji kontrowersyjne. Poprzez oskarżanie innych osądzają ich postępowanie, potrzeby i uczucia. W gruncie rzeczy negują wszystko to, co jest sprzeczne z ich snobistycznym wymaganiami i wyznawanymi przekonaniami. Ludzie mówiący w „języku czynu” muszą mieć ostatnie słowo, bowiem w przeciwnym razie narzucają swoją wolę innym. Już starożytni wiedzieli, że słowa potrafią bardzo zranić, ale zdawali sobie też sprawę z tego, iż za pomocą odpowiednio dobranych i wyrażonych słów ludzie łączą się w jedną wielką rodzinę. Zatem co sprawia, że słowa mają tak potężną moc i w jaki sposób można posiąść tę niezwykłą moc?  Na te, jak i na wiele innych równie ważnych pytań, które składają się na tzw. „sztukę umiejętnego porozumiewania się interpersonalnego” udzielił odpowiedzi amerykański psycholog, twórca modelu komunikacji porozumienia bez przemocy, Marshall Rosenberg. Poświęcił on prawie całe swoje życie na analizę złożoności pokojowego rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, poprzez stworzenie właśnie „języka serca” (żyrafy)– łączącego i jednoczącego wszystkich ludzi bez względu na ich rasę, zawód, wyznawane wartości czy też wiarę. W swojej pracy (Porozumienie bez Przemocy. O Języku Serca, Wyd. Santorski & CO, Warszawa 2003) M. Rosenberg opisał sposoby pokojowego porozumiewania się bez przemocy (Porozumienie Bez Przemocy – PBP), którego przeciwieństwem jest właśnie „język czynu” (szakala). Sam autor zaznaczył, że „Komunikacja bez przemocy opiera się na otwartym wyrażaniu swych uczuć, potrzeb i życzeń oraz umiejętności odczytywania ich w słowach innych ludzi, bez względu na formę, w jakiej zostają przekazane”. Podstawową zasadą „języka serca” jest uświadomienie sobie, że wszyscy mają podobne potrzeby, które nie będąc zaspokojone w porę, powodują, że wpadamy w furię i frustrację. Jednakże nie oznacza to, że posługujemy się wówczas „językiem czynu”. Bowiem jeśli będziemy o nich szczerze mówić i wyrażać drzemiące w nas emocje, mamy bardzo dużą szansę na bezkonfliktową komunikację z otaczającymi nas na co dzień ludźmi. W podręczniku M. Rosenberga zostały zawarte prymarne potrzeby ludzkie, które należy zaspokajać w pierwszej kolejności, aby nie popaść w skrajności i uniknąć „języka czynu”. Do potrzeb tych zaliczono:

1) wolność – swobodę, niezależność, samostanowienie o sobie i o swoim losie;

2) współzależność – szacunek, miłość, przyjaźń, uznanie, akceptacja:

3) integralność – godność osobistą, sens życia, twórczość, autentyzm, kreatywność;

4) wspólnotę duchową – pokój, harmonia, refleksyjny sposób życia, natchnienie.

 

Prócz wyżej wymienionych są jeszcze inne potrzeby takie jak chociażby potrzeba zabawy, świętowania czy też odnowy fizycznej. Jednakże wszystkie one bezsprzecznie składają się na „język serca”, który de facto uczy komunikowania się wpierw z samym sobą, a później z drugą osobą poprzez odnalezienie i zrozumienia własnych potrzeb i uczuć, które winniśmy zaspokoić, aby móc dotrzeć do innych. Dopiero wówczas gdy spełnimy te warunki, będziemy mogli poczuć się dobrze poprawić swoje samopoczucie, a przede wszystkim lepiej rozmawiać z innymi. Osoby, które ukończyły kurs PBP rozumieją lub starają się zrozumieć, choć nie bez większych przeszkód, źródło i przyczyny swoich uczuć i postępowań. Wiedzą, ze w gruncie rzeczy za emocjami skrywają się niezaspokojone w porę potrzeby ludzkie. Toteż kurs ten ma za zadanie nauczyć w jaki sposób zadawać sobie pytania, uczy wnikliwego analizowania naszego stanu emocjonalnego, tudzież uświadomienia sobie naszych potrzeb kryjących się de facto za emocjami przynoszącymi ulgę i ukojenie. Istotnym warunkiem jest również, aby nie oceniać i nie krytykować. Zdolności takowe posiadają ludzie porozumiewający się „językiem serca”. Albowiem doskonale wiedzą, że zamiast krytykować czyjeś odczucia lub postępowanie, lepsze skutki przynosi „manewr odwróconych relacji”. Polega on na zasugerowaniu drugiej osobie pewnych „rzeczy” w taki sposób, aby były one odebrane przez tę osobę jako propozycja, a nie kategoryczne narzucenie woli. Takie podejście do świata i innych ludzi daje wymierne rezultaty, a przede wszystkim sprzyja nawiązywaniu porozumienia bez przemocy. Metoda PBP służy do zaakceptowaniu ludzi, takimi jacy są razem ich potrzebami oraz przyjąć i nauczyć się w otaczającym nas świecie takim jaki jest. Należy również pamiętać, że pomimo naszych mniej lub bardziej wspólnych potrzeb, to jednak różnimy się w ich sposobie urzeczywistnienia. Dlatego nie negujmy jeśli lubimy słuchać muzyki w domowych pieleszach, a inni wolą głośne koncerty, ponieważ w obu przypadkach jest to ta sama treść – muzyka, różniąca się nieco formą spełnienia. Gdy już to pojmiemy poczujemy się znacznie lepiej, tak jakby potężny kamień spadł nam z serca. Czyż to nie jest cudowne uczucie? Zatem nie zapomnijmy, posługując się ,,językiem serca,, unikać negatywnych doświadczeń, związanych z postępowaniem i zachowaniem innych.

Wówczas wyeliminujemy ze swojego wnętrza nawykowe traktowanie ludzi jako „zła wcielonego”. Winniśmy traktować i spostrzegać drugą osobę wręcz jako pokrewną duszę, która z natury jest dobra oraz porozumiewać się z nią w taki sposób, aby nasze kontakty były przyjazne i dawał poczucie pełni szczęścia. Dzięki tej technice unikniemy życia w przeszłości i przyszłości, bo tak naprawdę najważniejsze jest tu i teraz. Przeszłość już wydarzyła się, a przyszłość może się nie wydarzyć – zatem po co się tym przejmować?! Reasumując, żyjąc według teorii PBP nie jest konieczne systematyczne unikanie sytuacji konfliktowych, ponieważ prowadzone odpowiednią metodą oraz w „języku serca” mogą być niezwykle motywujące, a niejednokrotnie jednoczące ludzki. W końcu porozumiewanie się bez przemocy pomaga w komunikowaniu się w sposób respektujący potrzeby i uczucia innych ludzi. Czyż nie o to chodzi w życiu każdego człowieka, aby zrozumieć innych i być przez nich rozumiany. Niestety na to pytanie drodzy czytelnicy musicie odpowiedzieć sobie sami.

Strona autorska: Droga do Emaus