Obejrzałem debatę pt. „Europa – gracz czy boisko?”, która odbyła się na koniec pierwszego dnia konferencji „Strategic Arc”.

Wśród panelistów był prof. Przemysław Żurawski Vel Grajewski, który dzielnie, wręcz asertywnie, starał się prezentować stanowisko strony polskiej.

Moje wrażenie?

Profesor de facto wyraźnie odstawał od reszty towarzystwa, które było wyraźnie skonfundowane podejmowanymi przez niego próbami wyduszenia od pozostałych uczestników dyskusji opinii, że cokolwiek da się w ogóle zrobić w zakresie bezpieczeństwa w Europie bez Niemiec i Francji.

Zasadniczo – to właśnie Niemcy, obecni czy nie, będący w stanie strategicznej niezborności, czy nie – były cały czas podmiotem domyślnym tej debaty a próby przesunięcia ciężaru problemu na wschód od Odry odbijały się jak od ściany.

Moim zdaniem, ta debata pokazała bardzo wyraźnie jak trudno będzie zmienić sytuację strategiczną w Europie. Mówąic krótko – pomysł oparcia architektury bezpieczeństwa strategicznego w Europie na krajach skandynawskich, bałtyckich, Polsce i Rumunii jest w USA odbierany jako… ekscentryczny.

Chyba najbardziej sugestywna była tu Hether Conley, prezeska German Marshal Fund, która powiedziała, że Ameryka dopiero zastanawia się co zrobić z oczywistym faktem, że wschód Europy stał się strategicznie ważniejszy niż jeszcze zupełnie niedawno.

Potwierdza to opinię Marek Budzisz, że jest teraz dobry moment na budowanie polskiej pozycji w USA, ale chyba trzeba to robić w bardziej „dyplomatyczny” sposób. Próby frontalnego kwestionowania pozycji Niemiec i Francji spotykają się – jak widać – z silnym oporem, a zarazem, z pewnością spotkają się z odpowiedzią ze strony dyplomacji tych państw, a mają one kanały dotarcia do najważniejszych uszu świata i mają materialne środki wspierania tej argumentacji. Jedynym momentem, kiedy prowadzący debatę Steven Erlanger tak naprawdę się podekscytował, był ten, kiedy zauważył, że Niemcy mają wreszcie naprawdę zacząć wydawać 2% budżetu na obronność…

Widać tu było wyraźnie, że czym innym są polemiki prasowe prowadzone przez dziennikarzy a czym innym sytuacja, która jest już poprzez powiązania instytucjonalne blisko prawdziwej polityki – tutaj ludzie się liczą ze słowami i starają się prezentować poglądy tak, aby powiedzieć co chcą, nie tworząc atmosfery konfliktu i nie narażać tak sprawy, którą reprezentują na potencjalny odwet.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.