Od zarania dziejów symbolika – i ta prosta i ta bardzo złożona – oplata swym rozłożystym korzeniem naszą jaźń. Żyjemy wprawdzie w wieku XXI – do którego bardziej niż do innych pasuje określenie „Wieku Rozumu” – nie dostrzegamy zazwyczaj siły wyobrażeń, a mistyka w zasadzie ustępować winna miejsca i zejść ze sceny na rzecz stanowczej praktyczności codziennej egzystencji wiedzionej w objęciach technologii. Jest jednak jednak w nas tkwiący głęboko gdzieś u źródeł jestestwa gen łączności pozasmysłowej jednoczący szersze grupy ludzi łakomych na okazanie ich oczom wspaniałego zjawiska cudu. Jeśli są między nami cuda, muszą być i cudotwórcy – osobiście byłem i zapewne nie raz jeszcze będę świadkiem naocznym zdarzeń o cudownej naturze będących owocem działań cudotwórców żyjących wśród nas.
Pewien francuski historyk nazwiskiem Marc Bloch dekady temu napisał książkę noszącą frapujący tytuł „Królowie cudotwórcy. Studium na temat nadprzyrodzonego charakteru przypisywanego władzy królewskiej zwłaszcza we Francji i Anglii”. Będąc w chwili lektury tej pracy kompletnym neofitą w dziedzinie propagandy i jej siły oddziaływania zachwyciłem się zwłaszcza opisem sakry królów Francji odbywającej sie tradycyjnie w katedrze w Reims, a momentem wywołującym szczególne zainteresowanie był fragment dotyczący zdolności osoby monarchy do leczenia reprezentantów prostego ludu ze skrofuł. Śpieszę z wyjaśnieniem, że skrofuły to wynikające z bardzo niskiego stanu higieny towarzyszącemu z regułu ubóstwu objawy gruźlicy węzłów chłonnych polegające na obrzęku szyi, przybierającego z czasem dość odrażające, guzowate formy. Monarcha zatem będąc tuż po sakrze osobą nieskazitelnie czystą od grzechu, a nadto zbrojną w boskie wsparcie jako pomazaniec dotykał chorych na skrofuły nieszczęśników, co miało ich uzdrawiać.
I uzdrawiało – kroniki notują wiele uzdrowień, a dzięki temu wiara w cudowną moc drzemiącą w królewskim dotyku trwała przez całe stulecia. Wiemy dziś, że okolicznościa wybitnie sprzyjającą trwałości wiary w cud uleczenia ze skrofuł była natura samej choroby – otóż w gruźlicy węzłów chłonnych okresowo wystąpić mogą zaniki charakterystycznych objawów, co odbierano jako widomy znak uleczenia. Jeśli zaś guzy powracały przyjmowano za pewnik, że stało się tak z winy uleczonego – najwidoczniej grzeszył i wiódł niegodny żywot, skoro po dostąpieniu tak nadzwyczajnej łaski ponownie zapadał na straszną i okaleczająca ciało chorobę. Nie był przekonany do cudu leczenia ze skrofuł papież Grzegorz VII, lecz jego sceptycyzm nie brał sie sensu stricto z oporu przed wiarą w gusła i zabobony, lecz z powagi jego położenia – monarchowie usiłowali w jego opinii w ten sposób wyciągać ręce po panowanie nad sferą sacrum, która należeć mogła wyłącznie do tego, który zasiada na Stolcu Piotrowym. Mit trwał wsród gminu nawet w czasach Oświecenia i obumarł wraz innymi instytucjami Ancien Regime podczas Rewolucji Francuskiej. Co gorsza powszechny upadek autorytetu króla doprowadził do twórczej innowacji – uznano dość powszechnie, że nie tylko monarcha, ale także siódmi synowie i siódme córki mają cudowną moc uzdrawiania. Stąd mały już tylko krok wiódł wszakże do monarchii konstytucyjnej.
Wiara w cud i siła tej wiary drzemiąca w jej trwałości nie jednak domeną wyłącznie Francuzów. Wspaniałe i godne wspomnienia przykłady niezwykłego przywiązania do wyjaśnień wydarzeń i ich konsekwencji jako zjawisk nadprzyrodzonych i wymykających się w swej istocie potędze rozumu odnaleziemy bez trudu także w polskiej sferze kulturowej. Długo wierzono w cudowne zrośnięcie się członków św. Stanisława – zdrajcy i renegata – własciwego sprawcy zjednoczenia części ziem polskich po nieszczęściu rozbicia dzielnicowego. Nie przewagi polskiego oręża, lecz zawierzenie Ojczyzny matce Boskiej, co pewien czas zresztą odnawiane, chroniło Kraj i Naród od złego losu i katastrof dziejowych. Nie dyletanctwo i brak jakichkolwiek kompetencji dowodzących bolszewicką inwazją na odradzająca się Polskę w 1920 roku doprowadził do klęski ich podłych zamierzeń, lecz cud – do dziś zdarzenie to, a właściwie ciąg wydarzeń nazywane jest „Cudem nad Wisłą” i jako takie trwale egzystuje w szeroko pojętej kulturze. Myliłby się jednak ten, który sądzi, że to jedyny cud nadal egzystujący w naszym pragmatycznym świecie. Istnieje bowiem cały ciąg cudownych zdarzeń najświeższej cudu konstrukcji, które narodziły się i nadal rodzić się będą na naszych oczach.
Oto żyje bowiem pośród nas człowiek, który dostąpił wspaniałej łaski czynienia cudów licznych i potężnych. Potężnych, gdyż nigdy sakry nie przyjął i nie jest władcą spraw ziemskich. Mocy sprawiania cudów towarzyszy też ogromny autorytet, gdyż ów żyjący jako skrajny asceta – niby pustelnik na szczycie samotnej góry – nie włada jako rzekłem osobiście, ale wpływa na rządzących w sposób nie podlegający żadnej dyskusji. Przecież wszystkie trzy filary państwa robią dokładnie to, czego ów mędrzec oczekuje.
Jak działa jego sprawcza nadnaturalna moc?
Przede wszystkim ten protagonista teatru codziennego życia dostraja pamięc swych wyznawców i czyni to niezwykle regularnie. Zaprawdę wystarczyło jedno słowo, a lud ów uwierzył bezgranicznie w mord na osobie Prezydenta Rzeczpospolitej i towarzących mu licznie osobach dokonany przez Rosjan. Słowo to było tak potężne i prawdziwe, że lud ów znacznie się powiększył – przybyły tysiące nowych wyznawców. Nieco później mądry starzec orzekł w czasie kampanii wyborczej, że po czterech latach jego czuwania nad biegiem spraw jest dobrze, a po kolejnych czterech będzie jeszcze lepiej. I tym razem stał się cud – lepiej wprawdzie nie jest, być może jest nawet znacznie gorzej, ale wyznawcy wierzą w to, że jest lepiej i że tak już być musi.
Czym jest zatem taka wiara, jeśli nie cudem?
Jest i cud najnowszy – o którym wielu będzie jeszcze długo rozprawiać. Oto jednym krótkim przemówieniem Największy z Polaków sprawił, że znaczna część Narodu oczekiwać będzie sprawiedliwości i złotych monet zapominając na śmierć o inflacji, zatrutej Odrze, synekurach, najniższym na świecie współczynniku PMI, cenom węgla (jeśli akurat tenże węgiel jest akurat w składach), podwyżkom czynszów i opłat, najwyższym w historii składkom ZUS i wielu innym imponderabiliom. I lud ten ponownie w przyszłym roku złoży swe głosy wybierając Mędrca i jego sprawiedliwych i prawych apostołów.
Czyż nie warto zatem mówić o cudach?
Warto, a może nawet należy, ponieważ zupełnie wymykającym się zdolności rozumnego postrzegania faktem jest absurdalność całej tej sytuacji. Jak inaczej określić chwilę, w której zdajemy sobie sprawę z tego, że naczelnym pryncypium kierującym sympatiami politycznymi dużej części społeczeństwa w obliczu całkowitego wyczerpania się stosowanej przez ostatnich siedem lat formuły ekonomiczno-społecznej sprawowania władzy przez tego człowieka, ba, śmiem powiedzieć wręcz jej bankructwa, na tle nienotowanych od dekad codziennych trudności?
Spoiwem obozu władzy i jego wyznawców wobec wszystkich materialnych i w swej naturze kolosalnych trudności są tak obiektywne przesłanki jak nienawiść do Niemiec i Niemców w szczególności, świadome odrzucenie pomocy Unii Europejskiej, kosztujące przeciez najwięcej zwykłych ludzi i wymyślane od ręki konfikty społeczne od prawa do aborcji, po prawo do godności ludzkiej osób o odmiennej orientacji seksualnej. A przecież wiara w siłę wartości opierających się o takie pryncypia jest niczym innym jak tylko współczesną formą wiary w możliwość zaleczenia choroby dotykiem władcy – bo jeśli skrofułami są wszechogarniająca beznadziejność i strach przed tym, co stanie sie jutro, to coraz to nowe konflikty podsycane przez Prezesa Prawa i Sprawiedliwości działają na wyobraźnię wyborców tejże partii dokładnie tak, jak na wyobraźnie francuskiego gminu działał chwilowy zanik objawów po tychże skrofułów dotknięciu.
Przeraża mnie myśl, że do wyborów w Polsce pozostaje tak wiele czasu i żoliborski Demiurg może jeszcze sprawić tyle nowych cudów, zatem siła wiary jego wyznawców będzie rosnąć. Zaiste – mroczny ten wiek rozumu, jeśli tak wielu na przekór rzeczywistości nadal widzi w osobie Jarosława Kaczyńskiego współczesną emanację majestatu Chlodwiga lub Filipa Pięknego. Zwłaszcza ten ostatni przykład wydaje sie być nieco karkołomny, ale od czego są na świecie cuda?
Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu: buycoffee.to/marcin_jop
Zostaw komentarz