Nie ukrywam, że mocno niepokoi mnie wrastanie w polityczną rzeczywistość kolejnej koalicyjnej przystawki dla „Dużych Chłopców” polskiej polityki. Minęło już trochę czasu od marca 2021 roku, kiedy to Polska 2050 mogła cieszyć się nawet 24% głosów według ówczesnych sondaży dla RMF FM i istnieje dostatecznie duża przestrzeń, by mieć zdolność do poważniejszej oceny tego ugrupowania i jego lidera.
Gdyby wybory odbyły się wówczas, Szymon Hołownia byłby liderem drugiego co do wielkości ugrupowania. Na szczęście się nie odbyły i jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi – odbędą się w terminie. Od chwili największego wzrostu, do dziś poparcie dla partii Pana Szymona stopniało do około 10 % wedle ostatnich notowań – eksplodowałem radością.
Zapytac można – skąd we mnie taka niechęć do Szymona Hołowni? Odpowiem tak prosto, jak się tylko da, choć niegrzecznie, bo pytaniem na pytanie – dlaczegóż miałbym polubić konia trojańskiego polskiej opozycji?
Przyjrzyjmy sie jednak bliżej politycznej karierze niedawnego Kandydata na Prezydenta RP i założyciela Polski 2050.
Niebywałym jest, jak polski wyborca ceni sobie niezłomność wijącego się piskorza – w pewnym momencie jedna czwarta wyborców deklarujących udział w wyborach gotowa była udzielić mandatu człowiekowi, który jeszcze ani razu nie zdołał określić swych poglądów, ani nie przedstawił konkretnego programu. Nie dziwi mnie w obecnej sytuacji, że ofiarą wszystkich pokrętnych manewrów Szymona Hołowni padła nawet polska Wikipedia, w której – prosze sobie wyobrazić – stoi jak byk zapis „Polska 2050 – polski ruch społeczno-polityczny o charakterze centrowym”. Przecież to obraża intelekt, albowiem jak świat światem, centrum kojarzyć się powinno z liberalizmem, a nie ze stylizowaną na qasi konserwatywną, pełną klerykalnej frazeologii dogmatykę.
Wiem o czym mówię – jestem chrześcijańskim demokratą i wyczuwam na odległość, jeśli ktoś próbuje łasić się o mój głos, zwłaszcza robiąc to nieudolnie. A nieudolność Szymona Hołowni w tej kwestii jest wprostproporcjonalna do skali naiwności oczarowanych jego miłą skądinąd powierzchownością. Nie da się po prostu jednocześnie odgrywać roli człowieka „światłej i nowoczesnej prawicy” (lub centrum – kto to właściwie wie?), nie potrafiąc poradzić sobie z własną sferą ideologiczną.
W ogóle uważać należy za naganne budowanie swojej pozycji w świecie polityki na podstawie ideologicznych miazmatów. Jesli już próbuje się pozować na nową prawicę, warto wrócić na poziom abecadła i zacząć polityczną grę od stworzenia choćby ram spójnej i ekonomicznie uzasadnionej wizji rozwoju społeczeństwa w państwie socjalnym – wrażliwym na los i położenie każdego obywatela.
Szymon Hołownia ijego świta nie ma takiego pomysłu. Generalnie brakuje jej świeżości – może dlatego, że dość prominentne role odgrywają osoby, które nie poradziły sobie w innych ugrupowaniach. Może dlatego, że ludzie nr 1 i 2 w partii o nazwie Polska 2050 to dziennikarze. Ani eksperci, ani zawodowi politycy – dziennikarze.
Oczywiście politykiem ma prawo zostać każdy, także dziennikarz. Jednakże warto miec w pamięci obraz tych dziennikarzy, którzy upojeni własnym sukcesem zawodowym wpadają w mantrę własnej nieomylności i wszechwiedzy, choć nadal są przecież wyłącznie dziennikarzami. Poznałem już w życiu kilkoro obojga płci i szymon Hołownia wpisuje sie w ten schemat w sposób oczywisty. Tym bardziej, że zdołał na takim wła#nie rozpędzie i na takiej właśnie rozpoznawalności zbudować partie polityczną. Zderzenie z rzeczywistością jest jednak brutalne i choć Szymon Hołownia czuje sie doskonale w otoczeniu pochlebców z najbliższego kręgu (któż by sie nie czuł?) i to w partii bardziej wodzowksiej niż PiS i PO, to jednak konfrontacje znosi zaskakująco słabo. Może dlatego w Wikipedii widnieje opis – „centrum”?
Jak świat światem, a parlamentaryzm parlamentaryzmem istotny jest w polityze konsensus, lub chociaż zdolność do dialogu. Jako historykowi łatwo jest mi pokazać taką zdolność.
Wszyscy wiemy, że w czasach II Cesarstwa Niemieckiego konserwatysta i reakcjonista Otto von Bismarck wprowadził jako pierwszy ustawy socjalne. Wiemy też, że uczynił to nie z goracego pragnienia ulżenia doli najbiedniejszych, lub innych szlachetnych pobudek, lecz z maniakalnego strachu przed rewolucją społeczną, który to strach paraliżował go przez większą część politycznej kariery. Takim strachem nie kierował się jednak jego następca – równie konserwatywny Leo von Caprivi, który błyskawicznie rozszerzył początkowy pakiet socjalny o szereg kolejnych ważnych przepisów prawa, w tym o zakazie pracy w niedzielę, gwarantowanej płacy minimalnej i o 10 godzinnym dniu pracy.
Zupełnie przypadkiem – chciałoby się powiedzieć – już w październiku 1891 roku, w tym samym czasie główna siła socjalizmu w Niemczech, czyli SPD na konferencji w Erfurcie zdecydowała o odrzuceniu rewolucyjnej drogi do władzy na rzecz walki o należne miejsce na arenie politycznej w wyborach. Tak wygląda konsensus. Tymczasem w poszukiwaniu konsensusu Szymon Hołownia deklaruje jasno i wyraźnie, że widzi rozstrzygnięcie kwestii prawa kobiet do aborcji poprzez referendum.
Musze powiedzieć, że gorąco pragnę podpowiedzieć, by Polki w tej sytuacji postanowiły rozstrzygać o dalszym posiadaniu przez mężczyzn w Polsce praw obywatelskich w drodze referendalnej. Jest ich w Polsce więcej, więc zgodnie z logiką Szymona Hołowni wynik takiego plebiscytu powinien być jak najbardziej wiążący. Jeśli społeczeństwo ma decydować, czy kobiety mają prawo do godności i podstawowych praw obywatelskich, niech to samo społeczeństwo zdecyduje także o takim samym prawie mężczyzn. Lub jego braku.
Jeśli Szymon Hołownia nie wyrósł jeszcze z etapu darmowago obrazka od siostry zakonnej po lekcji religii, a chciałby w nieco bardziej wiarygodny sposób odgrywac rolę nowoczesnego konserwatysty (lub centrysty) chciałbym, aby ktoś szepnął mu do ucha krótka opowiastkę o tym, jak konserwatyści i liberałowie (czyli centrum) wprowadzili raz na zawsze prawo kobiet do aborcji we Francji. Otóż stało się to za czasów dość odległych – nic dziwnego, że pamiętają o takim fakcie wyłącznie historycy – za prezydentury Valery Giscard d’Estaing. Zapleczem dla działalności ustawodawczej tego prezydenta była Unia na rzecz Demokracji Francuskiej, z której szeregów wywodzili się gaullista, premier Jacques Chirac i prezentująca postawy prawicowo-liberalne Minister Zdrowia Simone Veil. Krótko mówiąc oboje deklarowali poglądy takie same, jakie deklaruje Szymon Hołownia obecnie. I oto owa para dokonała rzeczy niebywałej – 17 stycznia 1975 roku uchwalono we Francji tak zwaną ustawę Veil, która legalizowała aborcję do 10 tygodnia ciąży. Paradoks polegał na tym, że ustawę przegłosowano głównie dzięki lewicy, gdyż prawica była przeciw, ale jednak się udało.
Nikomu do głowy nie przyszło proponowac referendum w tej sprawie – co wydaje się całkiem zrozumiałe, ale Szymon Hołownia zabierając głos w drażniącej i palącej kwestii prawa do aborcji w Polsce, niemal pięćdziesiąt lat po tych wydarzeniach odczuł potrzebę organizacji referendum.
Mówiąc szczerze, niewiele więcej się spodziewałem po osobie, która nie potrafi zaprezentować opinii publicznej niczego poza świętym oburzeniem na rzeczywistość, okraszonym mentalnością ucznia szkółki parafialnej. Pomijam tutaj już najabardziej oczywisty aspekt – nie trzeba chyba więszego wysiłku intelektualnego, że propozycja taka w zasadzie bardzo sprzyja obecnej władzy, ponieważ sam i osobiście mogę tak skonstruowac pytania referendalne, by kobiety w plebiscycie swoją walkę przegrały.
Troszkę automatycznie pojawia się tutaj pytanie prześladujące mnie od dłuższego już czasu, które brzmi – „Komu chce Pan służyć Panie Szymonie?”.
Bo wygląda na to, że staje się Pan i Pańska partia pierwszym wyborem koalicyjnym Prawa i Sprawiedliwości. Bo jasnym jest, że wszystkie wcześniejsze tego typu partie nie potrafiły nie stracić wszystkiego przed upływem pierwszej kadencji Sejmu RP w charakterze koalicjanta. Taki sam los czeka Polskę 2050 – ponieważ Szymonowi Hołowni tylko wydaje sie, że jest liderem, a jego pozbierani z różnych partii i ugrupowań zwolennicy łasi są na stanowiska i synekury i porzucą słabnącego wodza przy pierwszej okazji.
Niestety, Panie Szymonie – nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko. Nie da się odgrywac w nieskończoność liberała, jednocześnie dając się złapać w tak prosty sposób na własne ograniczenia zdolności realnego postrzegania nowoczesnego świata. A Pańscy towarzysze podróży wiedzą doskonale, że kiedy raz weszło się na drogę politycznego nomady, nie sposób z niej zejść. Czyżby los Jarosława Gowina niczego nie podpowiadał?
Dla mnie to szczególnie traumatyczne doświadczenie – obserwowanie Pana Hołowni zmagań z własną naturą. Kolejna persona o niesprecyzowanej bliżej woli demagogicznego opierania się o ideologię, mająca za jedyną tożsamość w polityce slogany szargające dobre imię prawicy.
Jak w tych warunkach stworzyć prawdziwą partię konserwatywną, chadecką?
Przecież to niemożliwe, by wśród powszechnego wycierania sobie gęby przez rozmaite kreatury etyką i moralnością chrześcijańską komukolwiek wytłumaczyć, że nie w tym rzecz. Że nie jest chrześcijańskim zmuszanie kogokolwiek do uznawania jakichkolwiek zasad. Zwłaszcza siłą fatalnego prawa niezgodnego z jakimikolwiek standardami.
Bóg mi świadkiem – jako niezłomy prawicowiec, wolę oddać głos na lewicę, niż na omówione powyżej przedziwne twory. No bo na kogo tutaj głosować ma prawdziwy chrześcijański demokrata, skoro prawa strona sejmu składa się z intelektualnych impotentów zasłaniających na każdym kroku swoją sprawczą niemoc wiarą w Boga?
Zostaw komentarz