Michał Aerts :

„Muszę przyznać, że coraz częściej mam całkowicie odmienna ocenę sytuacji od Witold Jurasz.
Zdaniem Witka fakt nieuczestniczenia Polski w dzisiejszym spotkaniu w Berlinie dotyczącym ewentualnego zakończenia wojny w Ukrainie z udziałem Bidena, Macrona, Scholza i Starmera to problem, słabość Polski i kolejny sygnał na antypolską postawę Zelenskiego, który „gada tylko z mocarstwami”.
Tyle, że spotkanie z odchodzącym prezydentem USA (którego na 50% zastąpi Trump mający całkowicie odmienną wizję Europy), najsłabszym od co najmniej pół wieku kanclerzem Niemiec, przeżywających gospodarcze załamanie (na granicy upadku), robiącym z siebie od kilku lat pajaca prezydentem Francji i brytyjskim premierem, który chyba niekoniecznie identyfikuje się z tym towarzystwem, to raczej łabędzi śpiew starego porządku w Europie, kolejny błąd Zelenskiego i głupia ostentacja Scholza.
A Polska jest wygrana w każdym realnym scenariuszu. Możemy między bajki włożyć wizję ataku Rosji na NATO w jakiejkolwiek przewidywalnej perspektywie, bo jak uczy historia, wojna to konfrontacja potencjałów gospodarczych, finansowych, technologicznych i demograficznycha, a na tych czterech polach Rosja jest karłem, a ewentualnie wsparcie Chin i Korei Pn. nie jest realnie możliwe. A skoro tak to Polska wygrywa w każdym scenariuszu kontynuacji lub zamrożenia wojny na Ukrainie. Największym przegranym jest oczywiście Rosja, bo nawet utrzymując aktualnie okupowane fragmenty Ukrainy, wychodzi ze zdemolowaną, wydrenowaną z rezerw gospodarką, brakiem wymienialnej waluty, zablokowanym dostępem do technologii i bez szans na odbudowę rentownego eksportu węglowodorów. Rosja nie ma z czego i za co odbudować potencjału na miarę ZSRR, nawet jego ułamka pozwalającego na najmniejsze starcie z NATO.
Ukraina też jest przegrana, bo nie znalazła w sobie siły i woli na ukręcenie łba hydrze korupcji, ucywilizowanie relacji spolecznych i gospodarczych, a sowiecki styl polityki Zelenskiego tylko utwierdza Zachód w chęci trzymania Ukrainy w przedpokoju UE i NATO.
Polska za to może się spodziewać kolejnych lat nadwyżki handlowej z Ukrainą i możliwości rozgrywania jej w dowolnym momencie.
Nic, powtarzam, nic nie może zostać rozstrzygnięte w sprawie Ukrainy bez Polski, bo Polska w pełni kontroluje logistykę z i do Ukrainy od strony Zachodu. Zelenski używający prymitywnych sowieckich metod prowadzenia polityki po prostu robi z siebie głupca, podobnie Scholz i Macron, którzy są całkowicie bezsilni.
Polacy mogą metaforycznie kupić popcorn i spokojnie patrzeć jak grupa śmiesznych pajaców coś tam sobie ustala, coś wymyśla itp.
A potem przyjdzie Trump i wszystkie ich ustalenia diabli wezmą.
Bo będzie tak jak chce USA i nikt inny. A tak się składa, że zbieżne są interesy Polski i UK z USA, a nie Niemiec i Francji. I dzisiejsze spotkanie w Berlinie nie ma żadnego znaczenia.
A gdyby jednak wygrała Harris i Niemcy zachowałyby pozory wpływu na sytuację, to i tak będą musiały robić dobrą minę do złej dla siebie gry, bo interesy amerykańskie są stałe, a osoba prezydenta ewentualnie inaczej rozklada akcenty.”

Ja również przeczytałem artykuł Jurasza i też miałem takie wrażenie, że chyba nadaje zbyt dużego znaczenia spotkaniu w Berlinie.

Jednak może być i tak, że Polska mogła być uczestnikiem tego spotkania. Dlaczego więc nie była? Czy może dlatego , że polska dyplomacja jest zbyt zajęta sobą? Odmowa mianowań ambasadorów przez Prezydenta, wymiana kadr na placówkach i naturalna – jak mi się wydaje – w takich okolicznościach walka o zwalniane stanowiska – czy to jest dzisiaj domeną tej specyficznej polityki? A może cała polska polityka zagraniczna jest wynikiem tych wewnętrznych walk i zwłaszcza teraz nikt tam nie ma głowy do myślenia o takich „drobnostkach” jak spotkanie w Berlinie, skoro i tak o wszystkim decydują Jankesi?

Poza tymi wątpliwościami, uczynionymi na marginesie, wywód p. Michała jest dla mnie bardziej przekonywający. Nie pierwszy już raz słyszę lamentacje nad małą „sprawczością” Polski. Swoją drogą ciekawy jestem jakie będą owoce tego berlińskiego spotkania.