W Italii film był frekwencyjnym sukcesem i już zarobił 15 milionów dolarów, a u nas 5 osób na sali.
Fakt, że film jest arcy-włoski. I nie chodzi o tradycję kinematograficzną, choć pobrzmiewają w nim echa wrażliwości dawnych mistrzów włoskiego kina, czy choćby Paola Sorrentino. „Diamenty” są arcy-włoskie w warstwie fabularnej, w klimacie, w czułym obrazie obyczajów, nawet roli kuchni i wspólnych posiłków.
Oszałamia wizualnym pięknem. Doskonałym, bo wszechogarniającym. Widzimy zjawiskowe kreacje – wszak akcja rozgrywa się głównie w szwalni –śledzimy bój o uzyskanie pożądanego odcienia materiału, podziwiamy tekstury atłasów, aksamitów i celofanowych papierków z cukierków. W szwalni powstają kostiumy teatralne, więc wyrafinowanie form i dążenie do perfekcji. Obserwujemy jak kultywowana z pietyzmem tradycja może być przełamywana po to, żeby przemówiła z większą mocą. W bogatych, czy w biednych, ale zawsze zachwycających wnętrzach toczy się życie 12 kobiet.
Są w różnym wieku, co zupełnie nie przeszkadza ich relacjom, jak gdyby reżyser nigdy nie słyszał o konflikcie pokoleń. I bardzo się różnią fizycznie. W kalejdoskopie śródziemnomorskiej urody mamy twarze zachwycające albo intrygujące. Jeśli początkowo się nie podobają, to magia opowieści czyni je pięknymi. Młode i stare, chude i grube, wesołe i depresyjne, biedne i bogate, energiczne i letargiczne – wszystkie są piękne. I nie chodzi o efekt zabiegów operatorskich, tylko o to kim są. A są ‘diamanti’! Diamentami!
Każdy kadr, każdy los, każda scena nasycone są pięknem. Raz pięknem kanonicznym, a kiedy indziej nieoczywistym, które trzeba dopiero odkryć i nauczyć się doceniać. Kamera pokazuje piękno zmysłowe i dotykalne z taką sugestywnością, że niemal czujemy płynące z ekranu zapachy perfum, lub rosnącego przy oknie rozmarynu, czy gotowanego przez Silvanę makaronu z sosem.
W tej afirmacji zmysłowego świata nie ma grama wulgarności.
Jak w zabawnej scenie, w której krawcowe komentują męską urodę młodych aktorów dopasowując na nich kostiumy. Role są tu odwrócone: to kobiety, zresztą niemłode, żartują ustalając ranking męskich tyłeczków.
Włoska, radosna sensualność oszałamia, ale przecież przedstawiony świat na niej się nie kończy. Przeciwnie: zaledwie zaczyna.
Każda z bohaterek niesie w sobie jakąś ranę, zadrę, traumę, z którą musi sobie radzić. Żadnych psychologów. Bo opowieść dzieje się w latach 70., zanim kultura terapeutyczna opanowała Europę. I kobiety radzą sobie doskonale wykorzystując, co mają pod ręką: radość życia, fakt, że potrafią tworzyć i odczuwać piękno, kobiece przyjaźnie albo miłość.
Ten film jest afirmacją życia z tym wszystkim, co ono niesie. Przywraca hierarchię wartości i mówi, że zachowując elementarną uczciwość wobec siebie i świata, możemy być szczęśliwi. Czasem opowieść iskrzy się żartem, czasem staje naiwnie sentymentalna, ale reżyser i autor scenariusza zapewnił sobie alibi robiąc film w filmie. A w filmie wszystko jest możliwe… Czyż nie mówimy o nadzwyczajnych zdarzeniach z własnego nawet życia, że było ‘jak w filmie’?
Materią „Diamentów’ jest bowiem filmowa opowieść o świecie lat 70, ale ujęta w klamrę współczesną: film powstaje dzisiaj. Reżyserem jest reżyser „Diamentów” Ferzan Özpetek – Turek urodzony w Stambule. Przyjechał do Rzymu mając 18 lat. Studiował historię sztuki i aktorstwo na Uniwersytecie La Sapienza, i kostiumologię na Navona Academy, a potem zagospodarowało go kino.
I stworzył film arcy-włoski.
A przecież dziś obserwujemy raczej tendencje odwrotną: europejscy twórcy sięgają po inspiracje z innych stron świata. Mówi się nawet, że kultura europejska się wyczerpała, utraciła atrakcyjność i siłę przyciągania.
„Diamanti” temu przeczy, choć w przewrotny sposób, bo przedstawiony przez Ferzana Özpeteka fascynujący – i konsolacyjny – świat, jest światem sprzed pół wieku.
Fot. kadr z Kasią Smutniak
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz