Pogoda paskudna. Stary, rozmokły śnieg, a z nieba leją się nowe strugi białej mazi. „Nie wjeżdżaj w tunel” – mówi żona. Taki nam wybudowano tunel, że wszyscy się go boją. Ale wjeżdżam. Stoimy i czekamy. Widzę pustą drogę za sobą, więc ruszam. Wtedy biały samochód wjeżdża mi pod koła. Odbijam w lewo. Ciach i ocieram się o czarny karawan. Nic wielkiego, ale karawan służbowy, więc musimy wezwać policję.
Stanęliśmy na poboczu, żeby nikomu nie przeszkadzać, ale przyjechała policja i powiedziała, że źle stoimy. Jest pierwszy mandat. Ale to nic, bo dopiero po chwili nadchodzi bomba: gdzie mam aparat słuchowy?
Jaki znowu aparat słuchowy? W prawie jazdy wpisano, że mam mieć aparat i okulary. Więc gdzie mam okulary? Mam soczewki kontaktowe. Ale nie ma zgodny na soczewki.
To jakieś szaleństwo. Nie mam aparatu, gdyż nigdy nie miałem problemów ze słuchem. “Tak jakby pani wpisano do prawa jazdy – mówię do policjantki – że musi pani prowadzić samochód protezą lewej ręki”. „Nic na to nie poradzę. Jest wpisane, że aparat ma być, a szkieł ma nie być. Kierujemy sprawę do kolegium wykroczeń.”
Ale jak? Normalnie. To absurd. Takie są przepisy. Czy ktoś może odebrać samochód, bo pan nie może? Może.
Więc wracam do domu jak zbity pies. Samą kolizją nikt się właściwie nie zajmował, bo byłem winny brakiem aparatu słuchowego. Czuję więc lęk. To nic, że słyszę. W tej logice lepiej, abym miał aparat i nie słyszał, niż miałbym jeździć bez aparatu i słyszeć.
W domu sprawdzam kody ograniczeń. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. Nikt tego nie robił. Teraz wszyscy znajomi nerwowo oglądają swoje kody. 01.02 – szkła kontaktowe, 02.01 – jednouszny aparat słuchowy. O Jezus Maria, czeski błąd. Odwrócone cyfry.
Jedna biurokratyczna pomyłka i nagle dwa problemy, bo nie mogę mieć soczewek i muszę mieć aparat słuchowy. A teraz – jak to w Polsce – niby wszystko jest proste, ale u nas nic nie jest proste. Bo zależy od uznania ludzi, których się spotka na drodze. A ja muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem.
Więc się modlę. Może to mi pomoże. Zresztą są już prawie święta.
I od razu stał się cud. W czwartek odzyskałem słuch, gdyż dostałem nowe orzeczenie. Gdybym miał aparat słuchowy mógłbym go odwiesić przed obrazem Matki Boskiej w Częstochowie. Ale nie wiem, czy to pomoże przed komisją ds. Wykroczeń. Bo z faktu, że od czwartku słyszę, wcale nie wynika, że w poniedziałek też słyszałem.
Zostaw komentarz