Od dwóch lat żyjemy w Polsce w rzeczywistości politycznego serialu. Kolejne ,,afery”, kolejne komisje, kolejne konferencje prasowe i kolejne zapewnienia, że „tym razem wszystko zostanie wyjaśnione”. A później? Kurz opada, emocje zostają, a obywatel nadal nie wie, gdzie kończy się propaganda, a zaczynają fakty.
To właśnie dlatego sprawa Ziobry, jeśli rzeczywiście weszłaby na grunt amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, mogłaby stać się czymś więcej niż tylko kolejną odsłoną polskiej wojny politycznej. Mogłaby stać się momentem brutalnej weryfikacji.
W Polsce od lat trwa gonienie królika. Jedni krzyczą o politycznej zemście. Drudzy o gigantycznej aferze. Każda strona ma swoje media, swoich ekspertów i swoich wyznawców. Prawda zaczyna ginąć pod warstwą emocji, lojalności partyjnych i internetowego huku.
Ale amerykański system prawny działa inaczej. Tam nie wystarczy konferencja prasowa, emocjonalny wpis czy polityczne hasło. Tam trzeba położyć na stole dowody, procedury i fakty. I właśnie dlatego Stany Zjednoczone budzą taki respekt. Można lubić Amerykę albo jej nie lubić, ale trudno zaprzeczyć, że ich wymiar sprawiedliwości należy do najmocniejszych na świecie.
Amerykańscy prokuratorzy i prawnicy to ekstra liga. Ludzie, którzy rozbijali mafie finansowe, ścigali międzynarodową korupcję i potrafili prowadzić sprawy przeciw najpotężniejszym ludziom świata. Tam sąd nie będzie analizował polskich emocji politycznych, tylko materiał dowodowy.
I właśnie dlatego ewentualna konfrontacja tej sprawy z amerykańskim systemem mogłaby być dla Polski momentem prawdy.
Bo jeśli dowody są mocne, świat to zobaczy. Jeśli sprawa jest polityczną wydmuszką, świat również to zobaczy.
Najgorsze dla państwa nie jest nawet samo oskarżenie. Najgorsze jest wieloletnie życie w półmroku, w którym obywatele przestają wierzyć komukolwiek. Ani politykom, ani prokuraturze, ani mediom. Państwo zaczyna wtedy przypominać teatr, w którym aktorzy odgrywają swoje role, ale nikt już nie wierzy w scenariusz.
Być może właśnie dlatego ta sprawa budzi takie emocje. Nie chodzi już wyłącznie o Ziobrę. Chodzi o odpowiedź na pytanie, czy Polska potrafi jeszcze sama dojść do prawdy, czy dopiero zewnętrzny, silny system prawny musi powiedzieć nam, co jest rzeczywistością, a co tylko politycznym spektaklem. Czy Tusk już musi się bać?