Największe gratulacje należą się Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu i ekipie BBN – kontynuują strategię maksymalnego wzmacniania sojuszu z USA i budowania własnych zdolności odstraszania.

Warto jednak przypomnieć, co zaledwie kilka tygodni temu mówił Donald Tusk, gdy pojawiła się informacja o możliwym przesunięciu Amerykanów z Niemiec do Polski:

„Chyba nie powinniśmy, jako państwo, podbierać… Nie pozwolę, żeby Polska była w jakikolwiek sposób wykorzystywana do podważania współpracy na poziomie europejskim”.

Dla Tuska „współpraca europejska” od lat oznacza jedno: nie drażnić Berlina. Nawet jeśli kosztem bezpieczeństwa Polski. To nie jest przypadek. Dziś, gdy pojawia się wybór między interesem polskim a niemieckim inaczej zwanym interesem „Europy”, Tusk konsekwentnie wybiera to drugie. Rezygnacja z pełnych reparacji, okrojenie CPK, ustawa wiatrakowa, entuzjazm dla SAFE (program szyty pod niemiecki przemysł zbrojeniowy i wspólne zadłużenie) – to wszystko układa się w jedną logiczną całość. Berlin od lat wie, że „więcej Europy” w polskim wykonaniu = więcej wpływów Niemiec w Polsce. I właśnie dlatego tak lubi Tuska.

Czas najwyższy, żeby Polska wreszcie grała twardo w swoim interesie – nie w berlińskim.

W 2027 r. Polacy zdecydują, czy kierunek niemiecki zostanie utrzymany, czy nastąpi odwrót od tej szkodliwej polityki, która zagraża naszemu sojuszowi strategicznemu z USA.