Decyzja Prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu orderu Kapituły Walki o Niepodległość wydaje się posunięciem mało szczęśliwym.

Zamiast tego typu gestów, Prezydent RP miałby o wiele potężniejsze narzędzia – mógłby przecież uroczyście, w najlepszym czasie antenowym (prime time), odsłonić pomnik pomordowanych przez UPA. Co więcej, tak fundamentalna reakcja powinna być uprzednio uzgodniona wspólnie z rządem. W polityce zagranicznej kluczowa jest jedność.

Tu mała dygresja: obserwując swoim amatorskim okiem tę dziedzinę życia mam wrażenie, że politykę zagraniczną uprawiają już partie, a nie państwo. Stąd Nawrocki, przynajmniej publicznie, nie oglądał się na to, co ma do powiedzenia w tej sprawie Tusk.

​Warto jednak spojrzeć także na drugą stronę medalu.

Po stronie ukraińskiej nie siedzą ludzie pozbawieni rozumu. Nadając jednostce wojskowej imię bohaterów UPA, doskonale wiedzieli, że to zaboli Polskę. Chcieli tego albo – przewidując taką reakcję – w pełni się na nią godzili. Trudno uwierzyć, by nie brano pod uwagę odpowiedzi Warszawy, zwłaszcza wiedząc, że polski Prezydent to ideowy spadkobierca endecji.

​Co naprawdę przyświeca tej polityce Kijowa?

Jeden z polskich generałów postawił niedawno tezę, że gra toczy się o przywództwo w naszej części Europy. Jeśli tak, to wypada przypomnieć, że dotychczas domeną wyłącznie rosyjskiej polityki było prezentowanie Polski jako „chorobliwych rusofobów”. Miejmy nadzieję, że na Ukrainie nikt na podobnie durny pomysł nie wpadł.

W obecnej sytuacji jedyną naprawdę istotną grą jest to, jak skutecznie obronić się przed Rosją.
​Ukraina w pewnym sensie zmusiła Polskę do twardego postawienia granicy. Cóż – bez stawiania granic nie ma zdrowych relacji. Szkoda tylko, że budując te granice, zapomniano o przejściach. Dlatego najpilniejszym zadaniem dla polityków po obu stronach powinno być teraz jak najszybsze ich wybudowanie.


​#PolitykaZagraniczna #Polska #Ukraina #RelacjeMiędzynarodowe #Geopolityka