Najpierw doprowadzić JSW do finansowej zapaści. Wyczerpać rezerwy, zamrozić rozwój, przespać momenty wymagające odwagi i odpowiedzialności. Potem rozłożyć ręce i ogłosić, że spółka znalazła się pod ścianą. A kiedy wszyscy przyzwyczają się do myśli, że kryzys jest nieunikniony, wyciągnąć z szuflady gotowe rozwiązanie: sprzedać.

Brzmi brutalnie? Jeszcze bardziej brutalne byłoby oddanie za bezcen majątku budowanego przez pokolenia górników.

Przez lata JSW wypracowywała miliardowe zyski. Gdy pieniądze płynęły szerokim strumieniem, wielu chętnie się nimi ogrzewało. Dziś, gdy przyszły trudniejsze czasy, zamiast realnego planu naprawy słyszymy opowieści o koniecznych wyrzeczeniach, cięciach i braku alternatyw. Dziwnym trafem alternatywa zawsze pojawia się wtedy, gdy w grę wchodzi sprzedaż tego, co przedstawia realną wartość.

Bo nie oszukujmy się. Nikt nie ustawia się w kolejce po bezwartościowy majątek. Nikt nie marzy o przejęciu czegoś, co nie ma przyszłości. Jeśli ktoś ostrzy sobie zęby na kopalnie, koksownie i strategiczną infrastrukturę, to dlatego, że widzi w nich ogromny potencjał i gigantyczne pieniądze.

Najpierw więc wmówić ludziom, że JSW jest problemem. Potem przekonać ich, że ten problem trzeba jak najszybciej rozwiązać. A na końcu sprzedać aktywa warte miliardy za kwotę, która w normalnych warunkach nie wystarczyłaby nawet na ich odtworzenie.

To nie byłaby restrukturyzacja. To byłaby wyprzedaż.

I dlatego pracownicy oraz mieszkańcy Śląska mają prawo patrzeć władzy na ręce. Mają prawo pytać, kto odpowiada za obecną sytuację. Mają prawo wiedzieć, czy celem jest odbudowa JSW, czy przygotowanie gruntu pod interes życia dla wybranych.

Bo jeśli ktoś najpierw doprowadza spółkę do osłabienia, a później ogłasza, że jedynym ratunkiem jest sprzedaż jej najcenniejszych aktywów, to trudno nie odnieść wrażenia, że plan był gotowy dużo wcześniej niż kryzys.

JSW to nie jest sterta złomu przeznaczona na licytację komorniczą. To strategiczny majątek państwa, efekt pracy kilku pokoleń ludzi, którzy codziennie zjeżdżali pod ziemię i ryzykowali zdrowie, a czasem życie.

Nie po to budowano tę spółkę przez dziesięciolecia, żeby ktoś ją oddał za grosze.

Nie po to górnicy tworzyli jej wartość, żeby dziś ktoś urządzał wyprzedaż narodowego majątku pod hasłem „nie ma innego wyjścia”.

Jeżeli naprawdę nie ma innego wyjścia, to najpierw pokażcie, kto doprowadził do tej sytuacji. A dopiero później opowiadajcie o sprzedaży.

Bo JSW nie powstała za złotówkę. I za złotówkę nie może zostać oddana.

„Dziś jeszcze nie ma dowodów na plan sprzedaży JSW za bezcen. Ale jest coś równie niepokojącego: spółka, która jeszcze niedawno była symbolem siły polskiego górnictwa, znalazła się w sytuacji, w której dyskutuje się o cięciach, ratowaniu płynności i wyprzedaży części majątku. A to rodzi pytanie, czy zrobiono wszystko, by do tego nie dopuścić.”