W tygodniku „Sieci” znajduje się wywiad Michała Karnowskiego z Jackiem Kurskim, prezesem zarządu Telewizji Polskiej S.A., „Nie pozwólmy zadławić polskiej wolności” (18.01.2021, nr 3). Na stwierdzenie redaktora Karnowskiego, że „Kierowana przez pana telewizja nie boi się wchodzić w najgorętsze spory, poruszać tematów które wywołują wielkie emocje i nakręcają ataki” prezes Kurski stwierdził m.in. „Trzeba mówić prawdę i jestem dumny, że TVP, w tym „Wiadomości”, nie boją się tego robić”.
Nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem. Uważam, iż jest to zaklinanie rzeczywistości, bowiem wiele tematów jest permanentnie przemilczanych. Do nich zaliczam m.in. brak debat na temat naszego bilansu bycia w Unii, stosowanie przez nią podwójnych standardów, przehandlowaniu przez premiera Morawieckiego polskiej suwerenności za mityczne miliardy, wpływu realizacji Zielonego Ładu na sytuację materialną Polaków.
Zwłaszcza ten ostatni ma zasadniczy wpływ na zasobność naszych portfeli. Od kilku lat na siłę forsowana jest w Unii Europejskiej neutralność klimatyczna, tzn., że państwa Unii mają emitować tylko tyle gazów cieplarnianych (w tym dwutlenku węgla), ile są w stanie pochłonąć. Oznacza to drastyczne ograniczenie emisji, czyli prawie całkowitą dekarbonizację gospodarki.
Liderzy państw Unii Europejskiej zgodzili się na to by neutralność klimatyczną osiągnąć do 2050 r. Z tego co czytałam w konkluzjach Rady Europejskiej znalazł się zapis, że Polska w swoim tempie będzie dochodzić do wdrożenia tego celu. Miało to dać nam czas na stopniowe i płynne przestawiania się na nowe źródła energii.
Jednak Komisja Środowiska Parlamentu Europejskiego nie oglądając się na konkluzje chce jak najszybciej osiągnąć tzw. neutralność klimatyczną. Ostatnie decyzje mówią, że cele redukcyjne zostaną zwiększone z 40 do 60 proc. do 2030 r.
Gdybyśmy się na to zgodzili czekałby nas gigantyczny kryzys ekonomiczny. Ponieważ nasza gospodarka opiera się na przemyśle wydobywczym i paliwach kopalnych nie stać nas na tak gwałtowne ograniczenie emisji dwutlenku węgla (CO2) do atmosfery. Najszybciej odczułoby to górnictwo, a następnie jak układanka z domina posypie się energetyka, co przełoży się na upadek hut, stalowni, przemysł motoryzacyjny, chemiczny, rolnictwo.
Podczas swego wystąpienia na Kongresie Polska Wielki Projekt (2020 r) premier Mateusz Morawiecki mówił, że nie możemy dać sobie narzucić niesprawiedliwego modelu transformacji energetycznej, który dla Polski oznaczać będzie przyjęcie warunków de facto anty rozwojowych.
Mimo, iż minęło już kilka miesięcy od powrotu premiera M. Morawieckiego z unijnego szczytu budżetowego zakończonego „gigantycznym sukcesem”, nigdzie nie mogę znaleźć informacji dotyczących tego, na co ostatecznie zgodził się nasz szef rządu w sprawie naszej transformacji energetycznej. Czy będzie realizowany pierwotny plan osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r., czy na przyspieszenie i zwiększenie redukcji CO2 z 40 do 60 proc. do 2030 r.?
Sprawa jest dla Polaków niezwykłej wagi bowiem polska energetyka oparta jest na węglu. Nikt nam nie tłumaczył co się stało, że nagle w ubiegłym roku rząd przestał bronić energetyki węglowej i chce zamknąć wszystkie kopalnie do 2050 roku równocześnie promuje wytwarzania prądu z elektrowni atomowych (których nie ma) gazu i źródeł odnawialnych (OZE – wiatru i fotowoltaiki). Tak więc w ciągu 30 lat ma nastąpić likwidacja polskiego górnictwa, mimo, że energia wiatrowa i fotowoltaika nie zapewniają stabilnych dostaw energii przez całą dobę. Gdy zapada noc lub przestaje wiać wiatr wiatraki i panele słoneczne przestają ją produkować.
Według ekspertów w naszych warunkach klimatycznych za mało mamy słońca i wiatru dlatego źródła odnawialne mogą mieć znaczenie jedynie wspomagające.
Na Bałtyku mają powstać wielkie farmy wiatrowe, a prawie nic się nie mówi o tym, że prąd z wiatraków jest drogi. Z tego co przeczytałam Niemcy, za wiatrakową energię płacą trzy razy wyższe rachunki za prąd niż polskie rodziny.
Kolejną sprawą są koszty związane z przestawieniem naszej energetyki na energię z OZE. W artykule Jana Kamienieckiego, „Śląsk czeka na transformację z nadzieją”, („GPc”, 17.12.2020) przytoczył wypowiedź premiera dotyczącą finansowania transformacji energetycznej – „Udało nam się przekonać naszych partnerów co do wyjątkowej sytuacji Śląska i polskiego systemu wydobywczo-energetycznego. Świadczą o tym zapisy, które oznaczają, że do całej Polski w najbliższej dekadzie trafi ok. 250 mld zł na zmiany energetyczne, z czego ogromna część na Górny Śląsk i do Zagłębia”.
Równocześnie zestawił ją z wypowiedzią unijnej komisarz ds. energii Kadri Simson, która przypomniała, że ogólna pula unijnych środków wspierających działania w zakresie transformacji klimatycznej to ponad 67 mld euro, a w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji Polska może liczyć na 3,5 mld euro dla regionów górniczych.
Z kolei Mariusz Andrzej Urbanke, w artykule „Dziś w stolicy ma być pikieta związkowców”, („GPc”, 02.10.2020) powołuje się na stanowisko OPZZ według którego w skali całego kraju koszt transformacji energetycznej do 2030 r. może sięgnąć biliona złotych. Ta symulacja finansowa powstała kilka miesięcy temu. Jednak od tego czasu Bruksela znacznie podkręciła tempo wprowadzania klimatycznych restrykcji, w związku z czym koszty mogą być jeszcze wyższe.
Związkowcy zwracają też uwagę, że media lubią przywoływać Fundusz Sprawiedliwej Transformacji jako jeden z filarów mających zamortyzować koszty likwidacji górnictwa. Tymczasem do 2030 r. polskie regiony uzależnione od węgla dostaną z niego tylko 60 mld zł, a jak wyliczyli naukowcy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, utworzenie nowych stanowisk pracy w miejsce likwidowanych etatów w samej tylko PGG będzie kosztowało aż 200 mld zł.
Z kolei amerykańska spółka zajmująca się doradztwem w zakresie zarządzania strategicznego McKinsey & Company szacuje całkowity koszt transformacji na 4 bln zł.
W związku z tym chciałabym poznać realne koszty wprowadzania Zielonego Ładu, ponieważ po zestawieniu tych wszystkich szacunków obiecane środki z UE na transformację energetyczną są po prostu symboliczne w stosunku do potrzeb. Dekarbonizacja gospodarki przy ich braku skazana jest na niepowodzenie.
Obawiam się takiej sytuacji, że zniszczymy dotychczasowy system energetyczny a nowego sprawnego z braku funduszy nie zbudujemy tym samym przestaniemy być konkurencją dla państw starej Unii. Skutkować to będzie drastycznym wzrostem kosztów utrzymania przekładającym się na gwałtowne pogorszenie sytuacji materialnej polskich rodzin.
Prezes Kurski nie powinien mówić, że jest dumny z TVP, bo nie boi się ona poruszać tematów które wywołują wielkie emocje. Ja jako telewidz widzę jak wielu nie porusza. Przykładem jest przemilczanie konsekwencji realizacji Zielonego Ładu dla Polaków i Polski.
Foto: biblioteka mediów
Zostaw komentarz