Mam w firmie koleżankę Elę Sawerską, która sprawia, że mam wyrzuty sumienia, jak zużyję zbyt dużo wody przy myciu kubka po kawie. Wystarczy, że odkręcę kran, a plecy pali mi jej karcące spojrzenie, przed oczami mam 2 misie polarne usiłujące utrzymać równowagę na topniejącym kawałku kry i smutny finał, gdy jeden z nich idzie pod wodę, jak Leonardo diCaprio w Titanicu.
Gnębiło mnie to strasznie, ale tylko do czasu aż znalazłem stronę z obliczeniami, ile potrzeba wody do wyprodukowania różnych rzeczy. Według niej auto, to 379 000 l wody, zwykły odkurzacz prawie 4000 l, nie mówiąc o pralce, która „kosztuje” ze 20 000 l. I okazało się dzięki niej, że jestem najbardziej ekologiczną osobą, jaką znam, bo prawie nie zużywam tych rzeczy.

Wyjaśnię to na przykładzie: Raz na pół roku w mojej wsi śmieciarki zbierają tzw. „gabaryty”, różne pralki, lodówki, odkurzacze i telewizory. Co ludzie tam wystawiają i dlaczego, to temat na zupełnie inne rozważania, ale przeraża, że wyrzucają zupełnie dobre i dość drogie rzeczy.

Dlaczego?

Bo po prostu nie umieją tego sami naprawić, a fachowiec bierze 2 stówy za sam dojazd. Wystarczy zajrzeć za pralkę, by zobaczyć, że jedynym jej problemem jest zerwany pasek klinowy, do kupna za 2 dychy na allegro. No może trzeba dokręcić kilka śrub, bo dlaczegoś w końcu się przetarł. Jeśli odkurzacz nie wydaje żadnego dźwięku, to sprawdź, czy nie ułamałeś kabla przy wtyczce (nowa 7 zł), w ostateczności zmień szczotki w silniku (10 zł). Tam naprawdę nie ma się co zepsuć. O zmywarkach szkoda nawet gadać. Na 100 procent komuś nie chciało się spłukać naczyń przed włożeniem i jakiś brud zapchał wirnik w pompie. Przyznam się bez wstydu, że mam w domu 2, prawie nowe odkurzacze przyniesione ze spaceru z psem w „dzień gabarytów”, bo żal było się nie schylić po leżące przy drodze kilka stówek.

Okazuje się, że umiejętność posługiwania się śrubokrętem i lutownicą jest ekologicznie więcej warta, niż picie kawy z niedomytego kubka. Mógłbym codziennie pływać crawlem w kuchennym zlewie, a i tak zużyłbym mniej wody, niż potrzeba do wyprodukowanie przypadających na mnie statystycznie 4 pralek, których nie zużyłem, bo od 20 lat naprawiam tę samą.

Może więc zamiast uczyć dzieci w szkole o efekcie cieplarnianym, 169 płciach (170 – zapomniałem o Margocie) pokazać im do czego służy śrubokręt, klucz francuski, lutownica? Tańsze to też i zdrowsze dla kręgosłupa, gdy zamiast wynosić pralkę na śmietnik wniesiesz do domu pasek klinowy na wymianę. Co dziwne, to taki naprawdę „zero waste” styl życia jest popularniejszy w o wiele bogatszych od nas państwach.

Spróbujcie znaleźć polską stronę, która pomogłaby w naprawie iRobota – amerykańskich jest bez liku. Moduł ELM327 na bluetooth, który w połączeniu z twoim telefonem powie ci, czy w twoim aucie poszedł ci wtrysk, z którym kołem ma problem ABS kosztuje 11 zł. Tak, 11 zł, a i tak prawie każde towarzystwo ubezpieczeniowe w Polsce oferuje assistance dla idiotów, które przyjeżdżają do unieruchomionych samochodów tylko po to, by zmienić koło, albo dolać paliwa do baku.

Coś tu zdecydowanie poszło nie tak…

Autor: Krzysztof Panek

Fot. Projekt milion małp.